Kwi 17

Słowo Adam pierwotnie nie było imieniem, ani nie oznaczało mężczyzny, tylko człowieka w sensie gatunkowym. Bóg uformował człowieka z prochu ziemi. Adam pochodzi od adama (gleba, ziemia). Człowiek, czyli adamita, ma więc ścisły związek z ziemią. Powstaje z ziemi i przez śmierć do zie­mi wraca. Bycie człowiekiem oznacza bycie ziemianinem, czyli adamitą. W takim, gatunkowym sensie, Adam – chociaż jest mężczyzną – ma w sobie także coś z kobiecości.

W Starym Testamencie znajdują się dwa opisy stworze­nia. Starszy znajduje się w 2. rozdziale Księgi Rodza­ju. Według niego Bóg wpierw stworzył ziemię i zasadził ogród dla człowieka, czyli Adama, żeby mógł żyć wśród drzew i spożywać ich owoce. Jednocześnie zlecił Adamowi zadanie, aby ów ogród uprawiał i strzegł. Jednak człowiek czuł się samotny. Wtedy Bóg stworzył zwierzęta i przyprowadził je do Adama. Ten je wszystkie nazwał, jednak wśród nich nie znalazł odpowiedniej dla siebie istoty (Rdz 2,20). Wtedy Bóg z żebra Adama stwo­rzył Kobietę. Na jej widok Adam aż krzyknął: „Ta dopiero jest ko­ścią z kości moich i ciałem z ciała mojego! Będzie się nazywała mężatką (iszsza), gdyż z męża (isz) została wzięta. Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złą­czy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (Rdz  2,23n).

W tej historii fascynujące jest to, że Bóg stworzył Ewę, ponieważ Adam czuł się samotny. Można wręcz powiedzieć, że Adam tęsknił za Kobietą, wymarzył ją sobie. Ewa jakby wyszła z męskich pragnień, niczym z morskiej piany. Być może trzeba to gruntownie przemyśleć?  Bo to przecież może oznaczać, że mężczyzna w pełni staje się sobą, to znaczy dociera do swej istoty, dopiero wtedy, gdy jest w stanie zachwycić się Kobietą, tą wyśnioną i wymarzoną. Można w tym rozpoznać bardzo ważną cechę męskości. Chodzi mianowicie o to, że Adam realizuje swoje podobieństwo do Boga jedynie wówczas, gdy rozumie swoją relację z Kobietą i tak ją kształtuje, jak zaplanował to Bóg, czyli nie przez podporządkowanie, ale przez uznanie tej samej godności i wartości; nie przez pogardę, ale zachwyt i szacunek; nie przez występowanie przeciwko sobie, ale bycie ze sobą; nie przez podział, tylko przez stawanie się jednością.

Warto też pamiętać, że w swoim odniesieniu do kobiety mężczyzna czuje się zawsze istotą seksualną. U Adama seksualność wyraża się w jego tęsknocie za tym, by stać się jednym ciałem z Ewą. Mężczyzna i Kobieta są nadzy, ale nie wstydzą się siebie (Rdz 2, 23-25). Adam ma więc zdrowy sto­sunek do swojej seksualności. Dopiero po historii z zerwanym owocem zaczyna wstydzić się nagości. Widać w tym am­biwalentny stosunek wielu mężczyzn do własnej seksualno­ści. Niektórzy bezustannie kręcą się wokół swojej potencji, przechwalając się seksualnymi przygodami, ale za tymi przechwałkami prawdopodobnie ukrywa się niepewność co do własnej seksu­alności.

Męska seksualność jest źródłem, z którego wypływa siła, wpierw erotyczna, płynąca przez większość relacji. Ona chroni przed nudnymi relacjami. Wnosi żywotność, witalność i specyficzny koloryt. Płynie tam, gdzie chce, i pozwala cieszyć się erosem, który pojawia się między partnerami. Biologia męskiej seksualności ma również duże znaczenie. Mężczyzna przecież jest tym, który nosi w sobie nasienie, dążące do tego, żeby wypłynąć i spłodzić dziecko. Dlatego w swej istocie Adam jest twórczy, chociaż wielu mężczyzn, nie radzących sobie z własną seksualnością, marnuje ów potencjał. Mężczyzna może chcieć zostać ojcem w sensie biologicznym, ale równie dobrze może to czynić także w sensie duchowym: „Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie” (1.Kor 4,15). Mężczyzna najczęściej czuje się dobrze w swojej skórze dopiero wtedy, gdy coś z niego wyjdzie. Dla jednego będzie to pisanie, dla drugiego budowanie, dla jeszcze innego malarstwo albo wynalazczość. Bez tej fallicznej energii mężczyzna staje się statyczny, niczego nie rodzi. Żeby stać się sobą Adam musi więc nauczyć się obchodzić ze swo­ją seksualnością, integrując ją z własną koncepcją życia.