Lut 3

Ojczyzną kur rasy welsumer jest Holandia. Końcem XIX wieku i na początku XX wieku mieszkańcy wsi z okolic Welsum i Apeldoorn krzyżowali swój gospodarski drób z bojowcami, a także z kurami dorking, faveroll, orpington, rhodeländer i kuropatwianymi włoszkami. W wyniku tych krzyżówek wyhodowali kury, niosące brązowe i lekko połyskujące jaja, które w tamtych latach uzyskiwały bardzo dobrą cenę, zwłaszcza za granicą Holandii. Prawdopodobnie więc to ciężar i kolor handlowych jaj zdecydowały o pojawieniu się nowej rasy, a nie pokrój i kolor kur. Holenderscy hodowcy podkreślają, że także dziś, dobierając ptaki do hodowli, należy zwracać uwagę nie tylko na budowę i kolor ptaków, ale także barwę i wielkość jaj, które powinny ważyć od 75 g do 85 g.  Jako minimalną wagę przyjmuje się 65 g. Rocznie welsumer niesie 160 takich jaj.

A. Voorhorst z Welsum dośc wcześnie dostrzegł też pozostałe walory licznie hodowanych w okolicy kur i zaczął pracę nad ujednoliceniem populacji. Dopiął swego w 1919 r., kiedy uznano nową rasę i pojawił się pierwszy holenderski standard rasy welsumer. Międzynarodowej publiczności pokazał swoje ptaki w 1921 r. na światowej wystawie drobiu w Hadze. Miały kolor rdzawo-kuropatwiany i do dziś jest to najbardziej popularna barwa. Z biegiem lat pojawiły się także welsumery pomarańczowe.

Na cześć hodowcy, który z kur gospodarskich, trzymanych w okolicach Welsum, stworzył nową rasę, szybko uznaną za wartościową także pod względem mięsnym, w 1983 r. mieszkańcy miasta postawili na rynku pomnik, którym są dwie kury rasy welsumer.  Czytaj więcej »


Lip 8

Nowoangielski bojowiec

Marek Uglorz | Kury z mojego kurnika | 08.07.2010 |

[nggallery id=76]

Około 150 lat temu, krzyżując bojowce staroangielskie z malajami, angielscy hodowcy wyhodowali nową rasę kur bojowych, a mianowicie bojowce nowoangielskie. Po zakazaniu urządzania kogucich walk w następnych latach pracowali nad uzyskaniem delikatniejszej budowy, tym samym nadając rasie bardziej wystawowy charakter. Niemal jednocześnie, również Anglicy, J. Crosland i W. F. Entwisle, wyhodowali formę miniaturową, współcześnie uznawaną za perłę wśród ras miniaturowych, posługując się prawdopodobnie jedynie odpowiednią selekcją, ukierunkowaną na zmniejszanie sylwetki. Traf chciał, że miniaturowa forma bojowców staroangielskich została wyhodowana później, co oznacza, że duże bojowce staronagielskie są starsze od nowoangielskich, ale już miniaturowe bojowce nowoanglieskie są starsze od miniaturowych bojowców staroangleiskich, chociaż nazwy obu ras sugerują odwrotną chronologię. Już w 1880 roku powstał w Anglii klub hodowców nowoangielskch bojowców, zarówno dużych jak i miniaturowych, a mimo tego w pierwszej połowie XX wieku hodowla dużych bojowców załamała się do tego stopnia, że w latach 60-tych naliczono jedynie około 100 sztuk. I tak pozostało do dziś, że rasa miniaturowa jest bardziej popularna od formy wyjściowej. Czytaj więcej »


Lut 6

Miniaturowy cochin

Marek Uglorz | Kury z mojego kurnika | 06.02.2010 |

[nggallery id=62]

[nggallery id=57]

Miniaturowe cochiny do Europy przywieziono w 1860 ro­ku wprost z Pekinu, gdzie były hodo­wane dla rozweselenia cesar­skiego serca. Prawdopodobnie angielscy żołnierze, za­chwyceni żółtym upierzeniem, niezwykłym zachowaniem i niespoty­kanym wyglądem kurek, które żyły w cesarskich ogrodach, wysłali je w darze królowej Wiktorii. Po raz pierwszy kury tej rasy poka­zano w Londynie w 1863 roku pod nazwą pekin-bantam.

Z bra­ku dostępu do obcej krwi, ptaki krzy­żowano z innymi rasami. W 1884 ro­ku Anglik W.F. Entwisle sprowadził z Chin kolejnych dwanaście kurek i zasilił nimi angielską hodowlę. W latach 80. XIX wieku pierwsze miniaturowe cochiny trafiły do USA, podobnie do Nie­miec w 1886 roku. Była to para żółtych ptaków, za którą właściciel drukarni, Max Richard Liepsch z Drezna, zapła­cił bardzo wysoką ce­nę 1200 marek. Nie dochował się jed­nak potomstwa, ponieważ kogut wkrótce padł. Z pomocą przyszedł mu Alfred Beock, który sprowadził z Anglii lęgowe jaja, z których wylęgło się kilka kurcząt, po czym odstąpił je M.R. Liepschowi i od tego momentu datuje się rozwój hodowli rasy w Niemczech.

Hodowcy, oddani miniaturowym cochinom, wytyczali odtąd kierunki hodowli i tworzyli kluby. Pod koniec XIX wieku co­chiny hodowano w pięciu kolorach: żółtym, czarnym, białym, krogulczym i kuropatwianym. Początko­wo żółte ptaki nie były jednolite pod względem ubarwienia, ale dzięki konsekwentnej pracy hodowlanej rozpoznano i scharakteryzowano trudności związane z otrzymaniem tego rodzaju ubarwienia. Przyjęto zasadę, że kolor piersi koguta powinien odpowiadać ubarwieniu kury, co oznacza, że górne upierzenie koguta może być nieco ciemniejsze, ale nic powinno w widoczny sposób odbie­gać od pozostałego upierzenia. Zasa­da ta obowiązuje do dnia dzisiejszego. Czytaj więcej »


Sty 16

Włoszka

Marek Uglorz | Kury z mojego kurnika | 16.01.2010 |

[nggallery id=56]

[nggallery id=63]

Mój Tato kupił mi pierwsze kury, gdy chodziłem do drugiej klasy szkoły podstawowej. To były hamburskie w srebrnym kolorze. Od tamtego czasu zaczęła się moja hodowlana przygoda, o której mogę dziś powiedzieć, że jest prawdziwą pasją, czyli miłością z pełnym zaangażowaniem. W pierwszych latach hodowałem różne rasy: hamburskie, włoszki, minorki, brakle, faverolle, białoczuby, sebrytki, cohiny min., welsumery min., wyandotty min, brodacze antwerpskie.

Po studiach, w trakcie których przez cały czas miałem swoją hodowlę, zakochałem się we włoszkach. Mieszkałem wówczas w Skoczowie i zgromadziłem kolekcję 9 kolorów: kuropatwiane, żółte, czarne, czerwone, srebrne, czarne biało nakrapiane, płcioznaczne (bursztynowe), biało-czarne gronostajowe, pręgowane (krogulcze). Przypuszczam, że miłość trwałaby dalej, gdyby nie kolejna przeprowadzka w miejsce, w którym warunków do hodowli kur nie miałem. Po 7 latach przerwy i ostatniej przeprowadzce, tym razem już do własnego domu z ogrodem, wróciłem do hodowli. Dziś mam już inne rasy, jednak wśród nich znalazło się miejsce dla złotej odmiany włoszek, ponieważ fascynacja tymi pięknymi kurami nie minęła mi. Wszystkich, którzy dostrzegają wyjątkowe piękno włoszek, zapraszam do  lektury krótkiego opisu rasy. Czytaj więcej »


Sty 16

Turyński brodacz

Marek Uglorz | Kury z mojego kurnika | 16.01.2010 |

[nggallery id=61]

[nggallery id=55]

Turyńskie brodacze pochodzą z zachodniej części lasu turyńskiego, prawdopodobnie z  okolic małego miasteczka Ruhla, położonego między górami, co oznacza, że poza walorami estetycznymi i hodowlanymi, cechują się także dużą odpornością  na wiatr i chłód. Pierwsze piśmienne świadectwo istnienia rasy  pochodzi z 1793 r. Skoro jednak w XIX wieku znano już kilkanaście odmian barwnych, należy sądzić, że rasa była hodowana dużo wcześniej. Turyńskie brodacze najczęściej można było spotkać na małych i średnich gospodarstwach, gdzie pieszczotliwie zwano je „pyzatkami”. Niestety po 1945 r. hodowla rasy gwałtownie się załamała, tak iż do dziś nie odtworzono nawet wszystkich odmian barwnych, znanych przed wojną, na przykład nakrapianych na żółto.
Dzięki odpowiedniej selekcji, ale przede wszystkim dlatego, że brodacze były hodowane na gospodarstwach, do dziś wytrwale same szukają pożywienia. Wymagają więc dużych i najlepiej urozmaiconych wybiegów, które całymi dniami starannie przeszukują.

W literaturze można przeczytać, że do tworzenia rasy użyto kur czubatych z brodami oraz rasy francuskie, między innymi Houdany. Nieoficjalnie hodowcy są zdania, i być może mają rację, że mieszkańcy Turyngii nie mieli szerokich kontaktów z Francuzami, za to w wyniku Wojny chłopskiej (1524-25), a potem Wojny trzydziestoletniej (1618-1648) w turyńskim lesie osiedliło się wielu uciekinierów z Czech i zachodniej Słowacji, którzy przywieźli z sobą wiejskie kury z brodami. Prawdopodobnie w wyniku krzyżowania ich z miejscowymi kurami, które zwano „wydrogłowymi”, uzyskano interesującą rasę.

Z kolei w XIX wieku w okolicach Jeny i Berlina w wyniku krzyżowania rasy dużej z małymi kurami wiejskimi, a być może także z miniaturowymi wyandottami, wyhodowano turyńskie brodacze w wersji miniaturowej. Następnie dzięki dalszym krzyżówkom z innymi rasami małych kur otrzymano kolejne barwy, odpowiadające odmianom rasy dużej.

Dawniej turyńskie brodacze były typowymi kurami wiejskimi, co oznacza, że były przysadziste, a wręcz masywne. Współcześnie wydają się być bardziej smukłe, bardziej eleganckie, chociaż nie w wypadku wszystkich kolorów. Tak czy inaczej muszą mieć szeroką i dobrze wysklepioną pierś oraz brzuch, a poza tym głowę z wysokim czołem. Ogon koguta może być lekko wzniesiony, ale musi być ładnie zaokrąglony. Z kolei ogon kury musi być szeroki, w miarę tej samej szerokości na całej długości, bez odstępów między piórami. Najważniejsze jednak jest głowa. Grzebień koguta jest pojedynczy, średniej wielkości, w żadnym wypadku nie może opadać. Jedynie u kur dopuszczalne jest lekkie przechylenie grzebienia na którąś ze stron. Tak grzebień, jak i twarz powinny być intensywnie czerwone. Również małe i zaokrąglone dzwonki oraz zausznice muszą być czerwone, nawet pomimo tego, że w całości są zakryte przez obfite upierzenie brody, która po bokach głowy przechodzi w bokobrody. Dziób i skoki powinny być barwy grafitowej, ewentualnie jasnoróżowej, co zależy od koloru upierzenia. Podobnie kolor oczu zależy od odmiany barwnej.

Kogut waży od 2 kg do 2,5 kg, kura tymczasem od 1,5 kg do 2 kg. W wypadku rasy miniaturowej kogut nie może ważyć więcej niż 1 kg, zśa kura nie powinna przekraczać 800 g. Rocznie turyńskie brodacze noszą od 130 do 160 jaj, o średniej wadze 53 g. Z kolei miniaturowe noszą około 120 jaj.

Turyńskie brodacze występują współcześnie w następujących odmianach barwnych: czarna, żółta, karmazynowa, biała, kuropatwiana, płowożółta biało nakrapiana, niebieska z obwódką , srebrna czarno nakrapiana, złota czarno nakrapiana, jastrzębiata. Wśród małych brodaczy nie znajdzie się odmiany białej, zaś niebieskie nie mają obwódki.

Dużym turyńskim kogutom zakładamy obrączki nr 18, zaś kurom nr 16. Małym odpowiednio nr 13 i 11.

Mój adres: mju@escobb.com.pl
Telefon: 660783510