Sty 2

[nggallery id=52]

Cudowna różdżka wzrosła,

gałązka bardzo mdła;

Prorocka wieść doniosła,

że z Isajego pnia zakwitnął cudny kwiat

w pośrodku ostrej zimy, gdy ciemność kryła świat” (ŚK 45,1).

Trudno wyobrazić sobie kwitnący ogród w najdłuższą noc roku, gdy za oknami często śnieży, wieje i jest zimno. Zdaniem pokolenia zurbanizowanej wrażliwości, w świętą noc Bożego Narodzenia wszystko rozgrywa się wewnątrz przytulnych mieszkań, w rodzinnym gronie, gdy zewsząd słychać Słowo od Boga o tym, że dłużej nie mógł znosić ludzkiego wyobcowania i udręki w ciemnościach, wobec czego w swoim Synu pojawił się w naszym świecie i historii.

Może to i prawda, że wigilijnego stołu nikt nie ustawia na zewnątrz domu, jednak tęsknota za ogrodem przynagla nas do tego, żeby 12 świętych dni, od Wigilii Bożego Narodzenia po Święto Epifanii, było nie tylko pełnych zieleni zimozielonych roślin, ale przede wszystkim przeniosło nas do utraconego ogrodu życia, który znowu staje przed nami otworem, bo pośrodku ostrej zimy zakwitnął cudny kwiat. Kwiat zbawienia!

Słowo zbawienia o narodzonym w Betlejem Mesjaszu jest ziarnem, wsianym w glebę ludzkich lęków i pożądliwości, z którego wyrasta ogród życia, ogród w którym znowu jesteśmy u siebie, w obecności Boga, pojednani z całym stworzeniem, bez lęków, wolni od uśmiercających pragnień. Ziarno Ewangelii tworzy ogród życia, a my – w wigilijną noc wsłuchani w to Słowo – czujemy się jak w ogrodzie. Dlatego o wyjątkowej nocy Bożego Narodzenia mówimy, że coś w nas zapoczątkowuje i umożliwia uczynienie nowego etapu w codziennym życiu. To tak, jakbyśmy mieli szansę znaleźć się w ogrodzie Eden i rozpocząć życie nie w Adamie, czyli w grzechu, ale w Chrystusie, czyli w sprawiedliwości Bożej.

Wigilijna noc jest nocą cudu! Noc zimowego przesilenia, czyli w pogańskich religiach święto odradzającego się słońca, ludzie przeżywali jako uobecnienie początku. Obrzędami i wróżbami uczestniczyli w dniu pierwszym, w dniu stworzenia, aby życie rozpocząć od nowa. Dlatego z tą nocą było związanych wiele przesądów i ludowych wyobrażeń. Wszędzie miały błąkać się duchy, ponieważ ta noc jest okresem czarów, dziwów, niesamowitych zjawisk i nadprzyrodzonych mocy, rządzonych przez tajemniczy i nieodgadniony świat zmarłych. Jest to czas nad wyraz osobliwy: radosny i straszny zarazem. To noc, podczas której nie ma rzeczy niemożliwych. Według starych wierzeń w tę noc otwiera się wnętrze ziemi i jasnym płomieniem świecą ukryte w nim skarby, woda w źródłach, potokach i rzekach zmienia się na chwilę w wino i miód, a nawet w płynne złoto. Wtedy też srebrną gwiazdką zakwita kwiat paproci, dopiero w późniejszych legendach przeniesiony na noc świętojańską. Tej nocy pod śniegiem rozkwitają cudownie pachnące kwiaty, a drzewa owocowe w sadach i od razu, tej samej nocy wydają owoce. Ptaki rozmawiają wtedy ludzkim głosem, mówi także bydło domowe, pszczoły w ulach budzą się z zimowego snu, a martwe kamienie ożywają i obracają wokół własnej osi. Jednym słowem cała przyroda przeżywa świętą i tajemniczą odnową.

Takie były dawne wierzenia. I biada temu, kto chciał zrozumieć te tajemnice. W tradycji ludowej zachowało się mnóstwo opowieści o śmiałkach pochłoniętych przez źródła, z których chcieli zaczerpnąć wina, o gospodarzach, którzy od własnych zwierząt usłyszeli wyrok śmierci, podsłuchując je w wigilijną noc i o zagubionych na zawsze, którzy wybrali się na poszukiwanie kwiatu paproci.

Dla nas – chrześcijan –  cudem jest nie to, że co roku mamy nowy początek, ale to, że prawdziwy początek zawiera się w końcu, o czym nie świadczą nam ludowe podania, ale Słowo od Boga, Słowo Życia, Ewangelia Chrystusa. Gdy wypełnił się czas i Bóg zesłał swojego Syna, stał się rzeczywisty i prawdziwy początek. Starych rzeczy już nie pamiętamy i nie opowiadamy. W wigilijny wieczór nie powracamy zatem do pierwszego dnia, bo żadnym obrzędem ani wróżbą nie jesteśmy zdolni odnowić stworzenia i naszego życia, ale  w Chrystusie, który jest początkiem i końcem, dostrzegamy jedność dnia pierwszego i ostatniego, a właściwie uobecnienie i wypełnienie się pierwszego w ostatnim.

Mając perspektywę, w której odnowienie świata jest Bożym darem w Jezusie Chrystusie, wigilijną noc przeżywamy nie jako kultowe odwzorowywanie początku, ale jako wielkie dziękczynienie za dar zbawienia. To jednak nie przeszkadzało nam przez wieki asymilować religijnych obrzędów, dzięki którym poganie uczestniczyli w misterium stworzenia świata. Ich symbole nocy zwycięskiego słońca, którym roztropnie i z teologicznym realizmem nadawaliśmy przez wieki ewangeliczną treść, stały się też naszymi. Stąd między innymi chcemy, aby w noc, upamiętniającą narodzenie Mesjasza, nasze otoczenie przypominało ogród, pełen życia.

Kto wie, czy symbolem najmocniej kojarzącym się ze świętami nie są rośliny? Ozdabia się nimi cały dom. W ten sposób powstaje niezapomniana atmosfera ogrodu. Wokół jest pięknie i kolorowo. Rośliny dodatkowo przystraja się owocami, szyszkami, ozdobami, czerwonymi kokardami i ustawia się w honorowym miejscu. Do roślin, którymi tworzymy świąteczny ogród życia należą drzewa: sosna, jodła i świerk, bądź ich gałęzie. Na świątecznych stołach kładziemy też owoce dwóch innych drzew: jabłoni i orzecha. Odświętną atmosferę Świąt Narodzenia Pańskiego tworzą ponadto: ostrokrzew, jemioła, bluszcz, poinsecja, rozmaryn. Każda z nich ma swoje znaczenie.

Podróż po świątecznym ogrodzie rozpocznijmy od arboretum. Nie ulega przecież wątpliwości, że drzewa są najważniejszymi elementami każdego ogrodu, a już zwłaszcza Bożego: „Okazałość Libanu przyjdzie do ciebie, jałowiec, jesion i cyprys społem, aby przyozdobić moje święte miejsce, gdyż chcę uczcić miejsce, gdzie stoją moje nogi” (Iż 60,13).

Zwyczaj zdobienia domów w czasie przesilenia zimowego wiecznie zielonymi roślinami jest bardzo stary. Wiemy o tym, że Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą bądź bluszczem, kiedy przygotowywali się  do świątecznych obchodów boga urodzaju, Saturna, przypadających na dni od 17 do 24 grudnia. Odbywały się wówczas procesje ze światłem i obdarowywanie prezentami.

W wielu kulturach i religiach zimozielone rośliny, przede wszystkim iglaste, od dawien dawna uchodziły za symbol życia, płodności, odradzania się. Na przykład Germanie w porze zimowej zawieszali zielone gałęzie jodłowe na drzwiach wejściowych, w stajni i pod sufitem w pomieszczeniach mieszkalnych. Wierzono, że ostre szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. Zwyczaj ten był pielęgnowany przez długi czas, nawet wówczas, gdy chrześcijaństwo od dawna było obecne w Europie. W tej porze roku, gdy przyroda nie dawała człowiekowi żadnego pożywienia, zielone gałązki przynosiły nadzieję na nadejście wiosny. W średniowieczu ozdabiano i wystawiano drzewka np. podczas świąt rycerskich, jednak tylko podczas imprez publicznych i poza pomieszczeniami mieszkalnymi. Jednym z takich świątecznych drzewek była niegdyś również choinka.

Zwyczaj ustawiania choinek w domach w okresie Bożego Narodzenia pochodzi z Niemiec. Drzewko bożonarodzeniowe pojawiło się w XVI w. najprawdopodobniej wpierw w Alzacji. Prawdopodobnie tam zaczęto wstawiać choinki do domów i ubierać je jabłkami oraz papierowymi ozdobami. Zwolennikiem tego zwyczaju miał ponoć być sam ks. Marcin Luter. Sztych Łukasza Cranacha Starszego, datowany na 1501 bądź 1509 r., jest najstarszym zachowanym dowodem tej tradycji – przedstawia m.in. choinkę, przystrojoną gwiazdami i świecami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to bractwo czeladników piekarskich z Fryburga ustawiło choinkę w szpitalu św. Ducha, ozdabiając ją jabłkami, gruszkami, opłatkami, piernikami, pomalowanymi orzechami i zabawkami z papieru. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach, dopiero w późniejszych czasach dotarł na wieś.

Zwyczaj ustawiania ozdobionej choinki tak się prawdopodobnie spodobał, że już w XVI-tym wieku groziło to „wycięciem lasów”, stąd na przykład miasto Fryburg zabroniło w 1554 r. wycinania choinek „pod karą 10 szylingów”. Sześć lat później w jednym z miast Alzacji wydano rozporządzenie, że żaden obywatel nie może wycinać w lesie przed Bożym Narodzeniem choinek, które są większe niż sześć stóp, czyli ok. 2 m.

Do rozpowszechnienia zwyczaju przyozdabiania choinek na Boże Narodzenie prawdopodobnie przyczynili się kolejarze. Chłopi z gór Harzu i z Turyngii wycinali choinki do ozdabiania świątecznych bazarów w miastach. Od 1851 r. berlińskie gazety informowały, kiedy upragniony towar przyjedzie na dworzec. Pod koniec XIX w. zwyczaj stawiania choinek w domach w okresie Bożego Narodzenia rozpowszechnił się po całych Niemczech i natychmiast przeniósł się do innych krajów.

W 1837 r. zwyczaj dekorowania drzewek bożonarodzeniowych wprowadziła we Francji księżniczka Helena Meklemburska. Wkrótce choinki rozpowszechniły się w całej Europie i Ameryce Północnej, a to za sprawą brytyjskiej królowej Wiktorii, która w 1840 poślubiła niemieckiego księcia Alberta Sachsen-Coburg-Gotha, przyczyniając się w ten sposób do wielkiej popularności rzeczy i zwyczajów niemieckich. Pierwszą choinkę w Białym Domu udekorowano w 1856, za prezydentury Franklina Pierce’a. Do Polski choinka dotarła na przełomie XVIII i XIX w. W XX w. pojawiła się nawet w krajach niechrześcijańskich.

W Polsce zwyczaj przybierania izby w Wigilię Bożego Narodzenia znany był od bardzo dawna pod postacią tzw. podłaźniczki i sadu oraz ustawiania snopów zboża. Podłaźniczka to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami, orzechami i jajkami (symbolem życia) i zawieszana nad drzwiami sieni, w domu stawiana w kącie tzw. czarnej izby oraz w oborze. Była symbolem życiodajnej siły słońca, ochroną domu i mieszkańców od złych mocy i uroków. W niektórych okolicach w Wigilię zawieszano „sad”, czyli krążek wypleciony ze słomy z ażurową kulą, czyli „światem” w środku. Koło i kulę, będące elementami „sadów”, uważano za symbole wieczności i porządku w kosmosie.

Religijna symbolika drzewa nie jest przypadkowa. Już samo w sobie drzewo budzi podziw i podobnie do rozgwieżdżonego nieba może być źródłem wewnętrznych przeżyć oraz religijnych doświadczeń. Dawni ludzie lokowali w drzewie wyraz wyższej mocy. Drzewo było dla nich teofanią, obrazem kosmosu i symbolem życia. Symbolika wywiedziona z pionowej formy przekształca bowiem miejsce, w którym rośnie drzewo, w oś świata, w centralne miejsce kosmosu, w którym człowiek przeżywa najważniejsze chwile i doświadcza objawienia prawdy, stąd także w ogrodzie Eden szczególne znaczenie miały dwa drzewa: drzewo życia i drzewo poznania dobra i zła (1 Mż 2,8).

Dawne wyobrażenia czyniły z drzewa łącznik między niebem i ziemią, a nawet podziemiem. Z tego względu drzewa sadzono w pobliżu miejsc kultu, na przykład kaplic, cmentarzy, kościołów. Umieszczanie drzew na mogiłach łączyło się z chęcią zapewnienia zmarłym możliwości odrodzenia, jednak później traktowane było jako działanie obronne, mające chronić żywych przed szkodliwym działaniem pogrzebanych. W kulturze ludowej panowało przekonanie o możliwości przemiany człowieka w drzewo, które zachodzi w momencie wzrastania drzewa posadzonego na mogile zmarłego. Motywy te pojawiają się w wierzeniach i kulturze wielu ludów.

W wierzeniach ludzi, od najdawniejszych czasów pojawia się drzewo kosmiczne, umiejscawiane w sakralnym centrum świata. Wśród drzew, lokowanych w środku świata, najczęściej znajduje się dąb (Celtowie), jesion (Skandynawowie), lipa (Germanie), brzoza (wschodni Słowianie), figowiec (Hindusi), a obok nich także jabłoń i sosna.

Wśród gatunków drzew, które stanowią centralne miejsce naszych ogrodów życia, tworzonych na czas Świąt Narodzenia Pańskiego, pod względem religijnym najważniejsza jest sosna. Czcią otaczano ją w starożytnej Grecji, Rzymie i Galii, a także w Chinach i Japonii.

Około 3000 lat p.n.e. w Chinach, za panowania cesarza Szen Nung, pijano herbatę, przestrzegając ścisłego ceremoniału, którego dopełniano pod sosną – na cześć dobrego ducha mieszkającego w tym drzewie. W chińskich wierzeniach pojawia się też motyw sosny jako szczególnego drzewa. Sosny sadzone na grobach sosny miały wzmacniać ciała zmarłych i ocalać tym samym przed rozsypaniem się w pył. Równocześnie drzewo miało dodawać energii duszom przodków. Sadzona w chińskich ogrodach, sosna symbolizowała stałość, nieśmiertelność i siłę charakteru.

Zwyczaj picia herbaty pod sosną przejęli w VIII wieku Japończycy. Czynili tak w celach obrzędowych. Jeszcze w XVI wieku Samurajowie urządzali uroczystość picia herbaty pod sosnami, rosnącymi wokół świątyni Kitano-Tenmangū w Kioto. W japońskich ogrodach sosna była symbolem długiego życia. W japońskiej sztuce układania kwiatów – zwanej ikebaną – gałązki sosny symbolizują skały i kamienie.

W mitologii starożytnej Grecji lasy i polany miały być zamieszkane przez nimfy, driady i męskich bogów średniej rangi, w tym Pana. Pan zakochał się w nimfie zwanej Pitys. Zazdrosny o nią kochanek, Boreasz, zrzucił ją ze skały. W miejscu śmierci z ciała nimfy wyrosła sosna. Krople żywicy, widoczne na złamanych przez wiatr gałęziach sosny, uważano za łzy Pitys, wspominającej młodość i obydwu adoratorów. Pamiątką po opowieści jest nazwa jednego z gatunków sosny: Pinus pityusa, który rośnie nad Morzem Czarnym.

Grecy przydzielali bóstwom atrybuty, które symbolizowały ich moc, rangę oraz umożliwiały identyfikację. Asklepiosa przedstawiano z berłem lub kijem w jednej ręce, wokół kija często okręcony był wąż, w drugiej trzymał sosnową szyszkę. Szyszka sosny symbolizowała prawdopodobnie żywotność i płodność. W Grecji sosna poświęcona była także matce bogów – bogini Kybele i Attisowi. Sosnowa szyszka wieńczyła tyrs (gr. thyrsos) – laskę Dionizosa (także Bachusa), symbolizowała las i łączyła Dionizosa z Kybele.

Rzymianie, dla których Kybele stała się Cybele, boginią przyrody i płodności, nazywali ją Wielką Matką i również ofiarowali jej świętą sosnę. Podczas uroczystości poświęconych tej bogini do obrządku wykorzystywano młode sosenki. Sosnowe szyszki pojawiały się także na antycznych amuletach i miały znaczenie symbolu fallicznego. Uważane były za symbol płodności i często są w tym charakterze stosowane również współcześnie – umieszczane na szczytach nóg drewnianych łóżek i jako ozdobne rzeźbienia.

Słowianie traktowali sosny z szacunkiem i powagą. Między innymi była świętym drzewem słowiańskiego demona Boruty. Według wierzeń, jako władca lasu i opiekun zwierząt, zamieszkiwał starą sosnę w centrum puszczy. Także w trakcie obchodów Święta Wiosny sosna pełniła rolę przedmiotu liturgicznego. Gałąź sosnową lub małe drzewko przybierano w kwiaty i inne ozdoby i obnoszono po domach życząc szczęśliwego „nowego latka”. Uroczystość nazywała się „chodzeniem z gaikiem”, „chodzeniem z królewną”.

Podczas prac archeologicznych w Kowalewku, gdzie odkryto cmentarzysko kultury wielbarskiej, archeolodzy prowadzący badania ustalili, że podczas ceremonii pochówku używana była sosna. W grobach szkieletowych znalezione zostały węgle drzewne, w większości pochodzące z drewna sosnowego. Z analizy węgli drzewnych w grobach ciepłopalnych wynika, że z drewna sosnowego formowano stosy kremacyjne, prawdopodobnie ze względu na zawartość żywicy, jak również powszechne występowanie. Archeolodzy sugerują, że sosna mogła być użyta przy pochówku ze względu na wierzenia wielu społeczności antycznych i nowożytnych, które uznawały sosnę za symbol smutku, ale i nieśmiertelności.

Sosna miała również moce magiczne i uzdrawiające. Popiół z jej igieł przykładano na dziąsła, co uśmierza ból zębów. Metodę tę stosowali nie tylko Słowianie, ale także Japończycy i Indianie. Z kolei szyszki i pędy sosnowe, gotowane razem w serwatce i wypijane zaraz po porannej modlitwie, uważano za skuteczny lek przeciw bólowi kości, czy swędzeniu głowy.

Wierzono, że sosnowa trumna zapewniała umarłym spokój wieczny, sprawiała, że dusze godziły się z nową rzeczywistością i nie pragnęły wracać z zaświatów. Żyjącym dawała zaś pewność, że zmarły w najbliższym czasie nie pociągnie ich za sobą.

Również na terenie Meksyku i Ameryki Środkowej sosny były przedmiotem kultu. Aztekowie uważali Pinus teocote za drzewo bogów. W świątyniach palili w ofierze bogom aromatyczną kalafonię, pozyskiwaną z żywicy tej sosny. Mieszkańcy Gwatemali do czasów obecnych używają sosnowej kalafonii w obrzędach religijnych. Otaczają sosny ochroną, starając się ich nie ranić i nie zabijać. Materiał do ceremonii lub domowego użytku pozyskują z bocznych gałęzi, pozostawiając na szczycie drzewa nie naruszoną kępę z igłami tak, aby drzewo mogło nadal żyć i rosnąć.

Drugie miejsce po sośnie, pod względem religijnych znaczeń, przypada jodle. W całych Karpatach zajmowała szczególne miejsce w tradycyjnej wizji świata. Pełniła funkcję  kolumny niebios, czyli świętego drzewa kosmicznego. Karpaccy pasterze posługiwali się jodłą, zapewniającą życie i płodność, w różnych obrzędach i magicznych zabiegach. Jej gałązką uderzali na przykład bydło przy pierwszym wypędzaniu na paszę, przez jedlinę cedzili mleko, aby krowie nie zaszkodziła czarownica. Jodłowa gałązka umieszczona nad drzwiami, wiodącymi do pomieszczeń dla zwierząt, chroniła je przed urokami i czarami.

Zieloną jodełką lub jej gałązkami przystrajano też izbę na czas Świąt Godowych czyli Bożego Narodzenia. Jeszcze do niedawna na południowym wschodzie Polski w izbie, w której spożywano wieczerzę wigilijną, a niekiedy także w innych pomieszczeniach domu i zagrody, szczytem w dół wieszano u stropu wierzchołek jodły (rzadziej świerka), nazywany podłaźnikiem, bądź podłaźniczką. Ubierano go jabłkami i wspomnianymi wcześniej światami, czyli kulami wykonywanymi z opłatków, czasem także orzechami.

Z podłaźniczką wiązało się szereg wierzeń i zwyczajów. Istniało na przykład przekonanie, że kto w wigilijny poranek pierwszy wytnie w lesie odpowiedni wierzchołek, będzie miał szczęście i dostatek w gospodarstwie przez cały rok. Podłaźniczkę usuwano po Trzech Królach. Często przechowywano ją na strychu do następnego Bożego Narodzenia i palono dopiero tuż przed wniesieniem do domu nowej.

Świerk, podobnie jak jodła, mający cechy drzewa świętego, posiadał przede wszystkim właściwości ochronne: strzegł ludzi i ich dobytek przed czarami, chorobami, nieszczęściami.
Z jego wierzchołka, podobnie jak z wierzchołka jodły, sporządzana była bożonarodzeniowa podłaźniczka oraz tzw. maj. „Mojka” do dzisiaj jest stawiana przed domami panien w czasie Zielonych Świąt (Zesłanie Ducha Świętego) lub z 30 kwietnia na 1 maja. Było to drzewko umieszczone na wysokim drągu (lub pień o obciosanych gałęziach z postawionym wierzchołkiem). Kto postawił maj sprowadzał też muzykę, a dziewczyna przygotowywała poczęstunek dla przybyłej młodzieży.

Świerk przez cały sezon towarzyszył też pasterzom owiec. W dniu wiosennego redyku, czyli wyjścia stad w góry, gałązki świerka przypinali do kapeluszy. Wierzchołek tego drzewa umieszczali na pierwszej, wznoszonej po przyjściu na halę, zagrodzie dla owiec, czyli na koszarze, by stado było zdrowe i bezpieczne od czarów. Gospodarz wypasu zaszywał gałązkę świerka w swoim pasie, co zabezpieczało nie tylko jego, ale także powierzonych mu ludzi i zwierzęta przed wszelkim złem. Mleko, zwłaszcza podczas pierwszego udoju na hali, cedzono przez lnianą szmatkę, położoną na skrzyżowanych świerkowych (niekiedy też jodłowych) gałązkach, żeby owce dobrze się doiły. Z kolei igły świerka, zebrane bez świadków w pierwszy piątek miesiąca, stanowiły skuteczne lekarstwo dla owiec, zwłaszcza, gdy dolegliwości zostały spowodowane czarami.

Kończąc opowieść, poświęconą drzewom cudownego ogrodu wigilijnej nocy, warto wspomnieć owoce dwóch innych drzew, charakterystyczne dla bożonarodzeniowej nocy, a mianowicie jabłka i orzechy.

Owoc jest dopełnieniem istnienia i rozwoju żywej istoty. Będąc nosicielem nasienia, owoc jest warunkiem i zapowiedzią dalszego trwania gatunku, życia w ogóle. Zapewne dlatego określenie „owoc” symbolicznie zostało przeniesione także na ludzkie potomstwo. Szczególnym owocem ludzkiego rodzaju jest Jezus, powity przez Marię w Judzkim Betlejem. Czy można się dziwić, że w wigilijną noc, gdy dziękujemy Bogu za Jezusa – Owoc Prawdziwego Życia, świąteczne stoły ozdabiamy owocami?

Jako ozdoba choinki, jabłko kojarzy się niekiedy z rajskim owocem, który miała zerwać Ewa i dać do zjedzenia Adamowi. I tenże owoc, zawieszony na wigilijnym drzewie nowego początku, miałby przypominać nam tamto wydarzenie. W tekście biblijnym nie ma oczywiście żadnej wzmianki o jabłku. W każdym bądź razie stało się symbolem wigilijnej nocy prawdopodobnie ze względu na swoją symbolikę. W starożytności bowiem, a zwłaszcza jabłko granatu, było symbolem płodności i dlatego odgrywało istotną rolę w zwyczajach weselnych. Persefona, bogini odradzającej się przyrody, uchodziła za małżonkę Hadesa, ponieważ zmuszono ją  do zjedzenia w jego królestwie ziarenka granatu. Takie alegorie mają długi żywot i znajdują wyraz w różnorakich przesądach. I tak do dziś w okolicach Essen panuje ludowy zwyczaj ofiarowania pannie młodej ślubnego jabłka podczas uczty weselnej.

Ponieważ jabłko posiada formę kulistą i jest podobne do kuli, często wskazuje na całość i wieczność, nie mającą początku ani końca. Stąd jabłka, ale także orzechy, w dawnych czasach były uznanym pokarmem zmarłych, który spożywali także żywi podczas obrzędowych styp. Poza tym jabłko miało zabezpieczać przed chorobami i pomagać w problemach miłosnych Tymczasem orzech był ściśle związany z erotyką i odradzającym się życiem. Otwierająca się łupina, w której znajduje się życiodajny zarodek, symbolizuje otwartą ziemię, wydającą zmarłych. Przypomina również kobiece łono, z którego rodzi się nowy człowiek.

Świętą noc w cudownym ogrodzie trudno wyobrazić sobie bez drzew oraz ich owoców. Jednak obok nich świąteczną przestrzeń wypełnia wiele mniejszych roślin, pochodzących z różnych stron świata. Od dobrych trzydziestu lat prawdziwą karierę robi poinsecja, prawdziwa gwiazda wśród roślin świątecznego ogrodu, zwana gwiazdą betlejemską.

Ta roślina doniczkowa, nie tylko w naszym kraju, w krótkim czasie stała się symbolem Świąt Narodzenia Pańskiego. Zwyczaj dekorowania nią domu przywędrował z Ameryki. Aztecka legenda głosi, że płonący kwiat, jak nazywali go Aztekowie, jest zabarwiony krwią bogini, której serce pękło z miłości. Poinsecja jest kuzynką wilczomleczy, przypominających kaktusy, często spotykanych w kwiaciarniach. Wszystkie gatunki, należące do tego rodzaju, mają niewielkie kwiaty, zaś u wielu są one otoczone jaskrawo ubarwionymi liśćmi zwanymi przykwiatkami.

Gwiazda betlejemska, czyli Euforbia pulcherrima, znana jako poinsecja, bywa też zwana wilczomleczem nadobnym. Ta ostatnia nazwa pochodzi od silnie drażniącego skórę białego soku, który wycieka przy najmniejszym skaleczeniu rośliny. W literaturze spotykamy również nazwę „wilczomlecz piękny”, która jest niepoprawna. Naprawdę odnosi się do innej rośliny doniczkowej Euphorbia milli, zwanej koroną cierniową. Popularna nazwa – poinsecja – pochodzi od nazwiska pierwszego ambasadora Meksyku Joela Poinsettego, który był nie tylko dyplomatą, ale przede wszystkim botanikiem. Jemu właśnie zawdzięczamy odkrycie rośliny dla Europejczyków.

W warunkach naturalnych poinsecje występują na obszarze prawie całej Ameryki Środkowej i są krzewami, dorastającymi nawet 3 metrów. Zależnie od rejonu, w którym rosną, są albo wiecznie zielone (tam, gdzie jest wilgotne powietrze), albo w okresie suchej pory roku zrzucają część liści. W Meksyku rośliny te kwitną „zimą” w niższej temperaturze i wilgotniejszym powietrzu. Dzień wówczas jest najkrótszy, trwa około 12 godzin. W Gwatemali, znacznie wilgotniejszej i położonej bliżej równika, wilczomlecz nadobny kwitnie przez kilka miesięcy w roku (dzień prawie zawsze ma tam 12 godzin). Zresztą nie tylko wilczomlecze, ale także inne rośliny doniczkowe pochodzące z tych rejonów, np. kalanchoe, kwitną tylko wtedy, gdy dzień jest równy nocy. Ogrodnicy nazywają poinsecje roślinami krótkiego dnia i bardzo je cenią, bo skracając sztucznie dzień, przez zasłanianie szklarni osłonami, mogą dowolnie sterować ich kwitnieniem.

W szklarni poinsecje uprawia się w temperaturze około 200C. Od połowy października, nawet 14 godzin dziennie trzymane są w zupełnej ciemności. Wilgotność powietrza, niezbędna do zawiązywania pąków i rozwoju liści, wynosi prawie 70 proc. W grudniu zaczynają pięknie zabarwiać się przykwiatki i rośliny są gotowe do sprzedaży.

Kolejną rośliną, która kojarzy się nam ze Świętami Bożego Narodzenia, jest ostrokrzew. To jedna z piękniejszych roślin. Już sama kolorystyka ostrokrzewu kojarzy się ze świętami. Na zielonych gałęziach znajdują się bowiem czerwone owoce, podobne do jagody. W środku mają pestki. Drzewko to było wykorzystywane jeszcze przed narodzeniem Chrystusa. Dawniej ostrokrzew używany był do palenia rytualnych ognisk. Miał ochraniać przed złymi duchami, trucizną, czarownikami, dzika zwierzyna i piorunami. Za sprawą kolców uznaje się to drzewko za wojownika. Nieprzypadkowo różdżka znanego książkowego czarodzieja, imieniem Harry Potter, jest wykonana z ostrokrzewu. Ostrokrzew umieszczany w Święta Narodzenia Jezusa, ma symbolizować przyszłą koronę cierniową.

Współcześnie piękne gałęzie ostrokrzewu są wykorzystywane do dekorowania świątecznego stołu. Dlatego można je dostrzec w stroikach, wieńcach, także wieszanych na wejściowych drzwiach. Liście ostrokrzewu, w związku z tym, że mają charakterystyczny kształt i ciemnozielony kolor, stały się też ulubionym motywem świątecznych kart.

W niektórych regionach, na przykład na Górnym Śląsku w okolicach Opola, ulubioną rośliną Świąt Narodzenia Pańskiego jest jemioła. Wiesza się ją tam przy drzwiach wejściowych, gdyż ma przynosić szczęście. Jemioła nie ma jednak wiele wspólnego ze słowiańskim kręgiem kulturowym. Jest związana z kulturą germańską i skandynawską. Ma oczywiście pogańską symbolikę, a mianowicie drzewa wiecznie zielonego, które stwarza wokół siebie aurę sfery niczyjej. Stąd zwyczaj całowania się pod jemiołą. Gdy bowiem sfera jest niczyja i neutralna nie może być mowy o grzechu. Zwyczaj wieszania jemioły sięga czasów starożytnych. Roślinę tę uważano za dar bogów. Miała ona właściwości magiczne. Była używana jako talizman. Dzisiaj nie przypisuje się jej aż tylu znaczeń.

Z kolei bluszcz pospolity (Hedera helix), rosnący w parkach, lasach i ogrodach, porastający fasady domów i pnący się po ogrodzeniach, słupach i drzewach, już w starożytności, obok winorośli, był jednym z pierwszych uprawianych pnączy.

Ten najbardziej rozpowszechniony w Europie i jedyny gatunek bluszczu, naturalnie występujący w Polsce, jest typowym przedstawicielem swojego rodzaju. Podobnie jak inne bluszcze ma postać zimozielonego pnącza. Wytwarzane na pędach korzenie przybyszowe umożliwiają roślinie wspinać się po różnego rodzaju obiektach. W ten sposób, nie posiadający klasycznego pnia, bluszcz pospolity może osiągać wysokość nawet 20 kilku metrów. Jednak bluszcz wcale nie musi rosnąć pionowo. Jeśli na swej drodze nie napotyka żadnych przeszkód, po prostu płoży się po ziemi. W odróżnieniu od jemioły, bluszcz nie jest rośliną pasożytniczą. Posiada normalne, rosnące w ziemi korzenie, a czepiające się drzewa korzenie przybyszowe odgrywają wyłącznie rolę zaczepów.

Ze względu na długowieczność i zimozielone liście, przez Greków bluszcz został uznany za symbol życia wiecznego i płodności. Poświęcili go bóstwom przyrody: Dionizosowi, Attisowi (bóstwu wegetacji) oraz Kybele. Ponieważ wszystkie części rośliny są trujące (zawierają tzw. saponiny, które działają drażniąco na skórę i spojówkę, a po spożyciu wywołują zaburzenia przewodu pokarmowego i układu nerwowego),  w trakcie orgii dionizyjskich żuto jego liście, aby nabrać witalnych sił. Dodawano go także do trunków jako afrodyzjak.

Z biegiem czasu, bluszcz, oplatający drzewo oraz inne obiekty, stał się również symbolem uczucia oraz stałości. I bodajże jako taki trafił pod nasze strzechy, będąc coraz częściej elementem świątecznych girland.

W ostatnich latach na świątecznych stołach zaczął pojawiać się także rozmaryn, będący symbolem przyjaźni i pamięci. Rozmaryn znany był już Egipcjanom, Grekom i Rzymianom. Do Europy Środkowej przywędrował za sprawą legionów rzymskich, a niektóre zapiski mówią nawet, że dzięki plemionom germańskim, urządzającym w III w. n.e. liczne wyprawy wojenne na rdzenne terytoria Rzymskiego Imperium. Z obszarów śródziemnomorskich bardzo wcześnie trafił w inne rejony Europy. W średniowieczu rozmaryn służył za paszę dla owiec, dzięki czemu po uboju ich mięso uzyskiwało wyborny smak. Znany był również rozmarynowy miód, głównie z okolic Narbonny (południowa Francja) i Mahon na wyspie Minorce (Morze Śródziemne).

Rozmaryn jest zielonym, niepozornym krzewem. Jego niezwykłe właściwości sprawiają, że od stuleci jest ceniony i chętnie hodowany. Rozmaryn ma zdrewnianą łodyżkę. Jego wiecznie zielone, długie i wąskie listki są pod spodem białe. Rośnie nad Morzem Śródziemnym. W naszym klimacie rozmaryn uprawiany jest w doniczkach jako roślina pokojowa. Latem można go przetrzymywać na werandach, balkonach i  ogrodach..

Wieczna zieleń rozmarynu sprawia, że z rośliną tą wiąże się wiele znaczeń. Nazywany był ziołem pamięci, a jego nazwa oznacza „morska rosa”. Choć jest niepozorny i delikatny, stał się przedmiotem wielu legend i opowieści. Starożytni Grecy uważali, że rozmaryn bardzo poprawia pamięć i ułatwia koncentrację. Gałązki rozmarynu wplatali sobie we włosy uczniowie, aby zapewnić sobie lepszą ocenę podczas egzaminów. Cenili go także aktorzy i trybuni, którzy przygotowywali się do długich przemówień.

W Egipcie rozmaryn był składnikiem ofiarnych kadzideł. Natomiast w średniowiecznej Europie rozmarynowe witki pomagały odpędzić szatana, co wykorzystywano przy „leczeniu” czarownic. Kochankowie i młodzi małżonkowie chętnie wplatali rozmaryn w bukiety, aby zawsze o sobie pamiętać. Być może z tego powodu rozmaryn chętnie sadzono na grobach znamienitych przodków, aby symbolizowały szczęśliwe wspomnienia i rodzinną tradycję.

Rozmaryn, związany z pamięcią, był też składnikiem „octu złodziei”, w którym myli ukradzione przedmioty. Ta tajemnicza mikstura sprawiała, że właściciele szybko mieli zapomnieć  o ukradzionych im rzeczach. W czasach zarazy octem tym dezynfekowano przedmioty rozszabrowane z domów umierających nieszczęśników. Ponieważ liście rozmarynu mają właściwości antyseptyczne, ten zabieg po prostu zapobiegał rozprzestrzenianiu się epidemii.

Zresztą zielarze do dziś używają liści i kwiatów rozmarynu. Ich działanie przyspiesza bowiem krążenie, działa antyseptycznie i pomaga w dolegliwościach wątroby. Dawniej destylat z kwiatów rozmarynu nazywano „wodą węgierską”, na cześć węgierskiej królowej. Piękna Izabela skomponowała wodę, która pomagała zachować urodę. Obok rozmarynu składały się na nią: cytryna, róża, melisa i mięta. Wodą nacierano twarz i ręce, a maść na jej bazie pomagała w przypadku różnych boleści. Bukiety ze świeżego lub suszonego rozmarynu miały chronić przed zarazą i chorobami. Sproszkowane listki rozmarynu noszono na szyi w woreczkach albo specjalnych ażurowych medalionach.

Także w nowoczesnym przemyśle kosmetycznym rozmaryn jest ważnym dodatkiem do szamponów i innych preparatów kosmetycznych. W różnych schorzeniach lub w depresji pomaga picie herbatki rozmarynowej, jednak nie należy tego czynić podczas bólu głowy, bo objawy podobno mogą się nasilić. W Anglii troskliwe matki nadal wkładają dzieciom gałązki rozmarynu pod poduszkę, co ma zapewniać zdrowy i spokojny sen.

A ten jest nieodzownym warunkiem spokojnych, zdrowych i szczęśliwych Świąt Narodzenia Pańskiego; Świąt, zwiastujących Ewangelię o pokoju przez narodzone w Betlejem Dziecię, o imieniu Jezus; Świąt, zapowiadających szczęśliwy czas zbawienia w Bożym ogrodzie życia; Świąt, pełnych roślin, kolorów i zapachów.