Kwi 6

Z Wielkanocą kojarzymy symbole, których rodowód jest starszy aniżeli chrześcijaństwo. Chociaż wyłaniają się z mroków ludzkiej egzystencji, przetrwały w obrzędowości i kulturze, ponieważ wyrażają najbardziej pierwotne i wciąż aktualne pytania człowieka o życie i śmierć, a jednocześnie poprzez symboliczne oddziaływanie są wziętymi z natury i do życia świata odsyłającymi odpowiedziami.

Jednym z nich jest wielkanocne jajko. Nie samo jajko, ale jako miejsce narodzin nowego życia. Jajko jest wielkanocnym symbolem tylko dlatego, że kluje się z niego ptak, który przedtem przebił się przez skorupę, wewnątrz której dojrzewał do narodzin. Wielkanocne jajko jest więc symbolem starego świata, z którego w zmartwychwstałym Chrystusie rodzi się nowy świat. Zawężając można powiedzieć, że jajko jest symbolem grobu, który nie jest miejscem unicestwienia, ale zbawczej przemiany. Śmierć jest więc związana z wysiłkiem, cierpieniem, zagrożeniem, jednak z grobu powstaje nowy człowiek, ostatecznie ukształtowany i wiecznie żywy.

Taka jest odpowiedź natury na nasze pytanie o sens życia i śmierci, chociaż niestety niedoskonała, skoro ptak znowu musi umrzeć. Stąd właśnie religie naturalne, nie przebijając się przez zasłonę natury, nie potrafią oderwać się od przeklętego cyklu wiecznych narodzin i śmierci, chyba że przez ucieczkę z materialności świata i własnej cielesności, a przecież taka odpowiedź jest nam obca.

Podobnie my, widzimy tylko groby i przypominając Marię płaczemy: „Ale Maria stała zewnątrz grobu i płakała. A płacząc nachyliła się do grobu” (J 20,11). Cielesnymi oczami nie dostrzegamy niczego więcej poza owym jajkiem, które co prawda kryje w sobie nowe życie, ale wciąż poddane jest prawu przemijania i śmierci. Jest nam smutno, że kochani przez nas umierają, sami też boimy się śmierci.

Pozostaje nam płacz, na który Zmartwychwstały reaguje pytaniem: „Czemu płaczesz?” (J 20,15). No właśnie, dlaczego płaczemy? Ponieważ zawierzyliśmy oczom, a one widzą jedynie zewnętrzność, a więc to, co jest materialne i w istocie rzeczy przemijające. Nasze oczy widzą świat, który wciąż się staje, dojrzewa do ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, a nie są w stanie dostrzec tego co istotne, co się dzieje wewnątrz ciągłej zmiany, a mianowicie niczym nie zahamowanego triumfu życia nad śmiercią.

Nasze oczy widzą śmierć, która przynależy do porządku tego świata Dostrzegają jedynie to, bez czego nie byłoby dojrzewania. Także Chrystus musiał zstąpić w krainę śmierci, aby z niej wywieść zwycięstwo odnowionego świata. Maria też nie była zdolna zobaczyć niczego więcej, tylko ów grób, w którym położono Jezusa Czy przedarła się przez narzucającą się zewnętrzność? Nie. Do tego stopnia, że nie poznała Jezusa. Dlaczego? Ponieważ oglądała oczami. W płaczu, zza zasłony łez nie dostrzegła prawdy. Widziała tylko grób. Cóż z tego, że pusty? Widocznie zabrali Pana z grobu i położyli w innym miejscu.

Doszło więc do tego, że Maria płakała nie tylko z powodu śmierci, ale także dlatego, że nie mogła zobaczyć dowodu śmierci. I tutaj jesteśmy u podstaw, dotknęliśmy jądra. Widząc grób płaczemy i płaczemy, ponieważ widzimy grób. Nie potrafimy wydostać się z zaklętego kręgu płaczu. Nie potrafimy zobaczyć niczego poza śmiercią, której dowodów poszukujemy wokół siebie w niemal każdym wydarzeniu. My po prostu nie chcemy nie płakać z powodu śmierci, ponieważ posługując się tylko oczami wszędzie dostrzegamy jej ślady.

Maria przestała płakać dopiero wówczas, gdy usłyszała swoje imię. W chwili, w której Jezus wypowiedział imię Marii, ona usłyszała wszystko, co może usłyszeć zapłakany człowiek. Jezus nie musiał mówić niczego więcej. Gdy Maria usłyszała swoje imię otworzyły się jej oczy i poznała, że naprzeciw stoi ukochany Nauczyciel. Przedtem nie poznała Jezusa, bo używała oczu, a te nie docierają do prawdy, która jest innej natury.

Prawda jest słowem, które stało się obrazem. Prawda jest łaską, która działa w naturze, chociaż nigdy przeciwko niej. Prawda jest Ewangelią, która objawia znaczenie symbolu, chociaż mu nie zaprzecza. Prawdą jest Chrystus, który najpierw był umarły, ale zmartwychwstał. W poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania trzeba koniecznie uaktywnić uszy, aby usłyszeć Ewangelię, którą Zmartwychwstały kieruje pod naszym adresem.

W Święta Wielkiej Nocy życzę Wszystkim, abyśmy usłyszeli Zmartwychwstałego, który wzywa nas po imieniu i wyrywa z przeklętego kręgu płaczu.