Czerń i biel…

[nggallery id=123]

Raj…

– ręka ciało lepi;

– oddech duszę czyni.

Człowiek…

– nagość niewinnością czysta;

– piękno grzechem uwięzione.

Życie…

– pamięć raju bieli się spodziewa;

– codzienność czernią wystrojona bywa.

46-te urodziny…

– oczekiwanie oczywistości: raju, człowieka, życia;

– prawda tymczasem przeciwieństwami się splata.

Kolory życia…

– biel jest światłem, miłością, nagością;

– czerń pożądaniem, odmianą wojny.

Prawda…

– biel, czernią się stroi;

– kobieta kwitnie, pożądana.

Czterdziestolatku:

– pożądaj niewinności;

– bielą bądź dla czerni.

Woda miłości

[nggallery id=116]

Bez oczu Twych pięknych –

jestem martwą wodą.

Przeglądaj się we  mnie –

abym ożył.

Pieść mnie i dotykaj,

wypowiadaj zaklęcia

myśl marzeniami.

Bądź mi wróżką –

oczami odczaruj zaklęcie.

Zanurz we mnie spojrzenie –

na dnie zobacz wodę miłości

Wszędzie Ty

[nggallery id=111]

1. Pragnę Twego zapachu i dotyku;

Włosów, zaplatających moje dłonie;

Piersi  rozkołysanych pożądaniem;

Pępka splotu wszystkich pragnień kosmosu;

Bioder krągłych niczym ziemia;

Nóg smukłych i swawolnych drogowskazu męskiego wzroku;

Łona wzniosłego Olimpu rozkoszy,

z którego spływam ku głębinom zapomnienia.

2. Zamykam oczy, aby Cię zobaczyć.

Rozchylam nozdrza, łapiąc zapachy letniego wiatru.

W dłonie nabieram pierwsze opadłe liście;

ich kolor Twe włosy z jednego są marzenia.

Twarz kładę na mokrym kamieniu.

Przechodząc przez las, pieszczę każde drzewo.

W tajemniczym ogrodzie zrywam dwa dorodne jabłka.

Ogorzałe maliny na mym policzku pozostawiają stróżkę pożądania.

3. Gdziekolwiek patrzę, wszędzie widzę Twą dostojną nagość.

Mą wrażliwość ofiarowuję Twym pragnieniom.

W Nowy – 2011 – Rok dla Marianny

[nggallery id=104]

1. Wczoraj,

nie tak dawno,

dziś rano?

Dziesięć lat temu

zbieraliśmy kwiaty

na lasowickiej łące dla Mamy.

2. Dłoń w dłoni,

serce w sercu,

miłość w miłości,

wszystko nadzieją splecione

kilku stokrotek, maków, chabrów…

Wianek pletliśmy z Marianny uśmiechu.

3. Nie ma już wczoraj,

nie tak dawno minęło.

Dłoń w dłoń tak rzadko trafiają…

na siebie.

Czy uda się spleść wianek nadziei?

Serce w serce, miłość w miłość,

Kwiatek w wianek nowych dni?

[nggallery id=105]

Alkohol i kobieta

[nggallery id=102]

Niebywała u kobiety siła,

Me słabości uleczyła.

Dotąd w mętnym oka wzroku,

Nie dostrzegłem pełni Jej uroku.

Dziś spojrzawszy okiem trzeźwym,

Rozpoznałem przeznaczenia drwinę:

Choć z gorzałki uleczonym,

Impotencji podłą leczę winę!

Na cóż było Ci kobieto to usiłowanie,

Aby zrobić ze mnie zdrowia wzór,

Skoro ramion moich miłowanie,

Zamieniłaś na kompleksów pełen antropiczny wór?

[nggallery id=103]

Jesień sprzyja nawróceniu

[nggallery id=89]

Ból dojrzałości

1. Ciężko rozkochać się w jesieni.

Choć piękna zachłanna.

Kolorowym pędzlem, śmierci wypisuje zaproszenie.

2. Letni wieczorze,

dlaczego dałeś ograbić się ze słońca!?

Zaklęty w kolorach jesieni,

już niedługo umrze pod srebrnoszarym oddechem zimy.

3. Nie pragnę jesieni!

Na cóż mi podstarzałe piękno?

Nie jestem okolicznościowym zaproszeniem dla smętków!

4. Mym sercem wciąż rządzi letni, południowy wiatr.

Zegarom wara od mej dojrzałości!

Rozsmakowany darami życia,

przeniosę piękno istnienia przez śmierć.

5. Miłość silniejsza jest przecież niż szeol.

Położywszy piękno świata na sercu,

wiem, że śmierć mnie nie zrani.

6. Im jesień wyraźniejsza, tym więcej wrażliwości.

Z bólu dojrzałości, radość istnienia.

W jesiennym, ostrym powietrzu,

dostrzegam coraz to nowe odcienie miłości.

Odważanie

[nggallery id=72]

1. Sprawiedliwy bardzo,

miłość po ludzku zważyłem.

Mądry co nie miara ,

miłość do piekła wysłałem.

2. Miłość poszła,

Ale wagę w piekle zostawiła!

3. Czy Bóg będzie miał odwagę,

moją miarą świat odważać?

Egoistka Śmierć

[nggallery id=71]

Śmierć jest okrutna, bo egoistyczna.

Gdy na drzewie mojego życia zwiędnie ostatni liść

moja Ukochana będzie musiała dalej sama iść.

Białą Damę mglistym rankiem poprzedzi czarny ksiądz

zostawi mi na czole Bożego pocałunku znak,

a Ukochana pójdzie potem grabić zielony trawnik.

Gdy wyniosą mnie do ogrodu wspomnień,

zasadzą krzaki, które wkorzenią się  w moje serce,

Ukochana będzie z boku stała z czerwona różą w ręce.

Chrystus poprowadzi mnie do ogrodu życia.

Będzie mi wtedy żal tych chwil, gdy moje usta były zamknięte

i mojej Ukochanej nie całowały w serce bólem pomięte.