Sty 2

Żywa woda

Marek Uglorz | Mądrość życia | 02.01.2010 |

[nggallery id=53]

Kto napije się wody, którą Ja mu dam,

Nie będzie pragnął na wieki,

Lecz woda, która Ja mu dam,

stanie się w nim źródłem wody wytryskującej

ku żywotowi wiecznemu” (J 4,14).

A w ostatnim, wielkim dniu święta

stanął Jezus i głośną zawołał:

Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije.

Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo,

z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej” (J 7,37n)

Ponad wszelką wątpliwość woda istniała przed człowiekiem. Zarówno świadectwo biblijne, grecka filozofia, jak i nauka są w tym względzie jednomyślne. Woda istniała wręcz wcześniej, aniżeli zaistniało życie. Dla żywych organizmów jest pierwszym środowiskiem, a nawet pierwszym pokarmem. Zdaniem starożytnych myślicieli, usiłujących rozwikłać tajemnicę wszechświata i wytłumaczyć całokształt zachodzących w nim zjawisk, woda jest jednym z czterech składników, elementów, czy też żywiołów, z których stworzony jest świat. Nauczali, że woda, wespół z ziemią, powietrzem i ogniem, tworzy podstawy wszystkiego, co istnieje. Uważali przy tym, że woda przewyższa pozostałe elementy. Spostrzeżenia Talesa z Miletu, że wszystko, co jest żywe, żyje wilgocią, a to, co wysycha, staje się martwe, ewidentnie jest filozoficznym zapisem powszechnego doświadczenia.

Woda powinna być żywa, jednak w naszym świecie coraz częściej bywa martwa. A wówczas rośliny, zwierzęta i ludzie chociaż czerpią ze źródeł i piją, poza dostarczaniem sobie płynu nie osiągają tego, co woda powinna zapewniać, a mianowicie odnowy życia. Dlaczego? Odpowiedź jest związana z budową wody, która przez długie dziesięciolecia była przedmiotem dyskusji. W 1984 r. biochemik z USA, dr L.H. Lorenzen, a kilka lat później naukowiec z Japonii, prof. M. Emoto, udowodnili, że woda potrafi magazynować informację o strukturze cząstek, pochodzących z innych produktów.  Nazywamy ja pamięcią molekularną. Z końcem XX wieku dowiedzieliśmy się jeszcze, że heksagonalne cząsteczki wody ulegają pionowemu zagęszczeniu, tworząc charakterystyczne ugrupowania i struktury, przypominające budowę kryształu kwarcu. Taka woda ma obraz uporządkowanych, zwielokrotnionych wzorów. Kryształ tworzy się zawsze w formie sześciokąta, podobnie jak płatki śniegu.

Żywa woda ma więc harmonijną i uporządkowaną strukturę, dzięki czemu potrafi przywracać właściwą budowę cząsteczkom, które z różnych powodów ją straciły. Wystarczy, aby weszła z nimi w kontakt. Oczywiście sama w tym czasie również musi mieć właściwą sobie strukturę, ponieważ z wody, której budowa została zniszczona przez złe przechowywanie, zanieczyszczenie i smog elektromagnetyczny, nie ma większego pożytku. Dzięki swoim zdolnościom, woda dostarcza żywemu organizmowi energii i składników odżywczych, dotlenia komórki i reguluje równowagę kwasowo – zasadową, zapewnia odpowiednią ciepłotę i usuwa z organizmu trucizny, powstałe w wyniku trawienia, a w końcu leczy te organy, których budowa komórkowa została zniszczona, na przykład z powodu złego przepływu energii.

Naturalną konsekwencją powyższych właściwości wody jest fakt, z którym nasza ewangelicka wrażliwość ma problemy natury teologicznej. Chodzi mianowicie o to, że ludzie pijący wodę, wypływającą ze źródeł, przy których znajdują się obiekty sakralne, poświęcone postaci Marii, Matki naszego Zbawiciela, często doświadczają uzdrowienia. Cóż, ze źródeł płynie żywa woda, zresztą podobnie jak górskimi i bliskimi swych źródeł potokami. A jeśli łączy się z nią wiara chorego człowieka, specjalnie nie ma się czemu dziwić.

Z kolei w ewangelickiej duchowości źródłem żywej wody w sensie przenośnym i teologicznym jest postać Jezusa Chrystusa, czemu dałem wyraz, umieszczając na początku biblijne motto z Ewangelii wg św. Jana. Jestem pewien, że słowom Jezusa warto poświęcić chwile refleksji.

Rozmowa z Samarytanką, z której pochodzą słowa pierwszego fragmentu, od dawna fascy­nuje artystów i egzegetów. Ewangeliczne opowiadanie jest bowiem pełne sym­bolicznych znaczeń, dzięki którym można tworzyć obrazy, pozwalające interpretować tajemnicę ludzkiej egzystencji. Co prawda egzegeza, polegająca na szukaniu w Piśmie Świętym sensu wyższego, duchowego, alegorycznego została przezwyciężona wraz z nastaniem współczesnej metody krytyczno-historycznej. Dlatego nie zachęcam do alegoryzowania każdego tekstu biblijnego, co jest niebezpieczne dla zrozumienia Biblii i chrześcijańskiej wiary. Sugeruję jednak, abyśmy uczyli się egzegezy zobrazowanego Słowa, to znaczy po badaniach historycznych i językowych, próbowali zobaczyć, w jaki sposób symbol został wykorzystany w badanym tekście biblijnym, jak funkcjonuje on w pozostałych tradycjach biblijnych oraz jaka była historia jego interpretacji. Idzie o to, aby na bazie  Słowa Bożego tworzyć nowe, zaskakujące skojarzenia religijne, psychiczne, społeczne, polityczne oraz inne, także w sferze sztuki.

Być może rezerwa, z jaką współczesna teologia traktuje biblijny symbol, pomijając jego znaczenie dla religijno-kulturowego rozwoju człowieka, jest jedną z przyczyn tego, że współczesna sztuka nie potrafi odnaleźć odpowiednich środków wyrazu, aby nawiązać kontakt z naszym pokoleniem? A przecież nic tak dobrze nie służy sztuce, jak religijny symbol. Dlaczego interpretacja symbolu miałaby pozostać jedynie metodą psychologii? W jakiejkolwiek występuje postaci, symbol umożliwia człowiekowi obcowanie z prawdą, która przecież nie jest ograniczona racjonalnym dowodem.

Ewangelista rozpoczyna opowieść od podania nazwy miasta. A Sychar znaczy zatkany. I tutaj na samym początku od razu ujawnia się podstawowa troska autora Ewangelii, aby wyschniętemu, a może zatkanemu człowiekowi, czyli odciętemu od źródeł życia, pomóc nabrać sił, a mówiąc inaczej po prostu odżyć. We wnętrzu wysuszonego człowieka już nic nie płynie: „Lecz woda, która Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu„.

Jezus wyczerpany podróżą – co również jest sym­bolem człowieka, zmęczonego drogą -, ­ około godziny szóstej usiadł przy studni. O tej samej godzinie Piłat skaże później Jezusa na śmierć: „A był to dzień Przygotowania Paschy, około szóstej godziny” (J 19,14). Szóstka jako symbol mozołu ludzkiej pracy (sześć dni roboczych) i ziemskiej niedoskonałości ewokuje siódemkę – symbol doskonałości i przemiany.

Żydów obowiązywał zakaz kontaktów z Samarytana­mi. Byli bowiem potomkami asyryjskich kolonistów, którzy po podboju Samarii wymieszali się z pozostały­mi tam Izraelitami. Żydowski Nauczyciel nie mógł w publicz­nym miejscu rozmawiać z niewiastą, w dodatku z Samarytanką. Jezus przełamuje jednak ciasnotę judaistycznych zakazów i prosi kobietę, aby dała Mu wody ze swojego dzbana. W wyniku prośby pomiędzy Jezu­sem a niewiastą nawiązuje się rozmowa, która przeczy wszelkim regułom ludzkiej rozmowy, ale Ewangelista właśnie dzięki tej formie, którą nadał dialogowi, chce pokazać, że nie chodzi jedynie o czysto zewnętrzne sprawy, lecz o wielką tajemnicę życia.

Początkowo rozmowa dotyczy wody, studni i źró­dła. Te pojęcia są symbolem głębszej rzeczywistości. Człowiek tęskni za wodą, która gasi jego pragnienie. Jezus mówi o żywej wodzie. Żywa woda jest wodą ze źródła i jest przeciwieństwem wody ze zbior­nika. W wypowiedzi Jezusa żywa woda symbolizuje wodę, która obdarza rzeczywistym życiem – życiem wiecznym. Nauczyciel wyjaśnia Samarytance, jaką wła­ściwość ma żywa woda: „Ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”  (J 4,14). Żywa woda, o której mówi Jezus, jest spełnie­niem wszystkiego, co ludziom kojarzy się z wodą. Kto chce wodą ugasić swe pragnienie, ten przecież chce żyć.

Skoro rozmowa ma miejsce przy studni, trzeba rozpoznać i jej znaczenie. Studnia stanowi przejście i granicę pomiędzy światłem dnia a ciemnością głębi. W tej strefie granicznej mieszkają duchy i wróżki. W pewnym micie z celtyckiej Irlandii jest to miejsce brzemiennego w następstwa spotkania między starą, brzydką czarownicą i przyszłym królem. Studnia jest wejściem do wnętrza ziemi, podziemnego świata, królestwa jeszcze nie narodzonych, jak również zmarłych. W bajce Siedem kruków bracia mają przynieść świętej wody, aby ochrzcić nowo narodzoną siostrzyczkę, ale dzban wpada im do studni. Ta studnia miała dawać wodę życia, sprowadziła jednak na braci, przez ich własną niezręczność, śmierć, co poświadcza przemiana w kruki (czerń jako kolor śmierci) oraz zamknięcie w szklanej górze.

Studnia może być także symbolem macierzyństwa. Kto spogląda w studnię, odnajduje powrotną drogę do łona, czyli do matki, odnajduje więc samego siebie. Zejście do studni może mieć znaczenie podróży poza krąg wszelkich dotychczasowych doświadczeń. Z psychologicznego punktu widzenia, dziewczyna, która wpada do studni bądź traci w niej cenną rzecz, wchodzi w kontakt z własną kobiecością i w sferze samoświadomości traci dziewictwo, zmieniając się w dojrzałą kobietę .

Nie tylko studnia ma bogate znaczenie symboliczne. Woda ma znaczeń i odniesień jeszcze więcej. Przede wszystkim jest religijnym środkiem odpędzania sił nieszczęścia i zła oraz mnożenia sił szczęścia i dobra. Sens kultowego obmycia wykracza poza oczyszczenie z cielesnego brudu i polega na uwolnieniu się od plam duchowych. Babilończycy określali wodę opisowo po prostu jako Oczysz­czającą. Starożytni Egipcjanie personifikowali oczyszczające oblanie wodą w postaci bogini Kebechet, która pojawia się w Tekstach piramid jako pomagająca królowi wstąpić do nieba. Oczyszczenie za pomocą wody może się zatem przyczyniać do zmartwychwstania i dalszego życia po śmierci.

Przez rytualne obmycie zdjęta zostaje z jednej strony nieczystość, grzech, z drugiej zaś dokonuje się zbawienie i otwiera możliwość nowego życia, czyli lustracja i konsekracja jako jedna czynność. W kontekście kąpieli faraona mówi się o wodzie wszelkiego życia i zbawienia. Królewska łaźnia miała wiele mówiącą nazwę dom poranny i znajdowała się zawsze przed właściwą świątynią. Nawet bóg słońca Re przed każdą dzienną wędrówką dokonuje obmycia w niebiańskim oceanie. Teksty piramid wspominają często o oczyszczającej kąpieli zmarłych, mającej im zapewnić nie tylko czystość, ale również nowe życie.

W wielkiej rodzinie symbolów, woda ma miejsce uprzywilejowane. Ona spada z nieba w postaci deszczu, rosy bądź śniegu. Wydobywa się ze źródeł i płynie strumieniami ku morzom. Potrafi zaspokoić pragnienie, uwolnić od brudu, zgasić ogień, ale tez unicestwić całe stworzenie. Przyjmując różne formy, woda może być spokojnym lustrem i leniwie płynącą  rzeką, skłaniającą do odpoczynku i kontemplacji, ale potrafi też być spienionym, rwącym nurtem i nieokiełznaną falą. Dlatego woda potrafi otwierać przed człowiekiem świat wielu wrażeń, doświadczeń i przeżyć. Ich zapisem i przekaźnikiem stały się starodawne przekazy ustne, które potem zostały spisane, stając się istotną częścią wielu kultur. Symbole, związane z wodą, po dziś dzień tworzą język, który nie jest przypadkowy, ale układa się w tematyczne całości, związane z naturą i życiem człowieka w świecie; obejmują najważniejsze ludzkie doświadczenia: życia i śmierci, trwania i przemijania, słabości i mocy, dobra i zła.

Nawiązując do prastarej tęsknoty wszystkich ludzi za wodą życia, która byłaby źródłem młodości, leczyła rany, chroniła przed starością i śmiercią, Jezus okazuje się jej speł­nieniem. Daje wodę, która obdarza życiem wiecz­nym. W jaki sposób? Wodą, o którą cho­dzi, jest nie tyle woda Chrztu, ile sam Jezus. Gdy człowiek łączy się z Jezusem i przyjmuje Jego słowa, wówczas Jezus staje się uzdrawiającą i odświeżającą wodą. Jeśli człowiek pije z tego wewnętrz­nego źródła, to na pewno nigdy nie uschnie. Nigdy nic poczu­je się pusty i wyczerpany. Płynące w nim źródło będzie niewyczerpane, ponieważ jest z Boga.

Po pragnieniu życia przychodzi kolej na tęsknotę za miłością. Na razie bez widocznego powodu Jezus mówi do kobiety: „Idź, zawołaj męża swego i wróć tutaj!” (J 4,16). Gdy Samarytanka odpowiada, że nie ma męża, Jezus mówi zagadkowe słowa: „Dobrze po­wiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego teraz masz, nie jest twoim mę­żem; prawdę powiedziałaś” (J 4, 17n). Egzegeci rozważali tutaj różne możliwości in­terpretacyjne. Pierwsza wychodzi od dosłownego zna­czenia słów Jezusa. Jezus jako prorok zna prywatne życie niewiasty. Żydówka mogła wyjść za mąż co naj­wyżej dwa lub trzy razy. Z judaistycznego punktu wi­dzenia postępowanie Samarytanki jawiłoby się zatem jako naganne. Jezus, w którym jej życie małżeńskie by­najmniej nie budzi oburzenia, w rozmowie daje świa­dectwo swej wewnętrznej wolności od wszelkich ste­reotypów. Kto spotyka się z Jezusem, ten zawsze spo­tyka się też z własną prawdą.

Sześciu mężów Samarytanki może też sym­bolizować niedoskonałość związku kobiety i mężczyzny. Nawet sześciu mężów nie potrafi zaspokoić tęsknoty niewiasty za miłością. Samarytanka – jak wszyscy ludzie – tęskni za bezwarunkową miłością. Lecz za każdym razem przychodzi jej doświadczyć, ze małżonek nie zaspokaja tej tęsknoty. Miłość do ludzkiej istoty może sprawić, że człowiek czuje się oczarowany, ale wkrótce za­czyna dostrzegać, że miłość jest ograniczona, przemieszana z roszczeniami majątkowymi, z zazdro­ścią, rozczarowaniami i goryczą. Albo że partner jest ograniczoną istotą. Tak rodzi się tęsknota za kimś, kto rze­czywiście zaspokoi tęsknotę za miłością. Sze­ściu mężów byłoby więc symbolem nieukojonego pra­gnienia życia, a także symbolem iluzji, w którą wszy­scy wpadają; iluzji, że nieskończoną tęsknotę na miłością może zaspokoić skończona istota.

Symbol sześciu mężów domaga się jak gdyby postaci siódmego męża, Jezusa. Ewangelista odsyła czytelników, tęskniących za miłością, do Jezusa, który na krzyżu umiera za wszystkich ludzi i okazuje swoją miłość – aż po spełnienie. Na krzyżu uwidacznia się spełnienie mi­łości, która w ludzkich próbach miłowania zawsze uka­zuje się jako niedoskonała. Dlatego Samarytanka słusznie konkluduje: „Panie, widzę, żeś prorok. Oj­cowie nasi na tej górze oddawali Bogu cześć; wy zaś mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy Boga cześć oddawać” {J 4,19n).

Drugi fragment biblijnego motta ma inny kontekst historyczny i teologiczny. Słowa: „Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije„, zostały bez wątpienia wypowiedziane w ostatnim dniu Święta Namiotów, które w czasach Jezusa upamiętniało czterdziestoletni pobyt Izraela na pustyni, a także było świętem dziękczynienia za plony, dlatego rozbrzmiewało modlitwami o deszcz. Dlatego każdego dnia z sadzawki Siloe przynoszono do świątyni wodę, którą uroczyście wylewano na ołtarz, co przypominało wytryśnięcie wody ze skały na pustyni. Jednocześnie był to symboliczny gest, zapowiadający obfitość wody w czasach ostatecznych (zob Za 14,17-20; Jl 3,23).

Słowami: „Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije„, Jezus ogłasza, że wraz z Nim nadeszło królestwo Boga, królestwo dobrobytu i wiecznego życia. W Jezusie, człowiekowi zostało darowane Boże źródło odnowienia sił i życia: „Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie!…” (Iż 55,1).

Czy pomiędzy żywą wodą, mającą wręcz zdolności lecznicze, a słowami Jezusa z Galilei, w których mówi, że wodą życia poi spragnionego człowieka, istnieje jakiś związek? Czy świat molekuł ma coś wspólnego ze światem słów? Czy przemijalne wchodzi w związek z nieprzemijalnym? Czy naszą duchowość możemy budować na obu wymiarach, zachowując religijną cześć dla Boga? Różne tradycje chrześcijaństwa odpowiadają na te pytania bardzo różnorodnie, wręcz wykluczająco, jeśli jednak poważnie potraktujemy fakt wcielenia Syna Bożego i naszą luterańską tradycję, za odpowiedź na te pytania możemy potraktować teologię i  praktykę chrztu. Dar zbawienia, udzielany zanurzeniem w wodzie, jest znakiem wiary w Boga, który, wykorzystując molekuły życia, działa w stworzonym przez siebie świecie dla ludzkiego dobra.

Woda, w której można się zanurzyć i obmyć, stała się znakiem zanurzenia w zbawiennej śmierci Jezusa Chrystusa, aby człowiek mógł wyjść odnowiony i bogaty w Boże życie. Zanurzenie, które pozwala doświadczyć dobroczynnego i uzdrawiającego działania wody, w znaku chrzestnego obmycia, stało się znakiem Bożej łaski. Oczywiście ochrzczony, czyli zanurzony w zbawczej śmierci Jezusa Chrystusa, doznaje skutków, których sama woda sprawić nie może. Kiedy ap. Paweł został ochrzczony, opisał swoje nowe życie następująco:  „Z Chrystusem jest ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; …” (Ga 2,20).

Niewielka ilość wody, która mieści się w chrzcielnicach, uniemożliwia pełne zanurzenie człowieka. Kiedy w czasie chrztu głowa chrzczonego jest tylko polewana, chociaż skutek jest ten sam, sam gest nie ma już tak wielkiej siły oddziaływania, jak przy pełnym zanurzeniu w baptysterium, albo rzece. Wyraz chrzest wywodzi się etymologicznie od zanurzać i nawiązu­je do dawnego obrzędu zanurzenia, podczas którego chrzciciel całkowicie zanurzał chrzczonego, wpychając jego głowę pod wodę: symbol wstąpienia w wody śmierci, z których wychodzi potem nowy człowiek. Doktor Kościoła, Cyryl z Jerozolimy (około roku 360) porównuje trzykrotne zanurzenie z trzydniowym pobytem Chrystusa w grobie: „Owa zbawcza woda stała się dla was jednocześnie grobem i matczynym łonem„. W tym kontekście należy rozumieć teksty patrystyczne, w których wybawienie chrzczonego od piekła i śmierci porównuje się z wybawieniem Jonasza z morskiej głębi, symbolu świata podziemi. W liturgicznym zanurzaniu i wynurzaniu się, zstępowaniu w dół i wstępowaniu w górę przejawiają się kultowe gesty pierwotne, dzięki którym chrzczony może mieć nadzieję na przejście z śmiertelnego życia do udziału w królestwie Bożym.

O ile u Żydów, esseńczyków z Qumran, ale także w antycznych misteriach, rytualnych obmyć i kąpieli, których celem było oczyszczenie, dokonywano przez samozanurzenie, o tyle chrzest Janowy nie był chrztem samodzielnym, lecz udzielanym przez żyjącego na pustyni Jana Chrzciciela w formie inicjacyjnego rytuału. Jan wiedział jednak, że po nim przyjdzie ktoś inny, silniejszy, kto będzie chrzcił nie tylko wodą, lecz Duchem Świętym (Mk 1,7,n.). Jan Chrzciciel był zatem poprzednikiem i prekursorem Jezusa Chrystusa. Janowy chrzest wodą jest nierozerwalnie związany z wyznaniem grzechów przez chrzczonego i ma na celu ich odpuszczenie.

Stąd symbolika zanurzenia była wspomagana, innymi, równie ważnymi symbolami. Chrzczony przychodził od zachodu a wychodził w stronę wschodu, ponieważ przyjście Chrystusa na ziemię będzie podobne wschodzącemu słońcu, które wyłaniając się zza horyzontu, pokonuje ciemności nocy. Przed wejściem do wody, chrzczony, zwrócony ku zachodowi, wyrzekał się szatana i ciemności, a następnie odwracał ku wschodowi i wchodząc do wody szedł w kierunku światłości. Odtąd przestawał być sługa ciemności a stawał się dzieckiem światłości. Stąd do wody wchodził nago, a wychodząc przyodziewał nowe szaty, mające unaocznić jego nowy stan, obmycia z grzechu i przyobleczenia w światłość i sprawiedliwość Chrystusa.

To kroczenie przez wody chrztu i wychodzenie z nich , miało w sobie coś ze zwycięskiej przeprawy i odważnego kroczenia ku drugiemu brzegowi. Było jakby spełnioną nadzieją, chociaż czas doczesnej wędrówki wciąż trwał. Przypominało wielkie wydarzenia z historii Izraela, kiedy naród powołany do wielbienia Boga i przez Niego prowadzony , zdążając na wschód ki Ziemi Obiecanej., bezpiecznie przekroczył wody Morza Czerwonego. Bóg pozwolił ludowi przejść zwycięsko przez wzburzony żywioł, który pochłonął prześladowców. Tamto pamiętne wydarzenie stało się zbawiennym znakiem i zapowiedzią tego, co z Bożej miłości miało się  stać w czasach mesjańskich.

Rozmyślając nad znaczeniem chrześcijańskiego chrztu należy jeszcze pamiętać o dziele stworzenia i starej tradycji wyznawania Boga, jako Tego, który panuje nad morskim potworem  Woda chrztu jednocześnie jest prawodą stworzenia w sensie ścisłym. Zrozumiałe więc jest, że nie tylko Ojcowie Kościoła wskazywali na fragmenty ze Starego Testamentu. Obok Kościoła rzymskokatolickiego i prawosławnego także ewangelicyzm odwołuje się do historii zbawienia. Według niemieckiego obrządku chrztu dla Kościoła luterańskiego, ksiądz, wlewając wodę do chrzcielnicy, wypowiada słowa: ,,Woda, którą chrzcimy, jest zarazem znakiem śmierci i życia (…). Wszystko, co jest, wzięło swój początek, kiedy duch Boży podczas stworzenia unosił się nad wodami. Podczas potopu wszakże nastąpił koniec wszelkiego życia (…). W wodzie chrztu winno zatem utonąć wszystko, co dzieli nas od Boga. Z wody chrztu winien zmartwychwstać człowiek, który żyje z Chrystusem„.

Zejście do chrzcielnicy, cytowany wyżej Cyryl z Jerozolimy, nazywa zstąpieniem do wód śmierci, gdzie mieszka smok morski. Wchodząc do Jordanu, Chrystus zniszczył smoka. Potwór ten jest mitycznym symbolem zła, śmierci, sięgającym praczasów, kiedy Bóg zmiażdżył łeb Lewiatanowi (Ps 74,14). Historyczne zdarzenie chrztu Chrystusa kojarzone jest z mitycznym wydarzeniem z praczasów, dlatego nie bez powodu ap. Paweł określa Chrystusa mianem ostatniego Adama (l Kor 15,45-47). Przez pierwszego Adama pojawiły się grzech i śmierć, przez Chrystusa łaska i życie.

O chrzcie można powiedzieć, że jest podstawowym działaniem chrześcijan, w którym objawia się chrześcijańska specyfika. Woda jako element natury otrzymuje swoje znaczenie dopiero przez śmierć Chrystusa na krzyżu. Jak Noe ocalał z potopu dzięki drewnianej arce, tak dzięki drzewu krzyża człowiek chrzczony znajduje ocalenie w chrzestnej wodzie. Chrzest jest więc parabolą śmierci Chrystusa, religijnym aktem umiera­nia i zmartwychwstania w Chrystusie (Rz 6). Dlatego chrzcielnicę z wodą można uznać za źródło wód życia, życiodajne środowisko, w którym rodzą się nowe istoty, jakimi są chrześcijanie.

Chociaż życie z Chrystusem zapewnia człowiekowi udział w zwycięstwie nad mocami ciemności, jednak walka ze złym duchem i śmiercią powinna trwać przez całe życie. Póki ochrzczony żyje, póty w  każdej chwili ma być przysposobiony do walki ze złem, które chce go zniszczyć. Czy tylko w sensie duchowym? Nie mam najmniejszej wątpliwości, że nie tylko. Zło niszczy przecież całego człowieka. Dlatego pamiętajmy, że w imię zbawiennego związku z Jezusem Chrystusem mamy dbać o zdrowie, swoje i najbliższych. Współcześnie wiemy przecież bardzo dobrze, że nie jest obojętne, co jemy i pijemy. A skoro Bóg przyprowadził nas do źródła żywej wody, przy którym obdarował nas zbawieniem, czyli oczyszczeniem, uzdrowieniem i uwolnieniem spod panowania śmierci, zastanówmy się nad tym, co pijemy? Żywa woda może uzdrawiać nas każdego dnia.