Lut 18

Przepis na szczęście

Marek Uglorz | Mądrość życia | 18.02.2014 |

W powszechnym przekonaniu doświadczenie szczęście jest tak ulotne, a ono w swej istocie do tego stopnia niedefiniowalne, że nawet najbardziej ogólne próby opisania szczęścia nie mogą się powieść.

Jak to często bywa, mam odmienne zdanie. W moim przekonaniu najprostszą i najskuteczniejszą receptę na szczęście proponuje chrześcijaństwo, oczywiście w wersji pogłębionej duchowo, w której życiowe wybory oraz intelektualny wymiar bycia uczniem i przyjacielem Jezusa, nie funkcjonują tylko w sferze publicznej i społecznej, w postaci przynależności do kościelnej instytucji, ale są realizowane w wewnętrznym doświadczeniu Bożej obecności, z istotnym udziałem emocji, wśród których, obok miłości, trzeba umieścić wiarę.

Chrześcijański przepis na szczęście nie jest egalitarny ani nie wymaga szczególnych ćwiczeń duchowych bądź cielesnych. Jest przejrzysty i łatwy do zrealizowania. Opiera się na słowach i czynach Mistrza i Nauczyciela, Jezusa z  Galilei, czyli na Jego duchowości, chociaż nie bez późniejszych wpływów. Składa się z czterech elementów, których nie należy traktować jako kolejnych stopni wewnętrznego rozwoju. Razem wzięte, bez wewnętrznej hierarchii ważności, umożliwiają zwyczajnie ludzkie doświadczenie szczęścia.

Wdzięczność

Skoro najważniejszym gestem chrześcijaństwa jest eucharystia, czyli sakrament dziękczynienia, który nie pozostaje bez wpływu na duchowość uczestniczących w nim ludzi, bez cienia wątpliwości uznaję, że jednym z komponentów szczęścia jest wdzięczność za wszystko, co człowieka kształtuje i co dzieje się w historii jego życia. Wdzięczność, bez cienia podejrzenia, że jest się wystawionym na zły los i nie ma się wpływu na własne życie, czyli emocjonalny stan dziękczynienia za dobro, którego jedynym źródłem i celem jest uśmiechnięty, zbawiający i miłosiernie leczący Bóg, sama w sobie już jest jakimś doświadczeniem szczęścia, aczkolwiek ono jest większe i wprowadza człowieka w pewien sposób istnienia, zwany przez chrześcijan Królestwem Bożym, którego sama wdzięczność nie jest w stanie zapewnić.

Wybaczenie

Skoro człowiek dziękuje za wszystko, co jest jego udziałem, i nie czuje żalu do nikogo ani niczego, chociaż z powodu wielu przykrych doświadczeń mógłby sobie przyznać do niego prawo, a tym samym zgorzknieć i stać się źródłem wielu nieodpuszczonych zranień, które generowałyby negatywne i chorobotwórcze relacje oraz były źródłem złych emocji dla niego samego, więc staje się istotą wewnętrznie wolną. Tym samym, wszystkim i wszystkiemu, z uczuciem ulgi i z radością potrafi wszystko wybaczyć, co z adamicznego (egoistycznego, związanego z grzechem i pragnieniem zachowania samego siebie ze wszelką cenę) punktu widzenia życiowych potrzeb mógłby uznać za szkodę. Nienawiść jest zmarnowaną energią życia, a w wielu wypadkach wręcz źródłem nieszczęścia i wielu chorób, nie tyle w człowieku, który zawinił, ile paradoksalnie w tym, który nie potrafi albo nie chce odpuścić i wybaczyć. W efekcie człowiek wciąż powraca do zranienia, poczucia niesprawiedliwości, i tworzy w sobie negatywne wyobrażenia krzywdy, które uniemożliwiają mu zwrócenie się ku przyszłości i podążenie ku wciąż rozszerzającej się perspektywie życia. Kto nie wybacza, żyje przeszłością, tymczasem doświadczenie szczęścia jest związane z tym, co się dzieje; co się staje; co jest nowe.

Hojność

Pogłębioną formą wybaczenia jest hojność, kolejny element chrześcijańskiego przepisu na szczęście. Należy ją jednak osadzić w wyważonym i ewangelicznie mądrym kontekście miłości, która nie uzależnia obdarowanego od obdarowującego ani sama siebie nie uzależnia od przedmiotu miłowania. Mamy bowiem wówczas do czynienia z postawą, często opisywaną przez biblijnych autorów, z którą często spotykał się Jezus z Galilei, a mianowicie absolutyzowania czegokolwiek (mało istotne co to jest) poza Bogiem, czyli z grzechem w sensie ścisłym. Uwzględniając ludzkie pragnienie bycia szczęśliwym, życie w grzechu oznacza, że niepotrzebnie uzależniamy szczęście od tego, co jest stworzone, a więc przemijające. Tym samym pozbawiamy się szczęścia, a sprawiamy sobie nieszczęście w postaci niepewności, lęków i chorób. Hojność jest aktem czystej miłości, bezinteresownej i nie kalkującej. Jest darowywaniem dobra tym, których się kocha. Dodajmy, że nie można być hojnym, ofiarowując jedynie to, czego ma się w nadmiarze. Hojność jest wyrzeczeniem się tego, czego w szczególny sposób się pragnie. W tym sensie jest aktem ofiary w najczystszej postaci. Dlatego szczęśliwi ludzie potrafią ofiarowywać zarówno siebie, jak i dobra, które mają do dyspozycji.

Harmonia

Postawa hojności jest pewnym znakiem, że w życiu człowieka panuje harmonia, czwarty element chrześcijańskiego przepisu na szczęście. Taki człowiek wie, co jest dla niego najważniejsze, jaki jest cel życiowej drogi i w czym powinien upatrywać sensu swojej egzystencji. Człowiek szczęśliwy czuje się ocalony od wewnętrznego chaosu niespełnienia i braku wiedzy o tym, co jest dla niego najważniejsze, a scalony z zewnętrznym światem umie trafnie i odpowiednio do swojego potencjału określać życiowe cele i je realizować. W tym sensie doświadczenie szczęścia jest bliskie, a być może tożsame z pewnością zbawienia, czyli o-calenia z otchłani śmierci i s-calenia człowieczeństwa, pomimo demonicznych prób odwracania człowieka od źródła życia, czyli od Boga.