Paź 30

[nggallery id=137]   Zdjęcie: Join Hands, Kalendarz 2011, wydawnictwo Tushita

I stworzył Bóg człowieka:

„W dniu, kiedy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, a jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi ani nie wyrosło żadne ziele polne, bo Pan Bóg nie spuścił deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał rolę, a tylko mgła wydobywała się ziemi i zwilżała całą powierzchnię gleby, ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą” (1 Mż 2,4-7).

Wziął Bóg kawał gliny i ulepił istotę, którą wymyślił. Człowiek jest z gliny i Bożego pragnienia. Jest z Bożej miłości, zdolnej tchnąć życie i nadzieję w kawał gliny.

„Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że  moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas” (2 Kor 4,7).

Garncarz glinę wypala, inaczej na nic się nie przyda. Człowieka też trzeba wypalić, żeby sobą mógł przenieść światłość i życie na drugą stronę swojej historii i przekazać je następnym pokoleniom. Na Golgocie Duch Święty wypalił doskonałą postać człowieka. W piecu cierpienia i posłuszeństwa powstało naczynie zbawienia.

Naszym piecem jest spotkanie z prawdą, którą jest Chrystus: „Po tych słowach splunął na ziemię i ze śliny uczynił błoto i to błoto nałożył na oczy ślepego. I rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Syloe (to znaczy Posłany)” (J 9, 6n)

Ślepiec symbolizu­je naszą sytuację. Od urodzenia nie jesteśmy w stanie postrzegać rzeczy takimi, jakie są naprawdę. Idziemy jak ślepcy przez życie. Nie chcemy widzieć naszej własnej rzeczywistości. Uspokajamy się iluzjami. Jezus rozpo­czyna proces uzdrawiania ślepego, plując na ziemię. Potem z ziemi i śliny robi rodzaj ciasta, które nakłada ślepcowi na oczy (J 9,6). Wreszcie każe mu iść do sadzawki, aby się umył. Gdy człowiek wraca, jest zdrowy. Widzi.

W tej historii uzdrowienia zwracają uwagę dwa moty­wy. Jeden to ziemia. Jezus rzuca ślepcowi ziemię w oczy, by mu powiedzieć: „Zostałeś wzięty z ziemi. I dopiero wte­dy, gdy przyjmiesz do wiadomości fakt, że pochodzisz z zie­mi, że jesteś wewnątrz brudny, będziesz naprawdę widział”. „Widzieć” oznacza „widzieć własną rzeczywistość”, szcze­gólnie jej mniej piękne strony. „Ziemia” znaczy po łacinie humus. Od tego pochodzi humilitas „pokora”. Kto waha się w swojej pysze spojrzeć we własną rzeczywistość, traci wzrok. Tylko ten, kto ma odwagę zejść z wyżyn własnych projekcji i życzeń na prawdziwe terytorium swych proble­mów, jest w stanie z otwartymi oczami przyjmować swoją rzeczywistość.

Wiara oznacza zdolność widzenia w nowy sposób. Kto wierzy, widzi głębiej, przenikliwiej, widzi to, co istotne. Odrzuca czarne okulary pesymizmu albo przeciwnie – ró­żowe okulary, które dają cukierkowy obraz problemów ży­cia. Oba elementy – ziemia i woda sadzawki – wskazują, że Jezus na nowo stwarza człowieka. Jezus czyni człowie­ka na powrót takim, jakim był on w zamyśle Stwórcy. Bierze go w swoje dłonie i lepi na powrót, uwalniając od ślepoty, która zniekształcała jego postać.

Odtąd może człowiek brać kawał gliny własnego życia w dłonie i lepić swoją przyszłość, być twórcą swojej przyszłości.

Wy też lepicie człowieka. Macie glinę w dłoniach. Raz dobrze wyrobioną i miękką, innym razem mocno oporną na kształtowanie. Pamiętajcie, wkładacie swoje dłonie do pieca. Kształtujecie glinę nowego człowieka nieraz w ostatniej chwili, gdy ogień już grzeje i wypala. Czasem nie zdążycie… Trudno, nie ma takiego garncarza, któremu wychodzi każde naczynie.

Musicie mieć nadzieję, że skoro Bóg nie bał się włożyć swoich dłoni w ogień Golgoty, nie straszny mu ogień ludzkich więzień…

„Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak garncarz? – mówi Pan. Oto jak glina w ręku garncarza, tak wy jesteście w moim ręku, domu Izraela!” (Jr 18,6).