Sty 3

Spacer

Marek Uglorz | O człowieku i kulturze | 03.01.2013 |

Mędrcy ze Wschodu, oddający cześć narodzonemu w Betlejem Jezusowi, w naszej obrzędowości i liturgii nie zadomowili się tak mocno, jak pasterze, których opisał autor trzeciej ewangelii kanonicznej. Pasterze są nam bliżsi, przychodzą do betlejemskiej groty narodzenia jakby z naszego świata. Fakt, że byli ludźmi z marginesu społecznego, którymi powszechnie gardzono, ułatwia nam identyfikację. Pasterze nie byli ludźmi sukcesu, z czym częstokroć sami musimy zmierzyć się w naszym świecie. Doświadczając porażki, chętnie sami widzielibyśmy się jako klęczących przed Zbawicielem i proszących o ratunek.

Mędrcy przychodzą do Betlejem z innego świata. Co prawda reprezentują pogańskie narody, które zwróciły się do Mesjasza, narodzonego w królewskim rodzie Dawida, ale ich mądrość wydaje się podejrzana, i to nawet  pomimo tego, że pochyla się i adoruje mądrość, która jest z nieba. Przed małego Jezusa, Mędrców przywiodła gwiazda, ale o jej posłannictwie dowiedzieli się dzięki mądrości. Dlatego można powiedzieć, że mądrość Mędrców jest mądrością, która szuka i uznaje Boży autorytet. To nie jest typowa ludzka mądrość, która samą siebie uznaje za podwaliny ludzkiego szczęścia i ośrodek kosmosu. Pomimo tego Mędrcy pozostają na ocenzurowanym indeksie luterańskiej pobożności. W Epifanię częściej gromadzą nas w naszych parafiach koncerty kolęd, jakby Mędrcy mieli coś wspólnego ze śpiewaniem, aniżeli typowe nabożeństwa świąteczne.

Jeśli Mędrcy mają coś wspólnego z kolędowaniem, to raczej z „chodzeniem po kolędzie”, a nie ze śpiewaniem kolęd. Najwcześniejsze znaczenie słowa „kolęda” odnosi się bowiem do zapłaty za śpiewanie i złożone życzenia. Kolędnicy bywali częstowani świątecznymi potrawami i ten poczęstunek pierwotnie był zwany kolędą. Potem słowo „kolęda” zaczęło odnosić się także do czynności, a mianowicie przybycia z świątecznymi życzeniami. W tym sensie mówimy o „chodzeniu po kolędzie”. By wreszcie zacząć oznaczać także pieśni, wykonywane w świątecznym okresie.

Tak czy inaczej Mędrcy przyszli do Betlejem „po kolędzie”. W tym celu podjęli daleką wędrówkę. Rozpoczęli pielgrzymkę do miejsca, które wskazywała im gwiazda. Wyszli w drogę, nie znając dokładnie celu. Wpierw doszli do Jerozolimy, czego należało się spodziewać, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zaznajomieni z żydowskimi proroctwami, przyszli pokłonić się Mesjaszowi do miasta, które było kojarzone z dynastią Dawida. Dopiero po uzyskaniu dokładniejszych informacji ruszyli w kierunku Betlejem. A tam: „Wszedłszy do domu, ujrzeli dziecię z Marią, matką jego, i upadłszy, oddali mu pokłon, potem otworzywszy swoje skarby, złożyli mu w darze złoto, kadzidło i mirrę. A ostrzeżeni we śnie, by nie wracali do Heroda, inną drogą powrócili do ziemi swojej” (Mt 2,11n).

My bardzo nie lubimy słowa pielgrzymka, bo kojarzy nam się z ruchem pielgrzymkowym i ludzkimi zasługami. Jak więc inaczej nazwać wędrówkę Mędrców? Spacerem? Proszę bardzo. Jeśli ma to komuś ułatwić percepcję, nie widzę problemu, tym bardziej, że dzięki temu może uda mi się kilkoro z Was przekonać do spacerów, jeśli nie codziennych, to chociaż dwukrotnych w ciągu tygodnia. Wszak wszystko skłania do spacerowania. Nie tylko pogoda i zimowy czas. Kilka dni temu powitaliśmy nowy rok w kalendarzu świeckim, co oznacza, że rozpoczął się nowy etap naszej życiowej drogi. Wreszcie przez kilka najbliższych tygodni będziemy przeżywać okres Epifanii, a więc dogodny czas na „chodzenie po kolędzie”.

Ale do rzeczy. Otóż prawdziwej pielgrzymki nie wolno traktować jako zasługi. Nie jest też corocznym powrotem w święte miejsce i święty czas religijnego doświadczenia wspólnoty i Bożej obecności, jak mam to miejsce w pobożności muzułmańskiej. Archetypem prawdziwej pielgrzymki jest powołanie Abrahama i jego późniejsza życiowa droga wciąż przed siebie, bez potrzeby powrotu w stare miejsca. Pielgrzymka jest wędrowaniem do celu, który nie został określony przez człowieka, ale zawsze wyznaczany jest przez Boga. W takim sensie często mówimy także o pielgrzymce ludzkiego życia. Pielgrzymka jest podjęciem drogi, podczas której dochodzi do spełnienia się człowieczeństwa w akcie ufności i miłości, a więc dzięki posłuszeństwu.

Skoro Bóg wyznacza cel pielgrzymki, człowiek czuje się spełniony i szczęśliwy, gdy udaje mu się do niego dojść. Dlatego u celu pielgrzymki zawsze pojawia się odruch adoracji i religijna potrzeba darowania ofiary, jak stało się w Betlejem, dokąd Mędrców przywiodła gwiazda. Osiągnąwszy cel pielgrzymki mogli w pokoju powrócić do swojej ziemi.

Wyciągnijcie odpowiednie wnioski z pielgrzymki Mędrców. Możecie z niej uczynić ciekawą metaforę własnego doświadczenia religijnego i to nie tylko jednorazowo jako sposób zrozumienia doczesnego życia. Pielgrzymką w sensie właściwym może być każdorazowe przeżywanie adwentu czy pasji; każdorazowe uczestniczenie w parafialnych dniach skupienia czy przeżywanie świątecznego nabożeństwa. Ważne jedynie abyście pamiętali, że cel zawsze wyznacza Bóg. Idzie więc o otwarcie na Boże działanie, na umiejętność asymilowania nowych bodźców, myśli i doświadczeń.

Jednak, co sugeruje tytuł wpisu, przede wszystkim chcę dziś odnieść skutek terapeutyczny. Zapraszając Was na spacer, nie pragnę Was przekonywać o jego dobroczynnym wpływie na zdrowie i samopoczucie, ponieważ nie mam zamiaru zastępować lekarzy. Zapraszam Was na spacer jako Marek Uglorz. Nie traktujcie spacerów, jak zadania do wykonania. Spacerów się nie zalicza, licząc przebyte kilometry. Nie wychodźcie na spacer z myślą o konieczności wypełnienia obowiązku względem cielesności.

Prawdziwy spacer, podobnie do pielgrzymki, jest uwolnieniem ludzkiego ducha, jednak pod żadnym pozorem nie z cielesności. W rzeczywistości jest odwrotnie, mianowicie poprzez właściwe wykorzystanie cielesności, spacer ma nas uwalniać od tego, co musi być; co powinno się stać; co należy zdobyć i czego musimy dokonać. Spacer, spełniający swoje funkcje religijne i zdrowotne, nie powinien mieć określonego celu. Cel bowiem wyznacza Bóg. Spacerując, nie możemy zamęczać się myślą o konieczności dojścia do wyznaczonego przez nas celu. Spełnienie i szczęście są bowiem darem nieba, a nie ludzką zdobyczą.

Spełnienie oraz szczęście, a więc także zdrowie i pozostałe korzyści, płynące ze spaceru,  pojawiają się dokładnie w tym miejscu, który Bóg wskazuje nam jako cel naszego spaceru. Dochodzimy wówczas do miejsca, w którym spotykamy kogoś, z kim było dobrze się spotkać, albo – zachwyceni pięknem – stajemy oniemiali, albo pełni wrażeń przebytej drogi, postanawiamy wracać.

Dajmy się zaprosić na spacer. Nasyceni wrażeniami, wdzięczni za życie i zbawienie, oddajmy Bogu chwałę i powróćmy do domów.