Wrz 19

Klasyczna teologia zawsze podkreślała doskonałość człowieczeństwa Jezusa z Galilei. Jestem przekonany, że dziś należałoby mocniej uwypuklać doskonałość Jego męskości, tym bardziej, że załamał się dotychczasowy wzorzec patriarchalny.

Czy Jezus był męski? Czy uosabiał to, czego po mężczyźnie oczekują kobiety? Odkąd zrozumiałem, że na oba pytania można udzielić pozytywne odpowiedzi, jestem przekonany, że wszyscy mężczyźni powinni bacznie obserwować Jezusa i po prostu uczyć się od Niego, w jaki sposób mogliby być jeszcze bardziej męscy. Podstawowe dwie cechy Jezusa jako mężczyzny, które czytelnikowi Ewangelii rzucają się w oczy, są takie, że chociaż nie jest brutalny, jest silny, i chociaż nie traktuje kobiet przedmiotowo, jako męską własność, one idą za Nim z Galilei do Judei i są Mu wierne do ostatnich chwil życia.

Co takiego Jezus z Galilei ma w sobie, że może liczyć na wielką miłość i wierność kobiet,  a nawet  niespotykaną i niesłychanie prowokująca wdzięczność, jaka dla przykładu spotkała Go w domu faryzeusza Szymona (Łk 7,36- 50). Przecież to niesłychane, żeby szanujący się mężczyzna pozwolił sobie na taką intymność z kobietą, powszechnie znaną grzesznicą. Dziś już nie musimy się wstydzić i pokrętnie tłumaczyć tamtego wydarzenia. W powszechnym odbiorze Jezus traci wtedy nie tylko autorytet proroka, ale też autorytet mężczyzny, który w patriarchalnym świecie jest zbudowany na restrykcyjnym traktowaniu kobiet.

Masowanie przez kobietę męskich stóp w obecności innych mężczyzn już było wielką transgresją etyczną, ale wycieranie stóp rozpuszczonym włosami? Nie sądzę, żeby w relacjach z kobietami Jezus bał się erotyzmu sytuacji i emocji. To my mamy problem z oceną tego rodzaju zachowań, ponieważ erotyzm sprowadziliśmy do spółkowania i dlatego boimy się tego rodzaju interpretacji spotkań Jezusa z kobietami.

Tymczasem to nie jedyny przykład. Niezwykle wymowne jest opowiadanie o spotkaniu zmartwychwstałego Jezusa z Marią Magdaleną. Gdy Maria rozpoznaje Nauczyciela, zapewne w odruchu radości i miłości pragnie objąć Jezusa, ale słyszy słowa: „Nie dotykaj mnie, …” (J 20,17), których grecka forma sugeruje nie jednorazowe dotkniecie, a objęcie, przytrzymanie wręcz, więc równie dobrze byłoby można je przetłumaczyć: „Nie zatrzymuj mnie”.  Uświadomiwszy to sobie, odkrywamy, jak wielki ładunek emocji przedstawia ewangelista tą sceną, a wraz z tym jak pięknie, wręcz poetycznie, odpowiada na ludzką tęsknotę za pełnią miłości, która realizuje się między mężczyzną i kobietą.

Pełnia miłości jest więc miłością pełniejszą od miłości erotycznej ukochanego i ukochanej. Nie zatrzymuje i nie pozwala się zatrzymać, gdy tymczasem miłość erotyczna obejmuje i zatrzymuje, chce posiadać na wyłączną własność. Pełnia relacji między mężczyzną i kobietą obdarza wolnością, która miłości nie zatrzymuje wyłącznie dla siebie, ale traktuje jako dar do rozdania innym. Warto zauważyć, że w relacji Jezusa z Marią Magdaleną bez wątpienia mamy do czynienia z pięknem męsko-żeńskich relacji, co szczególnie uwypukla prawdę o Jezusie, że kobiety naprawdę Go kochały, co może oznaczać tylko jedno, był prawdziwie męski.

Co zatem w Jezusie z Galilei było prawdziwie męskie? Męskie na pewno było to, że w pierwszym rzędzie zwracał się do Pań słowem, a nie próbował za wszelką cenę obejmować je i wykorzystywać. Ponieważ taki wzorzec funkcjonował wówczas w Izraelu, opierający się na prawie własności do kobiecego ciała i rozpłodu, więc pozbawione podmiotowości Kobiety, w słowach Jezusa słyszały dobrą nowinę o swojej godności i wartości. Zakochały się w Mężczyźnie, który nie budował relacji erotycznych, ale agapiczne, chociaż – jak wcześniej próbowałem pokazać – na piękne erotyczne doświadczenia też było w nich miejsce. Wreszcie, ileż z tych Pań, zawdzięczało Jezusowi po prostu życie i ratunek przed gradem kamieni albo topieniem, jak owa Kobieta z Ewangelii Jana, potraktowana niczym przynęta, aby z jej pomocą w kazuistyczne sidła udało się schwytać Nauczyciela z Galilei (J 8,1-11).

Męski Jezus urzekał także delikatnością i czułością oraz niezwykłą, jak na tamte czasy, zdolnością do empatii, to znaczy, że potrafił rozróżniać kiedy być twardym, a kiedy miękkim; szorstkim lub delikatnym. Tym samym odpowiadał na potrzeby większej części Kobiet, które szukając wyśnionego Księcia z bajki, oczekują po mężczyźnie siły i zdecydowania, dzięki czemu czują się bezpieczne, a jednocześnie pragną partnera delikatnego, który byłby zdolny do wypowiadania własnych emocji, a seksu nie traktowałby wyłącznie jako ars amandi, ale miał tę czułość w sobie, żeby całą noc tulić i pieścić.

Panie prawdopodobnie oczekują mężczyzn elastycznych, sprężystych w tym sensie, że potrafią zachować się w każdej sytuacji. We właściwy sposób reagują na przemoc i chamstwo, a w innych wypadkach zapewniają intymność relacji, co również widać w zachowaniach Jezusa. Zdecydowanie przeciwstawia się grubiaństwu i chytrości, potrafi ukręcić bicz, ale potrafi też się wzruszyć i zapłakać, a lecząc – gdy jest to potrzebne – choremu zapewnić intymność.

Istota męskości Jezusa nie polega na tym, co mężczyzna potrafi wykreować, dziś użylibyśmy dwóch obrazów, a mianowicie mięśni na siłowni i portfela w biznesie, ale kim potrafi być dla drugiego człowieka. Dlatego Jezus nie pozował, co jest charakterystyczną postawą wielu mężczyzn, niepewnych swojej męskości; nie udawał kogoś, kim nie jest, ale był autentyczny i totalnie obecny w każdej relacji i sytuacji dla osoby, z którą właśnie się spotkał, rozmawiał z nią albo jej pomagał. Tymczasem mężczyźni w relacjach z kobietami często budują świat iluzji, zakładając maski w zależności od celu, który mają zamiar osiągnąć. Na krótki dystans strategia bywa skuteczna w celach reprodukcyjnych, jednak nie da się na niej budować trwałych związków i relacji, dlatego współczesne panie, przeżywające kolejne rozczarowania po kolejnym rozstaniach, zawiedzione pytają, czy istnieją mężczyźni, przy których mogłyby poczuć się kobietami?

W Rajskim Ogrodzie Życia stara Ewa rodzi się z pragnień starego Adama, w Ogrodzie Zmartwychwstania nowy Adam rodzi się z pragnień nowej Ewy. Człowieczeństwu nie potrzeba kolejnych płci, które i tak będą tylko przynależeć do starego porządku. Potrzebna jest nowa męskość i nowa żeńskość.

Nowy Adam nie wstydzi się tego, że jest istotą stającą się każdego dnia na nowo i nie jest sobie dany raz na zawsze, ale sam dla siebie jest wyzwaniem. Potrafi więc wchodzić w głąb siebie, żeby się rozpoznawać. Nie boi się ciemnych stron własnej osobowości i nie wypiera się ich ani przed kobietą i dziećmi, ani przed sobą. Jest istotą, która potrafi korzystać z metafory bramy, czyli przejścia ze świata wewnętrznego w świat zewnętrzny. Jest nie tylko panem swoich myśli i emocji, ale buduje też dobre relacje z otoczeniem, dzięki czemu jest czuły i opiekuńczy, a jednocześnie w każdej chwili jest gotów przejąć odpowiedzialność i jako przywódca przeprowadzić wspólnotę przez niebezpieczeństwa. Nowy Adam nie boi się więc transgresji, w czym realizuje archetyp Abrahama.

Nowy Adam odznacza się zdolnością do wyobrażania sobie nowej rzeczywistości, czyli twórczością i odwagą, które są bardzo potrzebne w bezideowym świecie. Dlatego męskość jest namiętna nie tylko w zmysłowym sensie, ale przede wszystkim realizując idee, które potrafi sobie wyobrazić i uważa je za słuszne. Stąd istotną cechą męskości nowego Adama jest świadoma praca nad własnymi pragnieniami, aby nie realizował ich tylko w postaci nienasyconej pożądliwości, ale aby uświadamiały mu najgłębsze tęsknoty jego serca, które byłby gotów wykorzystywać w swoim twórczym życiu.

Nowy Adam nie musi udowadniać, że nie jest dzieckiem, ponieważ dba o dziecko w sobie i cieszy się nim. Jest spontaniczny i radosny, a swojej partnerce potrafi wymyślać zabawę życia, co panie naprawdę uwielbiają i cenią to u mężczyzn. Będąc w stałym kontakcie z wewnętrznym dzieckiem, jednocześnie ma dobry kontakt z dziećmi i wychowuje je zabawą, fascynacją życiem i przyszłością, a nie restrykcyjnie, pozbawiając psychicznego kręgosłupa.

Nowy Adam nie musi udowadniać, że nie jest kobietą. Ponieważ rodzi się z pragnienia Ewy, która nie chce klonować samej siebie, ale szuka partnera, któremu może się oddać w pełni zaufania. I właśnie dlatego, że rodzi się z pragnienia Ewy, niech jej pyta, co z kobiecości chciałaby w nim zachować.

Nowy Adam nie musi udowadniać, że nie jest gejem, żeby nie stracić szacunku kolegów przy kuflu piwa. Dlatego powinien dbać o higienę osobistą, kulturę bycia, stołu i ubioru. Zwłaszcza ubiór ma dla mnie duże znaczenie. Mężczyzna, mający poczucie męskości i atrakcyjności, pozwala sobie na odrobinę ekstrawagancji i dużą dawkę indywidualizmu. Ubierając się,  współczesny mężczyzna może wręcz bawić się czymś, co można nazwać metroseksualnością ubioru, bo nikt nie oczekuje po nim dowodów na samczą męskość. Ubieranie się może potraktować jako zabawę i przyjemność, wiedząc o tym, że jego ubiór ma nie tylko walor praktyczny, ale jest też zaproszeniem do uśmiechu, zadziwienia, sposobem pokazania kreatywności i radości bycia. Mniej zaproszeniem do flirtu, a bardziej sygnałem: Chcę, abyście w mojej obecności cieszyli pięknem życia.

Nowy Adam relacje z kobietami w pierwszym rzędzie buduje słowem, nawet nie głosem, który często bywa narzędziem uwodzenia. Słowo musi być otwarte a nie zamknięte, to znaczy musi działać niczym klucz, otwierający kobietę na zaufanie, a wówczas otrzymuje od niej więcej, aniżeli jest w stanie sobie wyobrazić, również w zmysłowej sferze. Męska seksualność jest źródłem, z którego wypływa siła, wpierw erotyczna, płynąca przez większość relacji. Ona chroni przed nudnymi relacjami. Wnosi żywotność, witalność i specyficzny koloryt. Płynie tam, gdzie chce, i pozwala cieszyć się erosem, który pojawia się między partnerami. Biologia męskiej seksualności ma bardzo duże znaczenie. Mężczyzna przecież jest tym, który nosi w sobie nasienie, dążące do tego, żeby wypłynąć i spłodzić dziecko. Dlatego w swej istocie Adam jest twórczy, chociaż wielu mężczyzn, nie radzących sobie z własną seksualnością, marnuje ów potencjał. Mężczyzna może chcieć zostać ojcem w sensie biologicznym, ale równie dobrze może to czynić także w sensie duchowym: „Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie” (1.Kor 4,15). Mężczyzna najczęściej czuje się dobrze w swojej skórze dopiero wtedy, gdy coś z niego wyjdzie. Dla jednego będzie to pisanie, dla drugiego budowanie, dla jeszcze innego malarstwo albo wynalazczość. Bez tej fallicznej energii mężczyzna staje się statyczny, niczego nie rodzi. Żeby stać się sobą Adam musi więc nauczyć się obchodzić ze swo­ją seksualnością, integrując ją z własną koncepcją życia.

Nowy Adam używa słów w wyrażaniu emocji, w ten sposób pracując z nimi i pozwalając im płynąć, żeby nie gromadziły się w podświadomości i co jakiś czas nie doprowadzały do gwałtownej erupcji.

Nowy Adam jest na tyle świadomy własnej wartości i niepowtarzalności, że jest gotów złożyć samego siebie w jednorazowej i niepowtarzalnej ofierze miłości, aby kobiecie i dzieciom zapewnić bezpieczeństwo i przetrwanie. Męskość nie składa w ofierze niczego poza sobą, ponieważ rezygnuje z prawa własności do kobiety i dzieci na rzecz Boga. W ten sposób daje wolność, jednocześnie trwając w miłości. Z tym związana jest trudność, ponieważ Nowy Adam musi wyleczyć się z kompleksów, żeby innym nie pozwalać się wykorzystywać w roli ofiary losu.

Nowy Adam pomaga drugiemu w ponownym na­rodzeniu, już nie opuszczeniu łona matki, bo od tego jest kobiecość w jej macierzyńskiej istocie, ale wyzwoleniu z relacji całkowitej zależności od świata, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju fizycznego i psy­chicznego człowieka.

Nowy Adam zawsze jest ojcem nieza­leżnie od tego, czy jest ojcem biologicznym, czy nie. Bycie ojcem oznacza wspieranie, przekazywanie radości życia, dawanie oparcia, aby każdy odważył się wziąć los w swoje ręce. Ojcostwo wypuszcza dzieci w świat, ale jednocześnie przy nich trwa, dlatego dzieci wiedzą, że mogą zawsze wrócić, żeby w ojcu znaleźć oparcie, pomoc i po­cieszenie, gdy będą tego potrzebowały.