Paź 27

[nggallery id=91]

Co jakiś czas można usłyszeć bądź przeczytać, i nie dotyczy to jedynie minionych stuleci, ale też współczesności, że XVI-to wieczna Reformacja była buntem i protestem przeciw ówczesnemu porządkowi społecznemu oraz teologii i praktyce łacińskiego Kościoła, co miałoby uzasadniać używanie nazwy protestanci. W takim sądzie nie ma jednak ani jednego prawdziwego zdania. Czy ewangelicy, a zwłaszcza spadkobiercy wystąpienia ks. dra M. Lutra w Niemczech i Jana Kalwina w Genewie, rzeczywiście są tylko buntownikami i religijnie oraz kulturowo nie potrafią się utożsamić inaczej aniżeli przez protest? Moje retoryczne pytanie ma ujawnić sprytną socjotechnikę w popularnym przedstawianiu ewangelików i ewangelickich Kościołów, jakoby Reformacja zdeformowała europejskie społeczeństwo i zachodnią cywilizację.

Otóż reformacyjny ruch przede wszystkim wyrósł z teologii, a właściwie jest efektem stawiania teologicznych pytań. W wypadku M. Lutra było to pytanie o Boga. Luter poszukiwał Boga łaskawego i na skutek wytrwałej lektury Biblii odnalazł tego Boga w Jezusie Chrystusie. Potem wszystko potoczyło się już szybko. Zmienił się sposób myślenia Reformatora, a za tym również zwiastowanie i duszpasterska praktyka. Jeśli pojawił się jakiś bunt, czyli działanie negatywne, to był już efektem czegoś pozytywnego, jakiegoś ruchu w głąb tajemnicy Boga i człowieka, a mianowicie teologicznej refleksji. Nie mają więc racji, ci, którzy powiadają, że Reformacja jest ruchem społeczno-religijnym, będącym konsekwencją przemian społecznych u schyłku Średniowiecza. Dla przykładu  powiem, że źródeł indywidualizmu, tak często negatywnie ocenianego, który zachwiał średniowieczną strukturą społeczną, należy szukać w rozwoju średniowiecznych miast i pojawieniu się klasy kupców, których racja stanu była i do dziś jest bardzo indywidualistyczna.

Reformacja nie jest też efektem sprzeciwu wobec nikczemnej praktyki sprzedaży odpustów. Jak poprzednio, tak i teraz mamy do czynienia ze skutkiem, a nie przyczyną, którą jest świadectwo o zbawieniu z łaski w Jezusie Chrystusie.

Wreszcie imię, protestanci, które notabene nadano wielu Kościołom, a historycznie powinno oznaczać jedynie luteran, nie ma negatywnego rodowodu. Nie bierze się z protestu przeciw zachodniemu patriarchatowi Rzymu, ale z protestu, który ewangelicy złożyli podczas sejmu Rzeszy w Spirze, przeciw uchwale, zabraniającej przyłączania się do reformacyjnego obozu. Widać więc, że od samego początku, i podobnie jest dziś, jako ewangelicy potrafimy tworzyć religijną tożsamość, swoje doświadczenie religijne i swój udział w życiu politycznym nie poprzez negację, ale przez afirmację i pewien sposób zachwytu Bogiem, który staramy się przenicować na codzienne życie i zaangażowanie w budowanie przyszłości.

Reformacja niczego nie zdeformowała. Przed 500-set laty była udaną próbą uformowania zachodniego Kościoła na nowo. Pojawiła się w naszym świecie jako wyraz afirmacji Boga i życia. Nie muszę chyba dodawać, że współcześnie pojmujemy samych siebie w podobny sposób. Nie jesteśmy buntownikami, deformującymi idealny świat, ale ludźmi Chrystusa, którzy zachwyceni Bogiem staramy się wsiewać we współczesność ziarna Ewangelii.

Jednym z najbardziej charakterystycznych owoców Reformacji, który zdecydowanie odmienił europejskie społeczeństwo, oczywiście jest szkolnictwo i szeroko rozumiane działania oświatowe, czemu pozostajemy wierni do dziś. Nadajemy im najwyższą rangę, aby człowieka czynić wolnym od uprzedzeń i zdolnym do brania odpowiedzialności za siebie i bliźniego. Zależy nam na społeczeństwie obywatelskim i twórczym, które nie oczekuje, ale tworzy. Zależy nam na człowieku, który potrafi samodzielnie podejmować decyzje nie tylko w sferze gospodarczej i politycznej, ale także etycznej. Którym nie trzeba kierować i który nie chowa się za parawanem kościelnego autorytetu ani nie ubiera gorsetu prawa.

W Polsce mamy niestety wielu ludzi, także w sferze publicznej, którym przetrącono kręgosłup kazuistyczną przemądrzałością i na których wkłada się zbyt wielki ciężar. Nie potrafią się wyprostować i w pokoju spojrzeć w przyszłość. Boją się jej. Częściej odwracają głowy do tyłu i szukają bezpieczeństwa oraz zadomowienia w przeszłości, szukając w niej nie tylko wzorców społecznych, ale ostatnio też politycznych symboli. Niepokoi nas to i budzi w nas przeświadczenie, że Polsce potrzebna jest nowa formacja narodowego ducha i tożsamości. Została bowiem zdeformowana lękami, z których największym jest strach przed groźnym Bogiem. A kto boi się surowego Boga, wymagającego egzekutora swoich praw, nie jest zdolny do mnożenia dóbr i tworzenia przyszłości. Dlatego, jak przed 500-set laty zwiastujemy Boga łaski i prawdy, którego twarzą i sercem jest Jezus Chrystus. I modlimy się o uformowanie nowego Polaka, którego duchowość będzie ufna i spokojna, a przede wszystkim otwarta na wszystko, co jest nowe, inne, jakby z innego świata.