Lut 28
Głęboka, życiowa zmiana przede wszystkim zawsze jest rozciągnięta w czasie. Jest destrukcyjna, bo obejmuje procesy poznawcze, ogranicza przekonania, narracje życiowe, wspomnienia, fantazje. Obejmuje także procesy emocjonalne, ogranicza zdolność kontaktowania się z samym sobą w zakresie rozpoznawania, nazywania i adekwatnego przeżywania emocji. Wielu doświadcza wówczas czegoś na kształt emocjonalnego paraliżu, głębokiego do tego stopnia, że ludzie religijni często tracą zdolność samodzielnej modlitwy i żeby mimo wszystko utrzymywać modlitewny kontakt z Bogiem modlą się gotowymi for-mułami. Dlatego, gdy nadciąga życiowy kryzys, większość z nas ma ochotę zaszyć się w swoim domu-twierdzy, żeby przeczekać i ponieść jak najmniejsze straty. Zaczynamy bać się przyszłości i mamy wrażenie, że wpadamy w czarną dziurę a najpiękniejsze chwile życia są za nami. Najrozsądniejszym wydaje się zaparzenie ziół na uspokojenie nerwów. Czy na pewno?

tumblr_lkmr61pQHD1qfjc32o1_500

Mimo wszystko w efekcie głębokich zmian i w dłuższej perspektywie czasu okazuje się, że życie zaczyna inaczej smakować; że może być ciekawsze i bliższe oczekiwaniom. Kto jest świadomy własnej cielesności, ze zdziwieniem zauważa, że dotychczasowe napięcia mię-śni znikają, a kręgosłup i stawy zdrowieją. Niektóre nawyki znikają całkowicie, a inne się zmieniają. Poza tym znacznie poszerza się spektrum możliwych zachowań. Oznacza to większą wolność wyboru, brak przymusu i konieczności nieustannego sięgania po wsparcie używek i lekarstw, lekarzy i przyjaciół. Zmieniają się również relacje, ponieważ znika napięcie i lęk. Pojawia się za to zdolność wypowiadania słowa „nie”, ale i słowa „tak” dla nowych smaków, pomysłów, rozwiązań. Rozszerza się świadomość i mnogość doznań, a to powoduje, że najwięcej nowych sposobów na rozwiązywanie pojawiających się problemów znajdujemy odtąd w sobie.
Czy więc na pewno, gdy na horyzoncie pojawia się kryzys i wywołana nim życiowa zmiana, powinniśmy zaparzyć sobie ziółka na uspokojenie? W żadnym wypadku! Gdy dopada nas kryzys, pierwszym pomysłem, jaki powinien nam przyjść do głowy, jest kupienie butelki dobrego wina albo szampana, i wypicie go na własne szczęście. Bo gdyby nie ów kryzys tkwilibyśmy w starych strukturach, nawykach i wzorcach, a nasze życie zamierałoby. Skoro nadciąga kryzys, na pewno zmieni się życie. Jednak to, w którą stronę się rozwinie, zależy wyłącznie od każdego z nas. Dlatego wówczas nieporównywalnie lepiej jest czuć się niczym król, któremu nikt nie może narzucić rozwiązań i za niego zdecydować, jak ma się zachować w godzinie kryzysu, aniżeli chory, czekający w kolejce na wizytę u lekarza bądź terapeuty.

tumblr_nz422eHzgf1qfqsk1o1_500

Czy Jezus z Galilei, który dla wielu z nas jest życiowym inspiratorem oraz źródłem życia, nazwał siebie herbatką z melisy albo może naparem z rumianku na żołądkowe dolegliwości? Co najwyżej byłby wówczas przyczyną mdłości i złych wspomnień u tych, którym te herbatki zbrzydły. Tymczasem On jest krzewem winnym, na którym rodzą się owoce do fermentacji, a kielich, pełen wina, czyni znakiem uczestnictwa w Jego duchu i Bożym życiu. Jezus z Galilei, nikt inny, wodę potrzebną do rytualnych obmyć w Kanie Galilejskiej zamienia w najlepsze wino, a dniu wylania Ducha Świętego apostołów zmienia do tego stopnia, że zachowują się tak, jakby upili się młodym winem. A przecież byli ludźmi, przeżywającymi wówczas kryzys życia, zagrożony cierpieniem i śmiercią. Zresztą chrześcijanie zawsze, zwłaszcza wtedy, gdy czuli się zagrożeni, zbierali się na dziękczynieniu, czyli eucharystii, którą zwiemy Sakramentem Ołtarza, aby pić wino i poczuć się Bożymi dziećmi, a więc dziedzicami Królestwa.
Czyli kim? Królami właśnie!
Gdy więc nadchodzi kryzys i życie zaczyna się zmieniać, kup najlepsze wino i napij się, bo w Chrystusie jesteś królem. Napij się na swoje szczęście i poddaj się zmianie, skoro wierzysz w to, że cokolwiek się wydarzy i tak wszystko dobrze się skończy. Weź pod uwagę, że zmiana rzeczywiście wymaga pokonania wewnętrznych blokad, typu: „Mnie się nie uda”; „Jestem do niczego”; „A może jutro?”; „To nie ma sensu”; „To się nigdy nie zmieni”. Pamiętaj, że zbyt długie rozmyślanie może być niebezpieczną pułapką, ponieważ rozum podsuwa wciąż nowe i tylko pozornie racjonalne wymówki, jednak w rzeczywistości kłamie Cię. Jeśli rzeczywiście odczuwasz paraliżujący lęk przez zmianą na gorsze, prawdopodobnie dlatego, że dotąd nigdy żadnej zmiany nie doprowadziłeś(łaś) do końca, a chociaż zmiana jest rozwojowa, początki zawsze bywają trudne i w pierwszym etapie jest destrukcyjna.
Zmiana jest trudna także dlatego, że wymaga dużego wysiłku od zaraz, a na efekty będziesz musiał(a) poczekać. Zmiana jest jak długoterminowa inwestycja, której bilans poznaje się po jakimś czasie. Dlatego sama zmiana nie wystarczy, trzeba jeszcze zgodzić się na to, co przynosi, i zaakceptować cenę, którą trzeba za nią zapłacić. Tylko nie trać wiary, że cokolwiek się dzieje na końcu wszystko dobrze się skończy.

Lut 14

Sprężystość

Marek Uglorz | Aktualności, Mądrość życia | 14.02.2016 |
Liczba praktykujących psychoterapeutów wzrasta w oszałamiającym tempie. W tym samym czasie, gdy niewiarygodnie podniósł się standard życia, coraz więcej ludzi wpada w stany lękowe i depresje, ponieważ nie radzą sobie z codziennymi problemami albo nie potrafią myśleć o przyszłości inaczej, niż o czarnej dziurze.

tumblr_mmh1t1kPrr1rl2shko1_500

Jedną z przyczyn jest złudzenie, któremu ulegamy, że przeżyjemy życie bezproblemowo i gładko. A kiedy nieuchronnie pojawiają się przykre, trudne zdarzenia, okazuje się, że różnimy się znacząco tym, jak je przeżywamy. Osoby, które pod wpływem traumatycznych doświadczeń, chwieją się, ale nie upadają, można nazwać sprężystymi pod względem psychicznym, emocjonalnym i duchowym. Osoby sprężyste na drodze życia spotykają te same co innych trudności, jednak inaczej na nie reagują. Tacy ludzie mają zdolność do radzenia sobie z załamaniem i rozpaczą w chwilach ciężkich prób. Ta zdolność obejmuje zbiór korzystnych cech, warunkujących wewnętrzną siłę, ale także odruch szukania wsparcia u innych ludzi. Sprężystość przemienia ofiary w dzielnych ludzi i pozwala im sprawnie funkcjonować.
Niektórym wydaje się, że zostali wybrani do życia bez ulicznych korków, strat, udręk, chorób, niemiłych szefów i leniwych dzieci. To oczekiwanie czy wręcz roszczenie wydaje się głównym powodem psychicznej nieodporności – źródła wielu zaburzeń. Ludzie psychicznie odporni wcale nie unikają trudności, tyle że są realistycznymi optymistami. Stawiają sobie wykonalne cele. Wykazują wysoki stopień kontroli nad swoimi zachowaniami. Stresujące zdarzenia postrzegają jako sprawy do załatwienia. Skupiają się na tym, co dobre, a nie na tym, co w życiu niedobre. Nie chodzi więc o obojętność, zaprzeczanie czy zakłamywanie. Sprężyści nie absolutyzują bowiem swoich problemów, ale sprowadzają je do właściwych rozmiarów i potrafią sobie powiedzieć: Jest, jak jest, mam problem, powodujący niedogodność, przykrość, cierpienie – ale problem, jakich tysiące. I jak u tysięcy ludzi. Więc po co go zapijać, zamykać się w czterech ścianach?

tumblr_m2o0acbccH1r2wgwlo1_500

W zachowaniu sprężystości bardzo pomocna jest chrześcijańska duchowość, z jej najważniejszą właściwością, a mianowicie dziękczynnym i wdzięcznym duchem. Bo naprawdę nie wolno gasić ducha, co współcześni często robią, nieustannie narzekając na wszystko i wszystkich. Tymczasem sprężyści cieszą się z tego, co posiadają, a nie martwią tym, czego im brakuje. Cieszą się chwilą, a nie martwią przyszłymi kłopotami, ponieważ wiedzą, że jeśli się przytrafią, wówczas je rozwiążą, a póki co nie powinni się nimi martwić i gasić radości życia.
Sprężyści swojemu życiu sami nadają sens, a nie szukają go poza sobą. Czynią swą zdolność przetrwania darem dla innych ludzi. A czego nie robią? Nie porównują się z innymi i nie pogrążają w samoobwinianiu. Nie tkwią uporczywie w negatywnych pułapkach myślowych w rodzaju: Nic mi się nigdy nie udaje, jest źle i będzie jeszcze gorzej. Nie uważają porażek za ostateczny wynik starań, ale za informację, co i jak poprawić. Znajdują dobre strony nawet w niedobrych doświadczeniach.

tumblr_nvsagi9rnn1qipmgho1_500_kopia_

To oznacza, że najważniejszym składnikiem wewnętrznej siły ducha jest ufność. Jak gdyby na przekór wszystkiemu, co chorzy, wyrzuceni z pracy, skrzywdzeni muszą przeżywać, gdzieś w głębi duszy zachowują odwagę i wiarę w dobro, w samych siebie i w tych, którzy chcą im pomóc. W tym sensie źródłem sił do przetrwania jest trzymająca przy życiu ufność i coś, co można nazwać wolą życia, pragnieniem życia, zachwytem nad cudem i darem życia.
Z takim zaufaniem i optymizmem byłoby dobrze się urodzić, aczkolwiek nie zależy to od nas. Natomiast sprężystości można się uczyć. Trening przede wszystkim powinien utrwalać odruch, aby w sytuacjach kryzysowych zwracać się o pomoc do przyjaciół, małżonków, dzieci, rodziców. To jest trudne, bynajmniej nie z braku ratowników, gotowych nieść pomoc, lecz z powodu przekonań, że pomoc innych przynosi ujmę i oznacza słaby charakter. Tymczasem jest dokładnie na odwrót, bo nieufność i chowanie sekretów okalecza emocjonalny dobrostan człowieka. To dzięki pomocy innych osoby nadwrażliwe i niezaradne mogą nauczyć się podnosić głowę. Z czasem zrozumieją pomocne strategie i zaczną posługiwać się nimi samodzielnie, a nawet obdzielać nimi innych potrzebujących.

tumblr_lur2gy5HhJ1qei7a7o1_1280

W trudnych sytuacjach u sprężystych osób pojawia się impuls rozwojowy, polegający na skokowym uczeniu się nowych strategii zaradczych i integrowaniu ich jako wypróbowanych zachowań na przyszłość. Sprężyści nie są szczęściarzami, którym wszystko udaje się bez wysiłku, lecz odważnymi realistami, gotowymi na zmiany. Osoby odporne wyróżnia zdolność przystosowywania własnych postaw i zachowań do okoliczności, aby nie trwonić energii na nieskuteczne reakcje emocjonalne, które i tak nie zmienią świata. Osoby silne psychicznie nie negują cierpienia i nie odwracają od niego uwagi, a wręcz przeciwnie, przyjmują jako przydatne doświadczenia, niekiedy radykalnie zmieniające ich życiowe położenie.

Lut 8

Wieża życia

Marek Uglorz | Aktualności, Mądrość życia | 08.02.2016 |

indeksimages

Jednym z największych nieszczęść, które nas spotyka, jest ciągłe porównywanie się z innymi, czego niestety uczymy się już w rodzinnych domach, a co skutecznie utrwala system edukacyjny i korporacje. Z tego powodu wielu z nas traci, bądź nigdy nie dociera do prawdy o sobie, i nie rozwija poczucia wyjątkowej wartości samego siebie, niezbędnej do zdrowego, szczęśliwego i usatysfakcjonowanego życia. To rodzi przeróżne komplikacje w życiu społecznym i jest przyczyną wielu problemów psychicznych, które z biegiem czasu dają o sobie znać w postaci chorób somatycznych (tzw. cielesnych).
Dlatego w dobrym wychowywaniu dzieci, bądź w terapii, gdy dorosły człowiek ma już problemy na skutek niskiego poczucia wartości, wielką rolę, której nie sposób przecenić, odgrywa pytanie o to, czy w wizerunku samego siebie nie hołdujemy iluzjom, które uniemożliwiają nam skuteczną budowę życiowej wieży.
Swoim kształtem wieża przypomina człowieka, który po pierwsze musi mieć porządny fundament, to znaczy musi być świadomy swojej tożsamości; po drugie musi być wyprostowany, a więc odważnie i z radością spoglądać w przyszłość swojego życia i nie bać się spotkania z drugim człowiekiem; po trzecie mieć głowę w chmurach, a więc być szczęśliwymi, spokojnym i radosnym. Jednak tę życiową postawę osiąga tylko taki człowiek, który swojemu życiu świadomie nadaje sens i dlatego budowanie wieży jest z kolei obrazem nadawania życiu sensu.
Niestety stanowczo za często porównujemy się z innymi, pragnąc być takimi, jak oni, lub tworzymy własny idealny wizerunek, który usiłujemy urzeczywistniać. W efekcie przeżywamy później rozczarowanie, ponieważ nie uda¬je nam stać się takimi, jakimi chcielibyśmy być. Nasze wyobrażenia o nas samych są albo zbyt wielkie, albo zbyt małe.
Starożytni Grecy znali mit o Prokruście, zbójcy, który zmuszał podróżnych do położenia się w swym łożu i tam dopasowywał ich do jego długości. Tych, którzy byli zbyt niscy, rozciągał, tym zaś, którzy wystawali poza łoże, obcinał członki. I jedni, i drudzy ginęli. Mit nie wziął się z czystej fantazji. Niestety samych siebie często kładziemy w takim prokrustowym łożu, które jest dla nas zbyt małe lub zbyt duże.
Musimy rozstawać się z takimi fałszywymi wizerunkami przez odkrywanie rzeczywistego i prawdziwego wizerunku samych siebie. I tego problemu dotyka opowiedziana przez Jezusa krótka przypowieść o budowie wieży (ŁK 14,28-30). Jezus uświadamia nam, że powinniśmy dokładnie sprawdzić, jaki materiał mamy do dyspozycji: „Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy, czy ma na wykończenie?” (Łk 14,28). Są nim nasze uzdolnienia, umiejętności i życiowe doświadczenia, a także zranienia i blizny. Historia naszego życia stanowi materiał, któremu do ostatniego dnia powinniśmy nadawać odpowiedni kształt. Musimy pracować tak, jak pozwala nam na to posiadany materiał i dlatego nie wolno nam porównywać się z innymi, tworząc abstrakcyjne obrazy samych siebie. Wielu z nas przed przystąpieniem do budowania wieży życia wpierw rozgląda się po sąsiadach. Możemy wówczas odnieść wrażenie, że jeden buduje z drogich kamieni, drugi z marmuru, trzeci ze szlachetnych kruszców, a nam dostały się deski, słoma i błoto. Jakże z tak nędznego materiału cokolwiek wybudować?
Taki punkt wyjścia to zapowiedź życiowego dramatu. Żeby go uniknąć musimy uczyć się życia w prawdzie, także o samych sobie, aby mieć jasną wizję, jaki kształt dla naszej wieży życia będzie najodpowiedniejszy i po prostu każdego dnia ją świadomie realizować. Mamy budować własną wieżę, nie porównując jej z budowlami wzniesionymi przez innych.
Każdą wieżę – o ile materiał, z którego ją wzniesiono, został dobrze wykorzystany – cechuje indywidualne piękno. Nie powinniśmy zatem spoglądać na wieże innych ludzi i kierować się lękiem bądź fantazjami o naszej wielkości. Punktem wyjścia niech będzie rzeczywisty obraz, który w sobie odkrywamy i jest Bożego autorstwa. Nauczmy się tez z szacunkiem i wdzięcznością obchodzić z materiałem, który Stwórca dał nam do dyspozycji, abyśmy z niego wybudowali wieżę życia. Z absolutnie wszystkiego możemy śmiało budować. Czy to jest nasz duchowy świat, czy cielesne walory, wykorzystać trzeba wszystko. Także dotychczasową historię własnego życia, uzdolnienia i umiejętności, ograniczenia, czyhające na nas zagrożenia, doświadczenia miłości oraz zranienia, których doznaliśmy. Z tego wszystkiego można ukształtować własną budowlę, która na pewno zachwyci każdego. Musi jednak spełnić jeden warunek, a mianowicie zostać ukończona
Krótką przypowieścią o budowie wieży Jezus zachęca nas do rozstania się z iluzjami i skłonnościami do umniejszania samych siebie. Jednocześnie motywuje, abyśmy z zapałem budowali własne wieże, czyli swojemu życiu nadawali sens, który sprawi, że będziemy szczęśliwi i usatysfakcjonowani. Pomiędzy wieloma innymi nasza wieża nie musi być ani wyższa, ani niższa Ma wyglądać po prostu tak, aby pasować do nas i historii naszego życia.

24


Lut 8

tumblr_nf9flvsTCo1sn6fiho1_250tumblr_nj0bzoBzJU1s1iazfo1_500

1. Niewystarczająca ilość czasu, który przeznaczamy na modlitwę, aktywność fizyczną, rozrywki kulturalne, edukację i psychiczną regenerację.
2. Niejasne kryteria sukcesu i niewystarczająca pozytywna informacja zwrotna o poniesionych wysiłkach. Co oznacza, że nie wiemy, co uznalibyśmy za sukces, ani ile wysiłku bylibyśmy skłonni ponieść, aby jakikolwiek zrealizować. Sukces pozostaje jedynie w sferze niesprecyzowanych marzeń.
3. Obwinianie się za poświęcanie czasu sobie, by zebrać siły i zaspokajać własne uzasadnione potrzeby.
4. Nierealne ideały, które bardziej wywołują poczucie zagrożenia, aniżeli motywują do działania. To tak zwana za wysoko zawieszona poprzeczka zawodowych wymagań albo życiowych wartości. Nie motywuje do działania świadomość, że ideał pozostaje poza zasięgiem.
5. Nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, a zwłaszcza ze złością i zazdrością.

tumblr_lx4hr5YtTA1qcdtcfo1_500 tumblr_mclypsR3tk1rp1pulo1_1280

6. Skrajna potrzeba bycia lubianym, prowadząca do oderwanych od rzeczywistości relacji z innymi. Nie jesteśmy wtedy sobą i nie rozwijamy swojego osobowościowego potencjału, ale za wszelką cenę staramy się zadowolić innych.
7. Zaniedbywanie potrzeb materialnych, emocjonalnych i duchowych.
8. Ubogie życie społeczne, zwłaszcza brak kręgu przyjaciół, lub nierealne potrzeby wsparcia i miłości, których oczekujemy po bliskich.
9. Nieustanna praca z osobami, przychodzącymi po pomoc, które również są wypalone.
10. Brak możliwości bądź umiejętności przeprowadzenia koniecznej zmiany oraz poczucie przytłoczenia pracami administracyjnymi i tzw. papierkową robotą.

tumblr_mlybp18KKn1ro46rko1_250 tumblr_nwfh0rSlAv1rruyn3o2_250

11. Dotkliwy brak uznania ze strony przełożonych, kolegów lub tych, którym staramy się służyć.
12. Dotkliwy brak życzliwości ze strony tych, z którymi żyjemy lub pracujemy.
13. Seksizm, ateizm, rasizm oraz inne uprzedzenia, z którymi spotykamy się w pracy i w życiu.
14. Poważne konflikty w rodzinie, domu, pracy, a niejednokrotnie nawet w dalszym otoczeniu.
15. Drastyczne zmiany, zachodzące w życiu, kiedy równolegle pojawiają się także problemy dojrzewania i przystosowywania się. Na przykład, gdy 50-cio letni nauczyciel pracuje z dojrzewającymi nastolatkami wtedy, gdy sam zmaga się ze swoimi problemami okresu przejściowego.

tumblr_mr433uJXwH1qld3aqo1_1280 tumblr_ndu1m5ABhs1s1uby1o1_250

16. Brak możliwości bądź umiejętności radzenia sobie ze stresem lub unikania jego przyczyn.
17. Wyidealizowany, niedojrzały obraz własnej dobroczynności i miłości.
18. Kompleks zbawiciela, czyli brak umiejętności odróżnienia tego, co jesteśmy w stanie zrobić dla ludzi w ich potrzebie, od tego, czego dla nich zrobić nie możemy.
19. Nadpobudliwość, skrajny aktywizm, pracoholizm i perfekcjonizm.
20. Unieruchomienie, izolacja z powodu kompleksów i alienacja w długotrwałej chorobie.

Lut 7

tumblr_m5gj1h0Z9K1qdfusyo1_500yes11

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,30-37) jest jedną z szeregu autobiograficznych, którymi Jezus z Galilei pomaga zrozumieć swoje decyzje i zachowania. Co prawda pochodzi z Galilei, o czym wielu wiedziało, a inni mogli się domyślać po dialekcie, którym posługiwali się Galilejczycy, niemniej zwłaszcza wśród szczególnie nienawidzących Go przeciwników mógł uchodzić za Samarytanina, o czym wzmianka zachowała się w Ewangelii wg Jana. Pobożni Żydzi, związani z jerozolimską świątynią, uważali Samarytan za społeczno-religijny margines, którego unikali, więc można przypuszczać, że w ten sposób mogli dyskredytować Jezusa. Ten jednak, swoim zwyczajem nie tylko się tym nie przejmował, ale być może nawet sam się tak przedstawiał, aby identyfikowano Go z ludźmi, którym pomagał.
Opowiadając, interesującą nas przypowieść, Jezus co prawda nawiązuje do historycznego napięcia, towarzyszącego wzajemnym kontaktom Judejczyków z Samarytanami, aby słuchaczom uświadomić, że miłość znosi prawne i kultowe ograniczenia, czyniąc człowieka wolnym w czynieniu dobra, jednak tę narrację współcześnie możemy wykorzystać na wiele sposobów, zachowując podstawową intencję autora. Spróbuję zatem, wykorzystując przeciwieństwo postawy kapłańskiej i tzw. samarytańskiej, zachęcić Was do równoważenia w codziennym życiu przeciwieństw, które zabsolutyzowane czynią człowieka nerwowym, nieszczęśliwym i chorym. Zresztą podobną funkcję terapeutyczną może pełnić także przypowieść o miłosiernym ojcu (Łk 15,11-32).

tumblr_m4485cypmm1roez34o1_500tumblr_o0oyhki1eI1ry5naio1_500

Odpowiedź na pytanie, dlaczego kapłan z lewitą nie pomogli pobitemu człowiekowi, sugerująca brak empatii, zobojętnienie, a być może nawet złe serce, jest prawie na pewno błędna. Prawdopodobnie szli do Jerozolimy, aby zwolnić kolegów ze służby i w trakcie swojej zmiany służyć w świątyni. Gdyby dotknęli pobitego, o którym nic nie wiedzieli, straciliby fundamentalny warunek do rozpoczęcia swojej zmiany, a mianowicie kultową czystość. Trudno przypuszczać, aby nie chcieli pomóc. Oni po prostu nie mogli pomóc umierającemu, aby móc służyć Bogu. Są zatem obrazem tego wszystkiego co w świecie, ale też wewnątrz człowieka jest strukturalne, sztywne, określone prawami i poddane wyobrażeniom religijnym, w których najważniejszą rolę pełnią przepisy kultowe.
Tymczasem Samarytanin był od nich wolny. Z punktu widzenia kapłana i lewity całkowi-cie niepobożny człowiek, bo nie służący Bogu w ramach ich struktury religijnej, mógł bez najmniejszych obaw pomóc umierającemu człowiekowi. Stał się przysłowiowym miłosiernym Samarytaninem, ponieważ nie obowiązywała go reguła, norma, schemat, a struktura nie wymagała określonych zachowań.

tumblr_m1wb9nKbsS1rt1xqfo1_1280tumblr_m3ygryce1k1qzd1nwo1_1280

Będzie z pożytkiem dla każdego, jeśli tę autobiograficzną przypowieść Jezusa, a szczególnie obie metafory, więc kapłana z lewitą oraz Samarytanina, zdoła zastosować do własnych życiowych doświadczeń i potrzeb. Przy czym wcale nie sugeruję jedynie samarytańskich zachowań wobec oczekujących pomocy. Otóż każdy z nas co jakiś czas znajduje się w życiowej sytuacji, którą na podobieństwo Jezusowej narracji można opisać, jako pobicie i umieranie.
Wówczas, jakby poranieni przez złych ludzi albo życiowe sytuacje, czujemy, że wycieka z nas życie. Często w takich sytuacjach próbujemy sobie pomóc w sposób standardowy, schematyczny, jakby miał do nas podejść kapłan i podać nam rękę. Wydaje nam się, że wiemy, jak powinniśmy sobie pomóc, bo do tej pory działało. Mamy gotowy scenariusz wyjścia z niebezpieczeństwa. Dla przykładu albo zastosujemy presję na samego siebie i usztywnimy swoje stanowisko i pogląd, albo postanowimy, że jakiegoś zachowania nie powtórzymy i słowa nie wypowiemy. Tymczasem tym razem schemat po prostu nie działa i życie dalej wycieka, depresja się pogłębia, ciemność zyskuje na intensywności.

tumblr_ncym7bnlwA1qesf6mo1_500bbffc1686638716032814a05f20327b3

Są po prostu sytuacje, w których musimy sobie pozwolić na zachowanie niestandardowe, nieoczekiwane, być może nawet całkiem niepobożne w ocenie własnej albo innych ludzi, ale jedynie skuteczne. Wcale nie rzadko potrzebny jest miłosierny Samarytanin, który to wszystko, co jest strukturalne, ujęte w kodeksy i normy, a z religijnego punktu widzenia pobożne, będzie miał w nosie i poda nam pomocną dłoń, abyśmy znowu stanęli na nogach.
Takiego miłosiernego Samarytanina trzeba w sobie mieć i o niego dbać, pozwalając sobie czasem na miłosierne zachowania wobec samego siebie. Inaczej za progiem kolejnego dnia przyczai się choroba, nieszczęście i śmierć. Dlatego warto równoważyć w sobie oba elementy, bo oba są potrzebne do zdrowego i usatysfakcjonowanego życia. Niech nie rządzi nami kapłan, ale też nie bądźmy dla samych siebie tylko miłosiernym Samarytaninem, lekceważąc zobowiązania i powinności, a będziemy szczęśliwi i radośni.

 


Kwi 5

Wielkanocny porządek

Marek Uglorz | Mądrość życia | 05.04.2015 |

Święta Wielkiego Otwarcia Ciemności i Odwalenia Kamienia, który człowiekowi zagradzał satysfakcjonującą drogę ku przyszłości, być może nie kojarzą się nam z żelaznymi postanowieniami Świąt Narodzenia Pańskiego i Nowego Roku, których z żelazną konsekwencją najczęściej nie realizujemy. Na szczęście Wielkanoc nie jest od świętowania mieszczańskiego umiłowania świętego spokoju, ciepłego domu z kolorową choinką, pełnego szczęśliwych dzieci, zapachu kawy i wypieczonej buchty. W ciepłym i sielankowym obrazie Bożego Narodzenia raczej wszystko powinno pozostać po staremu, więc dziwię się, że w te święta postanawiamy zmiany, których konsekwencji najnormalniej w świecie w ogóle nie chcielibyśmy doświadczyć.

tumblr_n4w2wqICAy1rcwq95o1_250

Tymczasem Wielkanoc jest bardzo dobrą wiadomością, że nawet największy kryzys i chaos Bóg kończy najpiękniej, jak można sobie to wyobrazić, bo zbawieniem i utrwaleniem życia. Uważam więc, że Wielkanoc, oznaczająca radykalną odmianę, stwarza człowiekowi przedpole do trwałych zmian. Skoro zabity Jezus z Galilei objawia się jako żywy i odmieniony, stając się zaczynem nowego świata, więc w życiu każdego z nas możliwa jest odmiana.
Wielkanoc jest bardzo dobrą wiadomością, że człowiek wstaje i prostuje się, ponieważ Bóg odwalił kamień, leżący na drodze życia, i każdemu pozwala opuścić cmentarz woli i działania, powołując do pięknej drogi. Odtąd każdy w zgodzie z samym sobą może żyć własnym życiem, mając pewność, że nikt za niego nie będzie decydował o jego życiu. Święta Wielkiego Otwarcia są czasem wielkanocnego człowieka, który nie tylko porządkuje zewnętrzny świat, lecz także własne wnętrze, duszę dotąd zanurzoną w chaosie pragnień i hałasie myśli. Wielkanoc jest najlepszą okazją, aby w życiu zaprowadzić porządek i ciszę.
Zachęcam więc wszystkich, którym codzienne życie i praca wydaje się ciągłą walką z przeciwnościami, bo nie potrafią zorganizować najprostszych zadań, aby przestali szukać winnych wkoło, a wzięli pełną odpowiedzialność za swoją sytuację. W Święta Wielkiego Otwarcia Ciemności proponuję kilka rad, w jaki sposób organizować czas i zawodowe obowiązki:

tumblr_nbvvpyurzd1tw3geao1_250

1. Często, a jeśli trzeba nawet codziennie, sortuj i ustalaj priorytety. Zastanawiaj się nad swoim życiem i myśl o tym, co dla Ciebie jest ważne. Sam siebie powinieneś pytać: Gdzie idę? Czego chcę? Którą drogę wybieram i jakie kroki będę musiał przedsięwziąć, aby dotrzeć do celu?

tumblr_mutxe0wJ0Q1rpwhvdo1_500

2. Zawsze koncentruj się na podstawowych zadaniach i myśl o zobowiązaniach krótkoterminowych. Dlatego o poranku albo na początku tygodnia samemu sobie stawiaj pytanie: Które z zadań i zobowiązań najlepiej zaoszczędzą mój czas i przyniosą najlepszy efekt w stosunku do wysiłku, jeśli wykonam je pierwsze?

tumblr_ng0ays3u0H1qccsjyo1_500

3. Następnie z listy zadań wyeliminuj wszystko, co tylko można. Warto spojrzeć na listę pod kątem tego, co jest najistotniejsze. Czy jest na niej coś, z czego bez szkody możesz zrezygnować, przekazać do wykonania komuś innemu, bądź umieścić na liście zadań oczekujących? Gdy po jakimś czasie sprawdzisz skorygowane listy, odkryjesz, że wiele ze skreślonych albo oczekujących zadań w ogóle nie było koniecznych.

tumblr_nhcw9sPSnm1qhj03go1_500

4. Każdy dzień rozpoczynaj, realizując dwa najważniejsze zadania. Nie czekaj na późniejszą porę dnia i nie spychaj ich na liście zadań na kolejne pozycje. Najczęściej bowiem bywa tak, że im później człowiek zabiera się za wykonane najważniejszych zadań, tym większa narasta w nim do nich niechęć, aż pozostają na kolejny dzień, a potem tydzień, stając się uciążliwą zaległością.

tumblr_n1o45kt5cn1qesf6mo1_500

5. Skutecznie eliminuj wszystkie zakłócenia, z powodu których tracisz czas i nie potrafisz zdążyć z realizacją zobowiązań. Jeśli nieustannie przeszkadzają Ci nowe maile, smsy, połączenia telefoniczne i tak dalej, to nigdy nie będziesz produktywny ani skuteczny. Na ile to możliwe, wyłącz je i odetnij się od internetu.

tumblr_mwo09qkJDh1rff1ieo1_500

6. Wielu ludzi daremnie traci czas na pozornie skuteczne narzędzia, które w gruncie rzeczy są tylko zabawkami. Na przykład nie warto tracić czasu na aplikacje, które są przeznaczone do organizowania czasu i harmonogramu zadań. Najlepiej zrobić prostą listę zadań w dokumencie programu Word lub na papierze z użyciem pióra, ponieważ to najnormalniej w świecie wystarcza. Lepiej zająć się pracą, zaplanowaną na ten dzień.

tumblr_m9ljnqzdDi1qir26po1_500

7. Zajmuj się jednym zadaniem, ale skutecznie, a nie wieloma na raz. Wykonywanie wielu zadań w jednej chwili najczęściej spowalnia. Lepiej skupić się na wybranym zadaniu, z wyłączeniem pozostałych. W ten sposób można osiągnąć więcej w krótszym czasie i przy mniejszym wysiłku.

tumblr_maxitm2cqI1qesf6mo1_500

8. Na koniec dnia znajduj czas na refleksję, aby zastanowić się nad tym, coś osiągnął. W ten sposób będziesz odczuwał satysfakcję z dobrze wykonanej pracy i będziesz miał okazję pomyśleć nad możliwymi zmianami, które w następnych dniach umożliwią Ci skuteczniejsze dążenie do celu.

tumblr_m4wmbgwrNU1qb1f7qo1_500


Sty 1

Minęła cisza Świąt Narodzenia Pańskiego, którą za wszelką cenę chcieli wykorzystać właściciele sklepów i politycy. Rozpoczął się kolejny rok życia każdego z nas, ale też rok wy-darzeń politycznych, społecznych czy gospodarczych. Oczywiście należy mieć nadzieję, że będzie lepszy od poprzedniego, mnie jednak zajmuje pytanie, czy jest szansa na to, że zaczniemy zbiorowo mądrzeć i w nowym roku będziemy szanować ciszę w nas i wokół nas? A może jest wręcz szansa na to, że nasze dzieci i młodzież zaczniemy po prostu wychowywać do ciszy?

tumblr_m5xji9D23F1qi2vxso1_500

Tylko w ciszy człowiek ma szansę na spotkanie z tajemnicą, jaką jest sam dla siebie. Tajemnica, którą jesteśmy dla samych siebie, wraz z nami przychodzi na świat i wraz z nim odchodzi dalej. I tylko w krótkiej chwili życia, pomiędzy przyjściem a odejściem, pojawia się delikatna szansa na zrozumienie samego siebie, jednak ku temu potrzebna jest cisza. W najdostojniejszej chwili żałobnego nabożeństwa, według porządku ewangelickiego, ksiądz wyciąga nad trumną dłoń w geście błogosławieństwa i wypowiada słowa: „Niech ci błogosławi Bóg Ojciec, który Cię stworzył na swój obraz. Niech Ci błogosławi Bóg Syn, który Cię odkupił i pozyskał krwią swoją. Niech Ci błogosławi Bóg Duch Święty, który Cię poświęcił na swój przybytek. Łaskawy i miłosierny Bóg, który błogosławił wejście Twoje, niech pobłogosławi i wyjście Twoje odtąd aż na wieki. Amen”.
Człowiek jest istotą, która nieustannie poszukuje własnego człowieczeństwa i ukrytego w nim sekretu. To nie jest pytanie tylko akademickie, ponieważ ma charakter egzystencjalny, dotyka ludzkich pytań o przeznaczenie. Przeczuwamy bowiem, że sam fakt, iż pochylamy się nad cembrowiną swojej studni, być może prowadzi nas aż do pytania o sens naszego życia. Abym nie musiał kiedyś zapytać: Czyżbym przeszedł obok?

tumblr_mwzs2fLekR1r94argo1_500

Kto nie rozumie, że pomiędzy krzykiem narodzin a krzykiem śmierci jest krótki czas łaski, aby zdążyć siebie poznać i zrozumieć, odchodzi nieszczęśliwy. Wielu ludzi nie szanuje ciszy i nie potrafi afirmować samych siebie inaczej, aniżeli przez krzyk. Krzyczą całą egzystencją, a wokół leją się łzy. Tymczasem pomiędzy pierwszym i ostatnim krzykiem musi nastać cisza. Inaczej wszystko stracone. Pomiędzy pierwszym i ostatnim krzykiem tylko jeden ciąg głosek jest słowem prawdziwym, dokładnie tak samo, jak miało to miejsce przy pustym grobie Jezusa: „Mario” (J 20,16). Żeby usłyszeć własne imię, to znaczy rozpoznać i zrozumieć samego siebie w obietnicy, złożonej przez Boga: „Lecz teraz – tak mówi Pan – który cię stworzył, Jakubie, i który cię ukształtował, Izraelu: Nie bój się, bo cię wykupiłem, nazwałem cię twoim imieniem – moim jesteś!” (Iz 43,1), potrzebna jest cisza.
Jestem pewien, że nasze dzieci powinniśmy wychowywać do ciszy, czyli do cichego spotkania z prawdziwym obrazem człowieka. Cisza jest bardzo potrzebna, aby człowiek usłyszał własne imię i odkrył samego siebie. Wychowywanie do ciszy jest szansą współczesnego pokolenia, które zapomniało, że musi się zatrzymać, stać czujnym i świadomie pilnować, aby hałas nie miał do niego dostępu.

tumblr_metrccoYG01r71dp7o1_500

Czy współcześnie potrafimy tak wychowywać, abyśmy przestali biegać wkoło i śpieszyć się, niekoniecznie wiedząc gdzie i w jakim celu? Niestety wielu rodziców i wychowawców nie chce tego przyjąć do wiadomości, ponieważ dali sobie wmówić, że najważniejszym warunkiem satysfakcji oraz społecznego i zawodowego sukcesu jest umiejętność reagowania na szybko zmieniające się współrzędne życia. Owszem, tak jest. Jednak każdy człowiek, nie tylko dziecko, potrzebuje porządku i stałych punktów odniesienia; potrzebuje ciszy, w której zbiera okruchy swojej osoby.
O dojrzałości człowieka świadczy umiejętność nasycania codzienności świadomą obecnością w świecie. Człowiek ciszy celebruje życie, podczas gdy inni przepuszczają je pomiędzy palcami. Zdaje sobie sprawę z tego, że cielesność jest pierwszym znakiem, którym zaznacza swoją obecność i komunikuje się z tym, co zewnętrzne. Człowiek ciszy zachowuje ją w sobie i w świecie. Cisza jest oznaką spokoju i pojednania. Cisza bycia oznacza, że człowiek odnalazł azymut, cel wędrówki i nie miota się bezradnie pomiędzy błahymi sprawami tego świata. Skoro odnalazł prawdziwy obraz samego siebie, potrafi skoncentrować się na życiu.

tumblr_my27xx7sKt1rtbxrwo1_500

Dla przykładu obecne pokolenie pełne jest ludzi, którzy entuzjastycznie wyznają miłość do Boga, ale w ich życiu tego nie widać, ponieważ są bardzo chaotyczni i pozbawieni zasad. Ludzie takiego ducha denerwują innych, bynajmniej nie swoim przywiązaniem do Boga czy wartości, ale tym, że bez ustanku podkreślając swoją miłość do Niego, stawiają siebie oraz swoją pobożność w centrum uwagi. Tymczasem prawdziwie chrześcijańska duchowość rodzi delikatną i łagodną kulturę życia, która człowiekowi nadaje szlachetne rysy i ma dobroczynne działanie na pozostałych ludzi. Warto pamiętać, że wychowując do ciszy, wychowujemy ludzi, którzy nie krzyczą, to znaczy nie zwracają na siebie uwagi i potrafią przyjmować oraz pielęgnować dar życia.
Ludzie ciszy odznaczają się wysoką kulturą osobistą i kulturą życia!
Każdemu czytelnikowi w nowym roku życzę ciszy, aby odzyskał prawdziwy obraz samego siebie. A gdy w ciszy podniesie się w nim wewnętrzny hałas, wtedy po prostu niech spróbuje go przetrzymać. Zatrzymajmy się i delikatnie dotknijmy krzyczącego serca, aby się uciszyło, a wtedy cisza stanie się dobrodziejstwem, w milczeniu znajdziemy się w samym środku własnej egzystencji, w najświętszym miejscu naszych serc, do których dostęp ma jedynie Bóg. Tam Go spotkamy i znajdziemy odpowiedź na pytanie: Kim jestem?

tumblr_mbpuqpJXTC1reul37o1_500


Gru 26

weihnachten-wandtattoo

Gwiazda

W noc ciemną i mroźną,
zasypaną śniegiem,
rozbłysła pierwsza gwiazda.

Pędzą wszyscy do domów i stołów,
do siebie nawzajem,
objąć się dobrymi słowami:

– niech gwiazda błyszczy w Twoich oczach;
– bądź gwiazdą dla Kogoś…;
– idź zawsze za gwiazdą Twego przeznaczenia
aż dojdziesz do gwiazd i urodzisz się naprawdę.

1300_206713a_0813


Gru 26

Świąteczne doświadczenia

Marek Uglorz | Mądrość życia | 26.12.2014 |

tumblr_mdc2d85a3z1r71b95o1_250

W adwencie i podczas Świąt Narodzenia Pańskiego wielu przypomina sobie dzieciństwo. Dom rodziców i dziadków, szczególną atmosfera rodzinnego stołu, świąteczne nabożeństwa, radość z udekorowanego choinką, ciepłego domu, z którego wychodzi się w śnieżną i cichą noc Bożego Narodzenia, są nie tylko przedmiotem sentymentalnych wspomnień czegoś, co nigdy się nie powtórzy. Chociaż mają związek z przemijaniem życia i doświadczeniem starzenia się, mimo wszystko mają w sobie coś jeszcze, coś bardzo silnego, uzdrawiającego, uspokajającego, zapewniającego poczucie bezpieczeństwa i szczęścia.
Skoro Boże Narodzenie uaktywnia nasze wewnętrzne dziecko, więc w jakiejś mierze ma zdolność wywoływania w nas tęsknoty za szczęśliwym i radosnym początkiem. Jakby zapraszało do ponownego zamieszkania w Ogrodzie Życia, straconego z powodu grzechu. Co prawda to nie jest możliwe, aczkolwiek narodzenie Jezusa przez Marię interpretujemy jako zjawienie się Nowego Adama, w którym Bóg przywraca człowiekowi Ogród Życia. A to znaczy, że Boże Narodzenie posługuje się obrazami początku, aby uświadomić nam wartość spotkania z Jezu-sem, dzięki któremu człowiek może stanąć u źródeł życia.
Tajemnicę Bożego wcielenia chrześcijanie od początku wyrażali obrazami, które są starsze od chrześcijaństwa; obrazami bardziej odpowiednimi od teologicznych spekulacji, których siła polega na tym, że są archetypami, czyli uniwersalnymi obrazami początku, przemawiającymi do wyobraźni i religijnej wrażliwości wszystkich ludzi. Są obrazami, które ludziom zawsze pomagały zrozumieć życie i nadać sens śmierci. Są tak stare i tak mocno związane z wewnętrznym życiem, że częstokroć działają wprost na podświadomość, czego doświadczamy właśnie w Święta, gdy przywołane lekturą Ewangelii, inscenizacjami świątecznych przedstawień, bądź jako elementy świątecznych dekoracji, bezwiednie wprowadzają nas w szczęśliwy, radosny i błogosławiony nastrój.

 

tumblr_mdprfqBeXs1r71b95o1_500

Już starożytny Kościół poważnie potraktował religijne znaczenie kosmicznych zjawisk, wschodu i zachodu słońca albo pojawienia się gwiazdy. Podobnie postąpił z emocjami, które wywołują, a więc z lękiem przed ciemnością nocy i radością z jej pokonania. Dostrzegł też ponadczasową wartość takich obrazów jak: wędrówka ku czemuś, co fascynuje; grota; aniołowie; radość z narodzin dziecka. Wpierw, w dialogu z antycznym kultem słońca, bożonarodzeniową Ewangelię sformułował w języku zrozumiałym dla ówczesnych wyznawców słoń-ca. Później opowiadał o narodzeniu Jezusa, posługując się obrazem zwycięskiego światła, który nawiązał do lęku German i Słowian przed upiorami długich i mroźnych nocy, gdy cierpieli z głodu i żegnali dzieci, umiejące w ekstremalnych warunkach klimatycznych. Wszędzie, gdzie była głoszona Ewangelia Bożego Narodzenia, ludzie czuli się poruszeni w swych najgłębszych tęsknotach.
Dlatego zapraszam na krótką wędrówkę w głębię adwentowych i świątecznych obrazów oraz związanych z nimi postaw. Mają bowiem zdolność uzdrawiania, uspokajania, zapewniania poczucia szczęścia i bezpieczeństwa. Doprowadzają nas do autentyczności naszego życia; poruszają nasze dziecięce tęsknoty; umożliwiają nam odnalezienie nowej perspektywy świata i siebie w świecie.

tumblr_nfog52KTCZ1s885yso1_500

Oczekiwanie

Oczekiwanie to postawa pełna napięcia, bo zawsze jest się czego spodziewać. Kto czeka, nie nudzi się. Zwraca się w kierunku celu swoich oczekiwań. W adwencie celem oczekiwań między innymi jest święto człowieczeństwa, a więc naszego istnienia, naszego spełnienia w Bo-gu.
Oczekiwanie przywodzi też na myśl wieżę wartowniczą, która jest miejscem rozglądania się, wypatrywania, obserwacji. Oczekiwanie oznacza więc rozglądanie się wokół siebie, czy ktoś nie nadchodzi, dostrzeganie wszystkiego, co zbliża nas do siebie. Oczekiwanie oznacza baczenie na coś, pilnowanie, pielęgnowanie, jak wartownik uważa na człowieka, aby nie przeoczyć jego obecności. Oczekiwanie otwiera serce. Gdy czekamy, czujemy, że sami sobie nie wystarczamy; że potrzebujemy kogoś, kto ma przyjść.
Dziś wielu nie potrafi czekać. Adwent przeżywają nie jako czas oczekiwania, ale jako antycypowanie Bożego Narodzenia. Wielu nieprzerwanie świętuje Boże Narodzenie, zamiast wypatrywać i w napięciu czekać na tajemnicę.
Dzieci nie muszą przy stole czekać, aż rodzice się pomodlą. Nie czekają w sklepie, aż czekolada zostanie zapłacona. Dorośli nie chcą czekać przy kasie. Wszyscy się przepychają. A przecież chodzi o coś bardzo ważnego: kto nie potrafi czekać, nigdy nie rozwinie samego siebie, nie zadba o to, aby być wolnym. Kto natychmiast zaspokaja zachciankę, staje się uzależniony od każdej potrzeby. Oczekiwanie czyni wolnym. Kiedy możemy czekać, aż spełni się potrzeba, wtedy podtrzymujemy napięcie, pobudzające nas do otwartego i uważnego życia.

tumblr_mw73gxiSOE1rah5awo1_500

Tęsknienie

Każdy czegoś pragnie. Negatywnie doświadcza tego jako pożądliwości, pozytywnie jako tęsknoty. Tęsknota jest pozytywnym wyrazem pragnienia. Z pożądaniem nie można sobie poradzić, walcząc z własnym pragnieniem, czyli z samym sobą. Jeśli w tym względzie coś rzeczywiście udaje się nam, to najczęściej jedynie na krótki czas, zaś pożądliwość zepchnięta do podświadomości, pracuje dalej, czekając na czas spełnienia, doprowadzając człowieka do całkowitej klęski. Z pożądliwością się nie walczy, ale pracuje z nią, zastanawiając się nad jej pozytywną stroną, to znaczy pytając, jaką wyraża tęsknotę?
Za czym tęsknimy, pożądając czegoś?
Kto stłumi swoje tęsknoty, staje się człowiekiem pożądliwym. Żądza jest zawsze stłumioną tęsknotą. Adwent powinien być czasem ponownej przemiany pożądania w tęsknienie; żądzy w tęsknotę. Ostatecznie, czy we wszystkich ludzkich tęsknotach nie ujawnia się tęsknota za Bogiem?
Tęsknota prowadzi przez świat. Tęsknota czyni wolnym od rzeczy tego świata i uwięzienia przez świat. Tęsknota umożliwia wychodzenie bez uprzedzeń przed człowieka i problemy codzienności. W ten sposób można rozkoszować się spotkaniem i życiem.

tumblr_m4o494gETz1qg205no1_500

Czuwanie

Budzenie się do życia należy do adwentu. Można prawdziwie przeżyć Boże Narodzenie tylko wtedy, gdy wstanie się ze snu; gdy człowiek pożegna się z iluzjami o życiu i samym siebie. Adwent nie jest ucieczką w piękne fantazje, lecz budzeniem się do rzeczywistości.
Kto czuwa, każdą chwilę przeżywa świadomie. Staje się żywym i autentycznym. Dzięki czuj-nemu życiu, człowiek napełnia każdą chwilę, każdą relację i spotkanie swoją obecnością. Czuwanie jest zasadniczą postawą nie tylko adwentu. Także w Boże Narodzenie słyszymy o pasterzach, którzy trzymali nocną straż i dlatego została im ogłoszona Radosna Nowina.
Nawet nieprzewidziane czuwanie jest dobre. Warto wsłuchać się w ciszę nocy, w bijące serce, w śpiewające ptaki, w słowa o miłości, wypowiadane przez małżonka albo dzieci.

tumblr_ng5pd8B9kY1twnor8o1_500

Wyciszenie

Wielu ludzi przeżywa adwent w sposób głośny i hałaśliwy. Śpieszą się w sklepach, hałasują w sprzątanym domu. A przecież potrzebna jest cisza, aby Bóg mógł przyjść. Bez ciszy nie usłyszy się Bożego nadejścia i Jego kołatania do drzwi serca.
Trzeba się zatrzymać, stać czujnym i świadomie pilnować, aby hałas nie miał do nas dostępu. Trzeba przestać biegać i śpieszyć się. Trzeba stanąć, zatrzymać się w sobie. Kiedy człowiek zachowuje ciszę, wtedy spotyka się też z samym sobą. Stan ciszy osiąga tylko ten, kto przeciwstawia się swemu niepokojowi. Cisza ma związek z uspokajaniem.
Bóg zstępuje do cichego serca. Narodziny Boga odbywają się w wewnętrznej przestrzeni ciszy. Co prawda milczeniem nie można zmusić Boga do tego, by zstąpił. Jednak milczenie jest warunkiem, by człowiek dostrzegł Boga w sobie. W milczeniu człowiek sam dosięga własnej głębi, w której rodzi się Bóg. Tylko w głębi serca, do którego nie przedostaje się hałas z zewnątrz, Bóg staje się człowiekiem.

tumblr_mfa1m3eIOw1rmse6co1_400

Narodzenie

Królestwo Boże oznacza, że Bóg króluje w człowieku. Wtedy człowiek jest całkowicie wolny od władzy świata i ludzi; jest po prostu w pełni sobą. Na duchowej drodze życia nowe narodziny są potrzebne nieustannie, aby pozbywać się iluzji na swój temat, wydostawać się ze starych wzorców zachowań, schematów myślenia. Tylko w ten sposób coraz wyraźniej uwidacznia się w człowieku Chrystus.
Narodzenie w wigilijną noc oznacza, że życie wciąż leży przed człowiekiem; że może rozpocząć drogę, którą jeszcze nigdy nikt nie szedł, bo jest przeznaczona tylko dla niego.
W człowieku jest przestrzeń czystej ciszy, milczenia, nieskalana myślami i emocjami. W niej rodzi się Bóg, aby człowiek zyskał dostęp do samego siebie i wreszcie stał się sobą na podobieństwo Zbawiciela. Wtedy życie staje się prawdziwe i pełne światła.


Gru 25

W każdym z nas jest grota

Marek Uglorz | Mądrość życia | 25.12.2014 |

709_0_wandtattoo_lustiger_elch

Jezus nie urodził się w stajence, ale w grocie. Co prawda Ewangelia wg Łukasza nie wspomina o niej, ale mówi o wizycie pasterzy. Zważywszy, że w Ewangelii Łukasza widać wyraźne analogie pomiędzy narodzeniem Jezusa a Jego zmartwychwstaniem, podobnie jak pomiędzy chrztem Jezusa a wylaniem Ducha Świętego na uczniów, należy domniemywać, że Łukasz pisząc o pasterzach wskazuje, że Jezus urodził się w grocie. Poza tym, tradycję tę potwierdzają ewangelie apokryficzne. Również Kościół Wschodni od samego początku scenę Bożego Narodzenia umiejscawia w grocie.
Czy pomiędzy stajenką a grotą jest aż tak wielka różnica, że trzeba się nad tym zastana-wiać, zamiast po prostu z radością świętować narodzenie Zbawiciela? Różnica jest i to duża. Stajenkę zawdzięczamy Franciszkowi z Asyżu, aby w obrazowy sposób zwiastować Ewangelię Narodzenia Pańskiego. Tymczasem prawdziwie teologiczną wymowę ma grota, ponieważ posiada wiele różnych znaczeń symbolicznych, ważnych dla właściwego zinterpretowania narodzin Zbawiciela.

428-weihnachtskugeln-huebsch

Grota jest umiejscowiona w skale, czyli w kamieniu, a kamień nie jest zwykłą rzeczą, ponieważ jest miejscem Bożego objawienia i Bożej obecności, jak stało się np. w Betel, gdzie Jakub spał z głową na kamieniu. Stąd świątynie budowano na szczytach gór. Ewentualnie składano ofiary na ołtarzach z kamieni, których nie mogła dotknąć ludzka ręka.
Jednak kamień ma jeszcze jedno znaczenie. Symbolizuje mianowicie płodność. Na ziemi najwięcej jest właśnie kamieni. Kamień, a już zwłaszcza grota w kamieniu, jest zatem symbolem płodności czyli niezwyciężonego życia. Dlatego Chrystus rodzi się w grocie i uwaga, również z niej powstaje z martwych. Miejsce Jego narodzenia nie jest przypadkowe, ani bez znaczenia dla naszej wiary.
Grota Bożego Narodzenia ma podobne znaczenie, co dziewicze łono błogosławionej Marii. Z jednej strony grota jest obrazem matczynego łona, a odwrotnie matczyne łono dziewicy jest obrazem groty. Dlatego łono Marii wskazuje na łono i serce ziemi. Człowieczeństwo Boga rozpoczyna się zstąpieniem Jezusa w głębię ziemi, w ciemności groty. A Jego zbawienna pascha, czyli przejście przez ludzkie dzieje, kończy się podobnie w grocie, z tym, ze kierunek jest odwrotny, a mianowicie wyjściem z ciemności i wyprowadzeniem światłości.

x

Ojcowie Kościoła posunęli się w swojej interpretacji groty Bożego Narodzenia tak daleko, iż przyrównali ciało Marii w grocie, w której rodzi Zbawiciela, do ogrodu Eden. Z Niej wyrosło drzewo życia, na którym rośnie Boży Owoc, z którego może jeść każdy człowiek, nie obawiając się, że straci życie.
Narodzenie w grocie oznacza zatem, że w Jezusie objawia się sam Święty Bóg, który przy-chodzi do nas, nie jak do Abrahama jedynie z obietnicą życia, ale z prawdziwym darem życia, które się nie kończy, o czym przekonujemy się w wielkanocny poranek, witając wy-chodzącego z wnętrza kamienia zwycięskiego Jezusa Chrystusa.
W Betlejem rodzi się Bóg pomiędzy ludźmi i dzieli się swoim życiem  oto treść radosnej Ewangelii, której obrazem jest grota narodzenia Pańskiego. Dlatego przeżywając Godowy Czas warto poświęcić kilka chwil na medytację, której obrazem jest grota, a wówczas odkryjemy dwa bardzo ważne aspekty tego upamiętniania Narodzenia Pańskiego i wielbienia Boga za dar Jego obecności.

article-moderne-weihnachtsdeko-630x630

Po pierwsze ważne jest to, że sam mogę wejść do groty. Wszak Boże Narodzenie to uroczystość macierzyńska, święto domu rodzinnego i bezpieczeństwa. Mogę więc wyobrazić sobie, że Jezus rodzi się we mnie, gdy modląc się przebywam w grocie Bożego bezpieczeństwa. Grota jest dla mnie znakiem, że jestem otulony zbawienną miłością i obecnością Boga.
Drugi aspekt jest równie ważny, a łączy się z chrześcijańskim Chrztem. By ów związek pojąć, wystarczy uwzględnić znaczenie i symbolikę Chrztu, który jest darem Bożego życia w człowieku. Cud Betlejem i kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, dokonujące się w sakramencie Chrztu, to dwa wymiary tej samej zbawczej miłości święte-go Boga do grzesznego człowieka; to ten sam czyn Bożej dobroci, zbawiającej nas nie dla uczynków sprawiedliwości, ale dla Bożego miłosierdzia.

alternative-zum-weihnachtsbaum-54574e77dd444

Z miłości, Bóg daje się nam w Betlejem. Rodząc się człowiekiem, poniża się i wyzbywa chwały. Z tej samej miłości i dobroci odradza nas w Chrystusie do nowego życia. Chrzest jest więc osobistym Betlejem, gdyż Bóg, objawiony w słowie Ewangelii, rodzi się w nas. Jak w Betlejem, tak w Chrzcie Bóg wkracza w naszą historię i przemienia nasze życie. Rodzi się między nami i w nas, aby włączyć nas w tajemnicę Królestwa Bożego i uczynić dziedzicami życia wiecznego. Nowe życie rozpoczyna się tam, gdzie rodzi się Chrystus i gdzie Bóg składa swoje zbawcze dary, to znaczy w miejscu, w którym mieszka zło, ciemność i demony. Bo przecież w jaskiniach i grotach – jak utrzymują legendy – najczęściej mieszkają smoki, niebezpieczne węże i demony. Gdy więc Chrystus rodzi się w grocie naszego serca, wówczas znikają z niego węże i starodawne smoki, ustępują demony, a złe duchy, to znaczy te, które prowadzą do śmierci zamiast do życia, zostają pozbawione swojej mocy i władzy.
Rozmyślając nad Ewangelią Narodzenia Pańskiego, której widzialnym znakiem jest grota, nie zapominajmy, że w każdym z nas jest grota, czyli matczyne łono, w którym rodzi się Chrystus. W każdym z nas jest przestrzeń, w której jesteśmy u siebie, ponieważ tam mieszka w nas Bóg. Kto dociera do tego miejsca, dociera do Boga, dociera do siebie, dociera do życia.

 

 

 


« Wcześniejsze wpisy