Wrz 11

tumblr_m1wv3qXsPO1qz8619o1_1280

Pokonani i zrezygnowani bardzo często czekamy na cud. Szukając uzasadnienia niepowodzeń i beznadziei, która wkradła się w nasze myśli, wmawiamy sobie, że świat oszalał a życie jest okrutne. Na pytanie, czy chcemy być zdrowi, radośni, spokojni, mieć ochotę na zmianę swojego położenia, niemal automatycznie wskazujemy winnych: a to ktoś nas nienawidzi, inny źle nam życzy, ktoś nie pomógł, a jeszcze inny tak źle urządził nasz świat, że żyć się w nim nie da. Co wówczas pozostaje? Oczywiście czekanie na jakiś bliżej nieokreślony cud, który szczęśliwym trafem pomoże wyrwać się z nieszczęścia.
Tymczasem te sądy najczęściej są wygodnymi kłamstwami, którymi udaje nam się usprawiedliwić bierność, ale uwaga: WYŁĄCZNIE PRZED INNYMI! Samych siebie w ten sposób nie wyprowadzimy w pole. W głębi naszego sumienia wiemy, że są to tylko zmyślne kłamstwa, które nas pognębiają. Powtarzając je, w istocie nie osiągamy żadnego dobra, a ich negatywną konsekwencją jest to, że tracimy szacunek do samych siebie i coraz bardziej toniemy w rozpaczy.

tumblr_m3qkrnOfnV1qg205no1_500

Cud się nie zdarza, jeśli nie pojawiają się dwa warunki jego zaistnienia! Czy pod-stawowym warunkiem cudu jest wiara? Owszem, ale w tym wypadku rozpisana na dwa bieguny, ujawniające strukturę cudu. Idzie mianowicie o wolę i działanie. Jeśli mamy odpowiednio zmotywowaną wolę oraz konsekwentnie działamy, aby osiągnąć wyselekcjonowany cel, w języku świata bywamy nazywani skutecznymi ludźmi. Tymczasem, jeśli motywuje nas wiara, dynamizujemy naszą życiową sytuację do tego stopnia, że Bogu nie pozostaje nic innego, tylko ujawnić swoje błogosławieństwo pod postacią cudu.
Gdyby przez pustynię nie prowadził Izraela człowiek z niezłomną wolą i żelazną konsekwencją, cały lud z uczuciem ulgi powróciłby w niewolę. Ponad wszelką wątpliwość nie wydarzyłyby się te wszystkie cuda z okresu wyjścia, jak i późniejsze, gdyby nie odpowiednio zmotywowany i działający Mojżesz, człowiek wielkiej wiary, który nie oszukiwał siebie ani ludu kłamstwami w stylu: nie da się, sprzysięgli się przeciwko nam, tylko w godzinie próby spokojnie i z przekonaniem rozmawiał z Bogiem, negocjując warunki kolejnych cudów.

Więc nie okłamujmy samych siebie, próbując usprawiedliwiać brak wiary w pomyślne rozstrzygnięcia niepowodzeń i przezwyciężanie kryzysów. Ani przed światem, ani tym bardziej przed sobą nie uratujemy twarzy, posługując się kłamstwami, które nas kaleczą i oszpecają. Poniżej, dla przykładu analizuję dziesięć z nich. Przemyślmy ich konsekwencje, czy rzeczywiście w czymś nam pomagają? Jeśli nie, a jestem przekonany, że tak właśnie jest, czym prędzej przestańmy je powtarzać, żeby uwol-nić się spod ich wpływu.

tumblr_m4onaicrQA1qg205no1_500

– Jeśli osiągnę coś (co wydaje mi godne pożądania) albo będę miał coś (co wydaje mi się niezbędne), zostanę szczęśliwym człowiekiem

To jedno z największych kłamstw współczesnego pokolenia, dlatego coraz mniej ludzi jest szczęśliwych. Czy nie na tym polegał grzech Ewy z Adamem w Ogrodzie Życia, skutkiem którego doświadczyli skrajnego nieszczęścia? Szczęście bowiem nie nadejdzie wraz z tym, czego pragniesz. Szczęście jest teraz, bo teraz żyjesz i teraz jesteś tym, kim jesteś. Tylko szczęśliwi ludzie osiągają naprawdę wielkie ciele.

tumblr_manvhyMj961qd8ajzo1_500

– Jestem mało wartościowy, ponieważ nie odniosłem sukcesu.

Kolejna wielka bzdura, skoro w porządku świata i w ocenie ludzi, umierający na krzyżu Jezus z Galilei nie odniósł co prawda sukcesu, a i tak uznajemy Go za najwartościowszego człowieka. Więc lepiej odpuścić sobie oczekiwania własne oraz innych na nasz temat, jak powinno rozwijać się nasze życie, a zacznijmy koncentrować się na tym wycinku życia, w którym akurat uczestniczymy. Żyjmy świadomie chwilą, która się dzieje, a wówczas odkryjemy, że nie tylko w oczach Boga jesteśmy bardzo wartościowi.

tumblr_m8neakA7qt1qg205no1_500

– Ludzie mnie nie rozumieją.

To jest kłamstwo, które ma nam pomóc rozładować napięcie, związane z samotnością. Tymczasem warto zgodzić się na samotność, akceptując jej pozytywny wpływ na rozwój relacji z Bogiem i poznanie samego siebie, a kłamstwa unikać, ponieważ nie rozwiąże problemu samotności a jedynie wyobcuje nas z każdej wspólnoty. Wyobcowanie i samotność to naprawdę dwa różne doświadczenia. Pierwszemu najczęściej sami otwieramy drzwi do naszego życia, uznając się za niezrozumiałych. Więc zamiast pogłębiać to doświadczenie, sądząc, że inni nie zgadzają się z Tobą, po prostu zacznij być wdzięcznym za swoją niepowtarzalność i wyjątkowość.

tumblr_mmz74d9Dvf1qfgwwmo1_500

– Moja przeszłość nie pozwala mi się rozwijać.

Kolejna, tragiczna nieprawda. Przeszłość, bez względu na to, czy oceniamy ją pozytywnie czy negatywnie, uczyniła nas tym, kim dziś jesteśmy. Mówiąc inaczej, jesteśmy rozpoznawalni po naszej przeszłości. Jeśli więc uważasz, że popełniłeś błędy, które skutkują tym, że dziś w twoim życiu nie pojawiają się w nowe możliwości, samego siebie zapytaj: czego się z nich nauczyłeś; jakie wnioski możesz z nich wyciągnąć, abyś wreszcie odwrócił się od przeszłości, a zwrócił ku przyszłości. Chrześcijańskie pojęcie usprawiedliwienie jest tego rodzaju, uwalniającym doświadczeniem, umożliwiającym pożegnanie się z konsekwencjami własnej przeszłości.

tumblr_mgrb8ogsEq1r11hw1o1_500

– Moje życie jest bezcelowe.

To z kolei jest kłamstwo, które sprawia wrażenie nie-zwykle pobożnego, jakby idealnie pasującego do chrześcijańskiej koncepcji człowieka. Ale to jest nieprawda. Już sam fakt, że masz tego rodzaju świadomość, ujawnia, że właśnie w tym doświadczeniu chybienia celu, być może jak nigdy dotąd nadajesz życiu odpowiedni sens i jesteś bliski swojemu celowi. Skoro o tym myślisz, więc masz życiowy cel i chcesz go osiągnąć. Mniej więcej to samo przeżywa-ją religijni ludzie, którzy boją się, że oddalili się od Boga, a tymczasem są z Nim w dużo lepszej relacji, aniżeli ci, którzy mają się za pobożnych. Więc zamiast się ka-leczyć, skupiaj się na dobru, a nie na złu, i osiągaj życiowy cel na bezdrożach świata i własnego życia.

tumblr_mvrvwapwZk1s3u542o1_500

– Nie kontroluję życia, nie mogę wpływać na jego przebieg.

Nieprawda. Nic nie jest dziełem przypadku i nie jesteśmy zdeterminowani. Niezwykle twórczo możemy kształtować własne życie, angażując w nie wolę i działając, jeśli oczywiście wierzymy, że ma to sens. Ludzie wiary są więc uprzywilejowani. Chrześcijanie dla przykładu oddają swoją pracę, relacje i decyzje Chrystusowi, wierząc, że wszystko, co przynależy do porządku świata, w Nim staje się dla nich źródłem satysfakcji i błogosławieństwa. To oznacza, że nie absolutyzują swojej woli i działania, a jednocześnie dokładają starań, aby to, co jest do zrobienia, uczynić jak najlepiej na chwałę Zbawiciela. Dlatego w życiu wszystko możesz zmienić, a jeśli coś ci się nie podoba, nie narzekaj, ale wstań i z wiarą zacznij działać.

tumblr_mywqoc4l1r1qd8ajzo1_500

– Moi rodzice są winni moich niepowodzeń.

Kłamstwo, które z upodobaniem rozpowszechniają niektórzy terapeuci, mający prawdopodobnie problem, żeby pojednać się z własnymi rodzicami. Rodzice najpewniej zrobili wszystko, na co było ich stać w ich miłości, więc wychodząc z tego punktu widzenia nie należy ich obwiniać, ale usprawiedliwić. Z jednej strony zdać sobie sprawę ze zranień, a z drugiej uczynić z nich atut i nauczyć, czego nie robić, aby nie ranić. Najlepsze, co w takiej sytuacji możesz uczynić, to pojednać się z przeszłością, usprawiedliwić wszystkich, którzy Cię skrzywdzili i zacząć myśleć o przyszłości.

tumblr_n2cy02TaPL1qg205no1_500

– Jeżeli mnie kocha, zrobi to, czego oczekuję.

To kłamstwo, raniące każdą relację i niszczące związki. Miłość nie stawia warunków, ale otwiera perspektywy. Stawiając warunki, myślimy wyłącznie o sobie, o swoim domniemanym szczęściu, zamykając możliwość wspólnego rozwoju, a więc też wspólnej drogi ku przyszłości. Ten sposób myślenia, skazuje miłość na porażkę i sprawia, że stajemy się ofiarami losu, to znaczy ofiarami własnych niespełnionych oczekiwań. Zamiast tego, ukochaną osobę obdarzaj wolnością, a samemu sobie daj prawo do miłości, która nie będzie się wypełniać na Twoich warunkach. Niech miłość zaskakuje!

tumblr_m6f9qgTp601r5fw38o1_500

 – Moje ciemne strony są wyjątkowo paskudne.

Ależ nie! Najprawdopodobniej to wszystko, co w sobie nienawidzisz, jest tym, co cię różni od innych, a więc wyróżnia, czyniąc wyjątkowym i pięknym. Więc nie zwalczaj swoich ciemnych stron, ale pojednaj z nimi i zobacz w nich siebie. Rozwijaj w nich swoją indywidualność, bez której nigdy nie byłbyś sobą i nie byłbyś w stanie zaowocować pełnią swojego osobowego potencjału. Nie walcz z częścią siebie, ale przyjmij siebie w całości i rozwijaj wdzięczność za to, że jesteś niepowtarzalny.

tumblr_mayfk3x7QF1r9pmrio1_250

– Muszę zmusić się do większego wysiłku.

To kolejne wyniszczające kłamstwo, którym próbujemy ukryć nieprzyzwoite lenistwo. Najczęściej wcale nie trzeba zmuszać się do większego wysiłku, a po prostu wystarcza efektywnie i mądrze zarządzać czasem i skutecznie wykonywać zadania. Kto myśli w ten sposób, łatwo może wpaść w chorobę perfekcjonizmu albo pracoholizmu. Najważniejsze w takiej sytuacji jest to, abyś przestał porównywać się z innymi, a energię przeznaczył na wykonywanie zadania, które w tej chwili masz do zakończenia. Powoli, małymi krokami, idź do przodu. Krok po kroku, konsekwentnie realizuj kolejne przedsięwzięcia, a nagle okażesz się tytanem pracy.

 

 

 


Kwi 26

Człowiek w krainie Mc Donalda jest aktywistą, żałującym czasu na rozkoszowanie się smakiem życia. Jedynym zajęciem, któremu oddaje się z prawdziwą pasją, jest szybkie przemieszczanie się z miejsca w miejsce, stałe zmienianie przedmiotu swojego zainteresowania, ślizganie się po powierzchni smaku życia i tajemnicy egzystencji. No cóż, jak gdyby nie ma się czemu dziwić, skoro ikoną jego istotności jest komiks oraz krótkie informacje, czytane na tablecie. Bogowie dwudziestowiecznego Olimpu – specjaliści od produkcji i reklamy –wmówili mu, że eliksirem życia jest Red Bull, ułatwiający szybką podróż w czasie i przestrzeni życia.

W mieszkaniach coraz trudniej znaleźć prawdziwe stoły, z wygodnymi krzesłami, przy których bez pośpiechu i we wspólnocie można spożywać zdrowe potrawy, przygotowane przez domowników. Kuchenne wyspy, różnego rodzaju blaty, niskie stoliki, ustawione w towarzystwie foteli, zastępują centralny mebel domu, przy którym domownicy powinni każdego dnia gromadzić się na najważniejszej i świętej czynności, którą jest wdzięczne spożywanie pokarmów.

W końcu to właśnie ze wspólnotowego spożywania jedzenia przy Stole Pańskim chrześcijanie uczynili najważniejszy gest religijny, którym jest Sakrament Eucharystii, a więc znak dziękczynienia za życie i zbawienie. Co dzieje się w trakcie świątecznego nabożeństwa nie może być oderwane od codziennego bycia uczniem i przyjacielem Jezusa Chrystusa. Najbardziej zbliżone do liturgicznego, doświadczenie wspólnoty stołu zachowało się w wieczór 24 grudnia. Świąteczna kolacja kojarzy się bowiem nie tylko ze śpiewem i modlitwą, ale także łamaniem opłatka, czyli chleba, symbolizującego Chrystusa. W rzeczywistości przyzwolenie, aby osoba, której składamy życzenia, ułamała część naszego opłatka, oznacza że jesteśmy gotowi dać się tak łamać i spożywać, a więc naszą gotowość bycia chlebem, czyli służenia pomocą, a nawet darowania własnego życia. Inaczej życzenia byłyby tylko pustymi słowami. Czytaj więcej »


Lut 24

W codziennym życiu, precyzyjna i szczera komunikacja ułatwia relacje i umacnia związki. Umożliwiając realizację uczciwych celów, powinna być pozbawiona podtekstów, wynikać z woli wszystkich rozmówców, należy ją prowadzić z pomocą słów, adekwatnych do emocji, świadomości oraz wiedzy.

Nie wolno chować się za poglądami innych, nawet jeśli są prawdziwe, dlatego zwroty, typu: „Przecież każdy widzi, że…”, „Wielu jest zdania, że…”, są niedozwolone. Można wypowiadać się tylko we własnym imieniu, używając form: „Ja mogę”, „Ja wiem” albo „Ja uważam, że…”.

Jesteśmy odpowiedzialni za klimat stosunków z innymi ludźmi, więc uznajmy, że sami potrafią dokonywać wyborów i odpowiadać nam „tak” bądź „nie”. Nie bawmy się w zgadywanki, nie owijajmy w bawełnę, nie stosujmy podchodów, aby coś od innych uzyskać. Prośmy o to, co chcemy otrzymać i wyrażajmy swoje życzenia oraz potrzeby jasno i precyzyjnie. Sami znamy je najlepiej, a wyrażając je, opowiadamy o sobie innym.

Jeżeli myślimy „nie”, nie mówmy „tak”. Jeżeli myślimy „tak”, nie mówmy „nie”. Nie udawajmy, że wybaczamy, kochamy, rozumiemy jeżeli nie możemy lub nie chcemy wybaczyć, kochać, zrozumieć. Nie mówmy, że coś popieramy, jeżeli nie chcemy tego uczynić. Unikajmy fałszu, pamiętając o tym, że zdecydowanie wypowiedziane „nie”, mówi o nas coś istotnego.

Nie mówmy: „Denerwujesz mnie”. Najczęściej bowiem jest tak, że denerwuje nas coś, co druga osoba robi, a nie ona sama. Mówmy więc o swoich uczuciach. Co prawda możemy powiedzieć: „Jestem na ciebie wściekły”, ale to niewiele zmieni. Jeżeli powiemy: „W tej chwili jestem na ciebie wściekły, ponieważ uważam, że to jest niewłaściwe, że ty…” wówczas otwiera się szansa porozumienia i pójścia do przodu,  ponieważ o tym, co naszym zdaniem jest niewłaściwe, będziemy mogli porozmawiać.

Oczywiste jest, że należy wybaczać, jednak praktyka szybkiego przepraszania za coś, co złego uczyniliśmy albo wypowiedzieliśmy, jest z gruntu fałszywa i cwana. Umożliwia bowiem uniknięcia konfrontacji i poznania prawdy. To sposób manipulacji, który przenosi uczucia i winę ze szkodzącego na poszkodowanego. Nie chcemy mieć poczucia winy za złe postępowanie, więc szybko przepraszamy i tym samym druga strona jakby nie mogła już być na nas zła. A jeśli mimo tego wciąż będzie zła, powinna mieć poczucie winy. Zamiast ustosunkować się do tego, co zrobiliśmy złego, natychmiastowymi przeprosinami próbujemy uniknąć odpowiedzialności oraz pozbawiamy się szansy na zmiany.

Unikajmy ogólników, bądźmy konkretni. Nie mówmy: „Wszystko jedno”, bo to nie jest prawda. Opowiedzmy raczej o tym, co jest nam obojętne, i wymieńmy parę rzeczy, które mają dla nas znaczenie. Nie używajmy zwrotów, typu: „Wszyscy się na mnie uwzięli”, „Nikt się ze mną nie liczy”. Raczej konkretnie wymieniajmy tych, którzy się na nas uwzięli, bo wtedy powstaje szansa, że zastanowimy się nad tym, czy na pewno na nas, a może uświadomimy sobie, kto rzeczywiście się z nami nie liczy?

Nie pytajmy o sprawy, które znamy. Często zadajemy pytania nie po to, by otrzymać odpowiedzi, ale by samemu coś osiągnąć, na przykład zakomunikować: „Nie zgadzam się z tobą”. Nasze pytania często mają wpędzać naszych rozmówcę w pułapkę, zapędzać ich w kozi róg, peszyć albo pokazywać, że wiemy coś lepiej. Zamiast zadawać takie pytania, sami opowiadamy o tym, co wiemy, czujemy i myślimy.

Bywa, że w trakcie rozmów serca nam walą, gardła mamy wyschnięte, odczuwamy skurcze, ale zachowujemy się tak, aby rozmówcy nic nie widzieli, a to jest złe. Jesteśmy nauczeni grać role, sprawiać wrażenie spokojnych i wszystko wiedzących, nawet gdy wątpimy i nie mamy pojęcia, co zrobić. W wyniku takich zachowań przestajemy być sobą, sami prowokujemy groźne choroby, sprowadzamy na siebie stres, niszczymy nerwy. W wyrażaniu siebie ważna jest harmonia. Komunikaty, uczucia i czyny muszą być zgodne. Wtedy dla innych będziemy autentyczni i wiarygodni, a sami będziemy zdrowi i szczęśliwi.


Lut 18

Przepis na szczęście

Marek Uglorz | Mądrość życia | 18.02.2014 |

W powszechnym przekonaniu doświadczenie szczęście jest tak ulotne, a ono w swej istocie do tego stopnia niedefiniowalne, że nawet najbardziej ogólne próby opisania szczęścia nie mogą się powieść.

Jak to często bywa, mam odmienne zdanie. W moim przekonaniu najprostszą i najskuteczniejszą receptę na szczęście proponuje chrześcijaństwo, oczywiście w wersji pogłębionej duchowo, w której życiowe wybory oraz intelektualny wymiar bycia uczniem i przyjacielem Jezusa, nie funkcjonują tylko w sferze publicznej i społecznej, w postaci przynależności do kościelnej instytucji, ale są realizowane w wewnętrznym doświadczeniu Bożej obecności, z istotnym udziałem emocji, wśród których, obok miłości, trzeba umieścić wiarę.

Chrześcijański przepis na szczęście nie jest egalitarny ani nie wymaga szczególnych ćwiczeń duchowych bądź cielesnych. Jest przejrzysty i łatwy do zrealizowania. Opiera się na słowach i czynach Mistrza i Nauczyciela, Jezusa z  Galilei, czyli na Jego duchowości, chociaż nie bez późniejszych wpływów. Składa się z czterech elementów, których nie należy traktować jako kolejnych stopni wewnętrznego rozwoju. Razem wzięte, bez wewnętrznej hierarchii ważności, umożliwiają zwyczajnie ludzkie doświadczenie szczęścia.

Wdzięczność

Skoro najważniejszym gestem chrześcijaństwa jest eucharystia, czyli sakrament dziękczynienia, który nie pozostaje bez wpływu na duchowość uczestniczących w nim ludzi, bez cienia wątpliwości uznaję, że jednym z komponentów szczęścia jest wdzięczność za wszystko, co człowieka kształtuje i co dzieje się w historii jego życia. Wdzięczność, bez cienia podejrzenia, że jest się wystawionym na zły los i nie ma się wpływu na własne życie, czyli emocjonalny stan dziękczynienia za dobro, którego jedynym źródłem i celem jest uśmiechnięty, zbawiający i miłosiernie leczący Bóg, sama w sobie już jest jakimś doświadczeniem szczęścia, aczkolwiek ono jest większe i wprowadza człowieka w pewien sposób istnienia, zwany przez chrześcijan Królestwem Bożym, którego sama wdzięczność nie jest w stanie zapewnić.

Wybaczenie

Skoro człowiek dziękuje za wszystko, co jest jego udziałem, i nie czuje żalu do nikogo ani niczego, chociaż z powodu wielu przykrych doświadczeń mógłby sobie przyznać do niego prawo, a tym samym zgorzknieć i stać się źródłem wielu nieodpuszczonych zranień, które generowałyby negatywne i chorobotwórcze relacje oraz były źródłem złych emocji dla niego samego, więc staje się istotą wewnętrznie wolną. Tym samym, wszystkim i wszystkiemu, z uczuciem ulgi i z radością potrafi wszystko wybaczyć, co z adamicznego (egoistycznego, związanego z grzechem i pragnieniem zachowania samego siebie ze wszelką cenę) punktu widzenia życiowych potrzeb mógłby uznać za szkodę. Nienawiść jest zmarnowaną energią życia, a w wielu wypadkach wręcz źródłem nieszczęścia i wielu chorób, nie tyle w człowieku, który zawinił, ile paradoksalnie w tym, który nie potrafi albo nie chce odpuścić i wybaczyć. W efekcie człowiek wciąż powraca do zranienia, poczucia niesprawiedliwości, i tworzy w sobie negatywne wyobrażenia krzywdy, które uniemożliwiają mu zwrócenie się ku przyszłości i podążenie ku wciąż rozszerzającej się perspektywie życia. Kto nie wybacza, żyje przeszłością, tymczasem doświadczenie szczęścia jest związane z tym, co się dzieje; co się staje; co jest nowe.

Hojność

Pogłębioną formą wybaczenia jest hojność, kolejny element chrześcijańskiego przepisu na szczęście. Należy ją jednak osadzić w wyważonym i ewangelicznie mądrym kontekście miłości, która nie uzależnia obdarowanego od obdarowującego ani sama siebie nie uzależnia od przedmiotu miłowania. Mamy bowiem wówczas do czynienia z postawą, często opisywaną przez biblijnych autorów, z którą często spotykał się Jezus z Galilei, a mianowicie absolutyzowania czegokolwiek (mało istotne co to jest) poza Bogiem, czyli z grzechem w sensie ścisłym. Uwzględniając ludzkie pragnienie bycia szczęśliwym, życie w grzechu oznacza, że niepotrzebnie uzależniamy szczęście od tego, co jest stworzone, a więc przemijające. Tym samym pozbawiamy się szczęścia, a sprawiamy sobie nieszczęście w postaci niepewności, lęków i chorób. Hojność jest aktem czystej miłości, bezinteresownej i nie kalkującej. Jest darowywaniem dobra tym, których się kocha. Dodajmy, że nie można być hojnym, ofiarowując jedynie to, czego ma się w nadmiarze. Hojność jest wyrzeczeniem się tego, czego w szczególny sposób się pragnie. W tym sensie jest aktem ofiary w najczystszej postaci. Dlatego szczęśliwi ludzie potrafią ofiarowywać zarówno siebie, jak i dobra, które mają do dyspozycji.

Harmonia

Postawa hojności jest pewnym znakiem, że w życiu człowieka panuje harmonia, czwarty element chrześcijańskiego przepisu na szczęście. Taki człowiek wie, co jest dla niego najważniejsze, jaki jest cel życiowej drogi i w czym powinien upatrywać sensu swojej egzystencji. Człowiek szczęśliwy czuje się ocalony od wewnętrznego chaosu niespełnienia i braku wiedzy o tym, co jest dla niego najważniejsze, a scalony z zewnętrznym światem umie trafnie i odpowiednio do swojego potencjału określać życiowe cele i je realizować. W tym sensie doświadczenie szczęścia jest bliskie, a być może tożsame z pewnością zbawienia, czyli o-calenia z otchłani śmierci i s-calenia człowieczeństwa, pomimo demonicznych prób odwracania człowieka od źródła życia, czyli od Boga.

 


Sty 14

Męstwo

Marek Uglorz | Mądrość życia | 14.01.2014 |

Męstwo pierwotnie było cnotą żołnierzy i sportowców. Antyczni filozofowie rozu­mieli męstwo jako wewnętrzną postawę wobec życia. Nie myśleli o odwadze w walce, lecz o gotowości do obrony uznawanych przez siebie wartości. Męstwo związane jest z wytrzymałością i wewnętrzną wolnością. Kto dzielnie walczy o wyznawane przez siebie wartości, doświadcza sprzeciwu i ran. Nie porzuca ich jednak, ale wsłuchuje się w ów sprzeciw i pyta, czy nie nazbyt zuchwale chciał je przeforsować. A kiedy w ramach samooceny rozpoznaje, że musi iść dalej tą drogą, wtedy już nic go nie powstrzymuje. Kontynuuje walkę o wartości, nie obrażając się, gdy inni się sprzeciwiają. Przyjmuje wyzwanie i walczy uczciwymi środkami.

Dzisiaj prawdziwe męstwo nie występuje często. Zarówno w polityce, jak i na przykład w Kościołach jest wielu populistów, którzy kierują się nastrojami ludzi i mówią to, co inni chcą usły­szeć. Duszpasterze nie sugerują się wprawdzie wynikami sondaży, ale często nie mają dość odwagi, by przeciwstawić się narzuconym z góry czy z zewnątrz wytycznym albo ocenom, nawet wtedy gdy widać, że nie przyniosą one korzyści. Mimo wszystko wdrażają metody i pomysły, nie konsultując się z nikim. Chowają się za murem nakazów, ograniczeń, niezależnej od nich konieczności czy siły wyższej. Gdy muszą komuś odmówić bądź przedstawić swój punkt widzenia, starają się uczynić to w sposób jak najbardziej bezosobowy, bez szczerej rozmowy. Nie patrzą drugiemu w oczy i nie stawiają się w jego sytuacji.

Biblijne przykłady męskich zachowań, oczywiście poza świadectwem o Jezusie, odnajdujemy w starotestamentowej narracji o Samsonie, czyli typowym wojowniku. Myśląc o męstwie wojownika warto uwzględnić to, że ów archetyp nie jest jednolity. Przykładem jest cho­ciażby grecki bóg wojny Ares (łac. Mars), który z jednej stro­ny reprezentuje pozytywną męską siłę, z drugiej zaś, z powo­du swojej popędliwości i żądzy walki, cieszy się najmniejszym poważaniem u bogów Olimpu. Człowiek, szczególnie mężczyzna, o cechach Marsa ma bezpośredni kontakt ze swoimi uczuciami i ciałem, ale może ucieleśniać także wymykającą się spod kontroli skłonność do kłótni.

W pozytywnym sensie wojownik oznacza tego, kto kon­frontuje się ze swoim lękiem i bierze swój los we własne ręce. Prawdziwy wojownik walczy zawsze o życie. Nie walczy prze­ciwko komuś, lecz za ludzi, żeby mogli żyć w pokoju. Dlatego nie urze­czywistniając archetypu wojownika nigdy nie będziemy zdol­ni do życia w pokoju i solidarności w sposób świadomy. Prawdziwy wojownik bierze odpowiedzialność za swoje życie. Dystansuje się do oczekiwań innych wo­bec siebie, ale to prowadzi do konfliktów.

Grecy znają „agonię”, czyli intensywnie odczuwany ból, związany z męstwem. Agonia jest walką na śmierć i życie, ozna­cza gotowość do zaangażowania się w coś nawet za cenę życia. Z byciem męskim wiąże się ryzyko śmierci, ja­ko konsekwencja zaangażowania się po stronie życia. Wojownik musi więc nauczyć się żyć z agonią, chyba że zdecyduje się pozostać widzem i spędzić swoje życie jako obserwator, na tarasie, w wygodnym fotelu, przy szklance dobrego trunku, w towarzystwie cnotliwych panienek. Ten, kto realizuje archetyp wojownika, musi się liczyć z tym, że zostanie zraniony i doświadczy lęku.

Wojownik nigdy nie stosuje przemocy, lecz walczy o wyznawane przez siebie wartości, nie dopuszczając do sytuacji, w której stałby się „ofiarą losu”. Przeciwieństwem wojownika nie jest mediator, rozjemca, a bierna ofiara, która identyfikuje się z rolą ofiary i ciągle biadoli nad tym, jak jej źle, ale sama nie angażuje się w walkę o dobro.

Biblijna historia o Samsonie uświadamia istotne aspekty wojownika. Jest pogromcą lwów, dobrym strategiem graczem odgadującym zagadki. Potrafi umiejętnie obchodzić się z agresją. Walczy nie tylko z pomocą swojej siły, lecz także inteligencji. Jest to walka posługująca się grą. Samson jest mistrzem w uwalnianiu się z pęt. Potrafi rozerwać więzy, którymi krępują go pobratymcy, żeby od­dać go w ręce Filistynów. Nie da się ująć, ograniczyć czy zdominować nawet przez swoich przyjaciół. Wojownik jest wolnym człowiekiem. Nikt nie jest w stanie go zniewolić.

Współczesność pilnie potrzebuje męskich osobowości, które wyłamują się z powiązań i grup interesów, walcząc w wolności o podstawowe wartości i życie.

W wiekach średnich istniało zjawisko miłości dworskiej. Ryce­rze staczali zażarte pojedynki o kobietę, którą czcili i adorowa­li. Walkę wiązali z miłością. Ci rycerze nie byli zawadiakami, lecz łączyli ze sobą walkę, umiar i dobre obyczaje. Ujmowali się za biednymi. A ich dworska miłość polegała na tym, że marzyli o szlachetnej damie, nie koncentrując się wyłącznie na seksualności. My tymczasem sądzimy, że wo­jownik obchodzi się z kobietami w sposób grubiański. W mi­łości dworskiej rycerz miał zupełnie inny stosunek do kobiet.

Rycerz nie chciał posiąść kobiety na własność. Kochał ją i opiewał swoją miłość w pięknych pieśniach, zachowując pe­łen respektu dystans do uwielbianej kobiety. W dzisiejszych czasach trudno powielić dworską miłość, można jednak uczyć się łączenia archetypu wojownika z archetypem kochanka, ponieważ pomiędzy nimi istnieje ścisły związek.

Tylko męski mężczyzna jest prawdziwym kochankiem.


Sty 7

Święto Epifanii znane jest też jako Święto Trzech Króli, co oznacza, że w doświadczeniu religijnym tego dnia łączą się dwie perspektywy. Pierwsza ma związek z epifanią, czyli objawieniem bożej chwały w chłopcu o imieniu Jezus, którego w Betlejem urodziła Maria. A skoro w synu Marii można rozpoznać Syna Bożego, więc pojawia się także drugie znaczenie duchowe, a mianowicie, kto na podobieństwo Królów ze Wschodu, czci Boga w małym Jezusie, ten dochodzi do rozpoznania i odczucia własnej godności, której podstawą jest bycie umiłowanym dzieckiem Boga.  Jej metaforą jest ów tytuł, którym tradycja uhonorowała bohaterów Święta Epifanii, przybyłych ze Wschodu. Bycie królem oznacza bowiem wolność i godność.

Archetyp króla oznacza, że człowiek żyje własnym życiem; że nikt inny nie żyje za nie­go; że żyje w kontakcie i zgodzie z samym sobą. Król jest tym, kto stwarza porządek w sobie, kto nie tylko porządkuje ze­wnętrzne królestwo, lecz także swoje wnętrze, swoją duszę. Najważniejszym zadaniem króla jest zaprowadzenie porządku i pokoju w tej dziedzinie, w której panuje. Ludzie czują się bezpieczni tylko dzięki jego obecności. Ktoś, kto wchodzi do pomieszczenia i daje grupie poczucie bezpieczeństwa, jest królem.

Skoro wszyscy chrześcijanie są namaszczani na królów podczas Chrztu, więc archetyp króla nierozerwalnie wiąże się z chrześcijańskim doświadczeniem religijnym i codziennym życiem. Bycie królem oznacza, że nie uważam siebie za mniejszego niż jestem w rzeczywistości, lecz dbam o swoją godność; że idę na poszukiwanie wewnętrznej wolności i podejmuję odpowiedzial­ność za wspólnotę, którą Bóg mi powierzył. Najczęściej jest to ro­dzina, firma czy grupa.

Królem jest tylko ten, kto przestaje innych obarczać odpowiedzialnością za swoją sy­tuację i życie bierze we własne dłonie. Król potrafi organizować swój czas oraz zawodowe obowiązki. Dlatego z okazji Święta Epifanii proponuję kilka rad:

1. Często, a jeśli trzeba nawet codziennie, sortuj i ustalaj priorytety. Król powinien zastanawiać się nad swoim życiem i myśleć o tym, co jest dla niego ważne. Powinien sam siebie pytać: Gdzie idę? Czego chcę? Którą drogę wybieram i jakie kroki będzie musiał przedsięwziąć, aby dotrzeć do celu?

2. Król powinien koncentrować się na podstawowych zadaniach i myśleć o zobowiązaniach krótkoterminowych. Dlatego o poranku albo na początku tygodnia warto zadać sobie pytanie: Spośród wszystkich zadań i zobowiązań, które najlepiej zaoszczędzą mój czas, jeśli wykonam je pierwsze, i przyniosą najlepszy efekt w stosunku do wysiłku?

3. Następnie z listy zadań trzeba wyeliminować to wszystko, co tylko można. Warto spojrzeć na listę pod kątem tego, co jest najistotniejsze. Czy jest na niej coś, z czego bez szkody można zrezygnować, przekazać do wykonania komuś innemu, bądź umieścić na liście zadań oczekujących. Gdy po jakimś czasie sprawdzimy skorygowane listy, odkryjemy, że wiele ze skreślonych albo oczekujących zadań w ogóle nie było koniecznych.

4.Król rozpoczyna każdy dzień, realizując dwa najważniejsze zadania. Nie czeka na późniejszą porę dnia i nie spycha ich na liście zadań na  kolejne pozycje. Najczęściej bowiem bywa tak, że im później człowiek zabiera się za wykonane najważniejszych zadań, tym większa narasta w nim do nich niechęć, aż pozostają na kolejny dzień, a potem tydzień, stając się na koniec uciążliwą zaległością.

5. Król skutecznie eliminuje wszystkie zakłócenia, z powodu których traci czas i nie potrafi zdążyć z realizacją zobowiązań. Jeśli nieustannie przeszkadzają nam wciąż nowe maile, smsy, połączenia telefoniczne, media społeczne i tak dalej, to nigdy nie będziemy produktywni ani skuteczni. Na ile to możliwe, należy je wyłączyć i odciąć się od internetu.

6.  Weilu ludzi daremnie traci czas na pozornie skuteczne narzędzia, które w gruncie rzeczy są tylko zabawkami. Król nie traci czasu na aplikacje, które są przeznaczone do organizowania harmonogramu zadań. Najlepiej zrobić prostą listę zadań w dokumencie programu Word lub na papierze z użyciem pióra, ponieważ to najnormalniej w świecie wystarcza. Lepiej zając się pracą, zaplanowaną na ten dzień.

7. Król zajmuje się jednym zadaniem, ale skutecznie, a nie wieloma na raz. Wykonywanie wielu zadań w jednej chwili najczęściej spowalnia. Lepiej skupić się na wybranym zadaniu, z wyłączeniem pozostałych. W ten sposób można osiągnąć więcej w krótszym czasie i przy mniejszym wysiłku.

8. Na koniec dnia Król znajduje czas na refleksję, aby zastanowić się nad tym, co osiągnął. W ten sposób znajduje satysfakcję z dobrze wykonanej pracy i ma okazję pomyśleć nad możliwymi zmianami, które następnego dnia umożliwią mu skuteczniejsze dążenie do celu.

 


Gru 31

Nie trwamy tylko w przeszłości

– zegar życia odlicza godziny ku przyszłości

Nie żyjemy tylko tradycjami

– marzenia stawiają nas nad brzegiem oceanu

Nie myślimy tylko o nieszczęściu

– wiara prowadzi po szczęśliwych drogach

Nie idziemy tylko w blasku słońca

– światłość wypełnia wewnętrzne ciemności

Nie pragniemy tylko bezruchu

– sylwestrowa noc zapowiada zmianę

 

dlatego życzę

            cudownej przyszłości

            podróży ku nieznanym lądom

            szczęśliwych dróg

            odnalezienia swojego prawdziwego „ja”

            błogosławionej zmiany.

 

A gdy nad ranem będziecie wracać po szampańskiej zabawie do domów, uważajcie na takie widoki!!!!!


Gru 25

Odkłamane Święta

Marek Uglorz | Mądrość życia | 25.12.2013 |

Kolejne Święta Narodzenia Pańskiego radują dziecięce serca; wprawiają w osłupienie tych, którzy nie mogą nadziwić się szalonej prędkości zegarowych wskazówek; martwią wszystkich, których serca z różnych powodów są smutne i zimne, bo nadeszły dni, rozgrzewające jedynie tych, co znajdują się blisko źródła ciepła, a tym bardziej wyziębiające samotnych. Nie łatwo jest przeżyć hałas, otaczający rodzinne zakupy, gdy nie ma się nikogo, komu chciałoby się wyszukać prezent, aby wyrazić miłość i dać znać: Jak dobrze, że jesteś. Ciężko znieść życzenia rodzinnych i pełnych bliskości świąt, gdy każdej nocy dłoń szuka ramienia, a znajduje tylko zimną poduszkę… Gdy czas zabiera kolejne szanse, a samotność coraz mocniej wyziębia marzenia, po co są święta, które tylko ranią i odbierają radość?

Właśnie tak! Czy te święta rzeczywiście są rodzinne, ciepłe, pachnące miłością? A może stworzyliśmy mit, potrzebny nam tylko po to, żeby ukryć pustkę i oszukiwać świat, że jest nam tak świetnie i dobrze; że przecież mamy dla kogo żyć, a nasze życie ma dla sens, bo jesteśmy cząstką jakiegoś większego „my”, w którym nasze „ja” przeżywa swoje emocje i stabilizuje świat wartości?

Słowo stało się ciałem. Bóg stał się człowiekiem. Pełnia bytu stała się cząstką ziemskiej śmiertelności. Narodziło się Dziecię. Wszystko brzmi pięknie i ciepło, i może takie pozostałoby, gdyby nie narodziło się w biedzie (stajnia, pasterze, biedni rodzice), w dysfunkcyjnej rodzinie (Dziecię rodzi panna, a nie mężatka, zaś przyszły mąż zastanawia się, czy przyszłej żony nie zostawić), w drodze, która była ucieczką przez tyranem (Herod), w poniewierce (Egipt), dzieciństwa nie spędziło w Nazarecie (Galilea pogan, z której nic dobrego pochodzić nie może), nie czuło się lepiej w jerozolimskiej świątyni aniżeli z rodzicami, a po obraniu własnej drogi życia nie doświadczyło niezrozumienia i próby zawłaszczenia przez najbliższych.

I nad czym tu płakać? Przecież wciąż większa część dzieci doświadcza tego samego smutku dzieciństwa, a dorosłych, samotności niezrozumienia, nawet wówczas gdy pozornie są otoczeni dobrymi rodzinami. Więc po co nam te święta, których dobre, zbawienne i uzdrawiające słowo Ewangelii, zostało przez nas wykorzystane do stworzenia fałszywego obrazu, że wszyscy są szczęśliwi, poza wyjątkowo doświadczonymi traumą śmierci bliskiej osoby albo utratą pracy? Czyżby zbiorowe oszustwo? Próba zbudowania szopki, w której nie pasterze i osioł grają główną rolę, ale każdy z nas?

Kultywujemy świąteczne zwyczaje, wprowadzamy się w świąteczny trans, pogański taniec wokół wyobrażeń Boga i wmawiamy sobie: „To są twoje święta i to jest twój Bóg, samotny ludzie, samotny człowieku”, ale to w niczym nam nie pomaga, ponieważ w większości nie pojmujemy intencji i dlatego we właściwy sposób nie potrafimy zinterpretować sensu tych dni, zwyczajów i obrazów. Świętujemy rodzinne święta, a tymczasem większość z nas czuje się tragicznie samotna i często wręcz zazdrości prawdziwie samotnym ich odwagi wejścia w prawdę samotności, dzięki czemu mają większą szansę znaleźć prawdziwą relację; powtarzamy komunały o dziecięcym, zaczarowanym czasie, a tymczasem większość z nas dla samych siebie są Herodem, zabijając w sobie dziecięcą radość i lekkość życia; obdarowujemy się prezentami, a nie potrafimy pokochać samych siebie i dlatego nasze prezenty najczęściej nie są darem a zawłaszczeniem emocji obdarowanych i próbą wykorzystania ich miłości; wstawiamy do mieszkań kolorowe choinki, a w rzeczywistości już dawno zamieszkaliśmy w krainie umarłych, w której nasze „ja” zostało całkowicie rozbite i pozbawione zdolności integrowania kolejnych doświadczeń życia.

Święta Bożego Narodzenia nie są dla oszustwa. Ze swoją Ewangelią o narodzonym Jezusie, mają niezwykłą moc odnawiania i uzdrawiania naszych chorób, zranień i relacji, ale trzeba je przeżywać w prawdzie a nie na poziomie zwyczajów, które mają jedynie ukryć gorzką prawdę o większości z nas, że jesteśmy niesłychanie poharatani relacjami, tragicznie samotni i niezrozumiali przez najbliższych, nie potrafimy kochać dziecka w nas i jedyne co nam wychodzi naprawdę dobrze to, deptanie własnego „ja”, zamiast okrywanie jego piękna i godności w Chrystusie, czyli w Bogu, narodzonym w Betlejem, którego chwałą jest żywy, zdrowy, radosny i budujący dobre relacje z samym sobą oraz innymi, świętujący człowiek.

Nie okłamujmy się dłużej. Święta Bożego Narodzenia są świętami samotnych, którzy pragną prawdziwego zrozumienia i miłości; dorosłych, którzy chcieliby na nowo ożywić dziecko w sobie; osób pozbawionych szacunku do samych siebie, pełnych kompleksów, braku poczucia godności i wartości; wreszcie dusz żyjących na pograniczu dwóch światów, które muszą nauczyć się scalać swoje „ja”, aby szczęścia nie uzależniały od szacunku, akceptacji i miłości innych.

Kochani, tego Wam życzę. Odkłamcie te święta, a staną się Wam źródłem nowych relacji, szczęścia, zdrowia i poczucia wartości. Święta nadeszły na szczęście.


Gru 22

Gdy słońce dzień oddało księżycowi

a ciepło zamarło w oddechu zimy

życzę serca rozkochanego w księżycu

i myśli grzejących zmarznięte ciało

Gdy Bóg ziemię oddał człowiekowi

a miłość zastygła pod ciosami zła

życzę nadziei na niebo

i wiary w człowiecze serce

Gdy już nie wiesz, czy cokolwiek ma sens

a cel Twego  życia wydaje Ci się nieosiągalny

życzę, abyś wytrwał na swojej drodze,

nawet jeśli dziś nie potrafisz sensownie nazwać niczego


Lis 5

Nowa książka

Marek Uglorz | Mądrość życia | 05.11.2013 |

Przed dwoma tygodniami wydawnictwo ADAM MARSZAŁEK z Torunia wydało moją książkę, poświęconą grzechowi, pod tradycyjnym tytułem HAMARTIOLOGIA. Polecam. Zainteresowani mogą jej szukać w księgarni wydawnictwa, pytać o nią w księgarniach na terenie całego kraju albo kontaktować ze mną.

Spis treści

O. Wprowadzenie

1. Grzeszność człowieka

1.1. Grzech w Piśmie Świętym

1.1.1. Stary Testament

1.1.2. Terminologia

1.1.3. Grzech i kara

1.1.4. Odpuszczenie grzechów

1.2. Nowy Testament

1.2.1. Terminologia

1.2.2. Jezus

1.2.3. Paweł

1.2.4. Literatura Janowa

2. Grzech pierworodny

2.1. Uwagi ogólne

2.2. Przegląd poglądów na temat grzechu pierworodnego od czasów

biblijnych po wiek XVI

2.2.1. Optymistyczna antropologia Wschodu

2.2.1.1. Ojcowie apostolscy i apologeci

2.2.1.2. Ireneusz z Lyonu

2.2.1.3. Klemens Aleksandryjski

2.2.1.4. Orygenes

2.2.1.5. Atanazy

2.2.1.6. Grzegorz z Nazjansu

2.2.1.7. Grzegorz z Nyssy

2.2.1.8. Jan Chryzostom

2.2.2. Purytańsko-jurydyczny Zachód

2.2.2.1 Tertulian

2.2.2.2. Ambroży z Mediolanu

2.2.2.3. Pelagiusz

2.2.2.4. Augustyn

2.2.2.4.1. Ontologiczne dobro, zło brakiem dobra

2.2.2.4.2. Człowiek przed upadkiem

2.2.2.4.3. Człowiek po upadku

2.2.3. Średniowiecze o grzechu pierworodnym

2.2.3.1. Anzelm z Canterbury

2.2.3.2. Tomasz z Akwinu

2.3. Nauka o grzechu pierworodnym Lutra i w księgach wyznaniowych

Kościoła luterańskiego

2.3.1. Marcin Luter

2.3.2. Nauka o grzechu pierworodnym w księgach wyznaniowych

Kościoła luterańskiego

2.3.2.1. Wyznanie augsburskie

2.3.2.2. Obrona wyznania augsburskiego

2.3.2.3. Artykuły szmalkaldzkie

2.3.2.4. Formuła zgody

2.4. Nauka Soboru Trydenckiego o grzechu pierworodnym

2.5. Współczesne poglądy na temat grzechu pierworodnego

2.5.1. Filozoficzna krytyka grzechu pierworodnego

2.5.1.1. Immanuel Kant

2.5.1.2. Soren Kierkegaard

2.5.2. Współczesne poglądy teologów ewangelickich

2.5.2.1. Ernest Kinder

2.5.2.2. Karl Barth

2.5.2.3. Emil Brunner

2.5.2.4. Paul Althaus

2.5.2.5. Paul Tillich

2.5.2.6. Reinhold Niebuhr

2.5.2.7. Wolfhart Pannenberg

2.5.2.8. Paul Ricouer

3. Zamiast zakończenia. Grzeszność w perspektywie personalnej

Bibliografia (wybór)

Skróty biblijne

 

 

 

 


« Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy »