Gru 25

Odkłamane Święta

Marek Uglorz | Mądrość życia | 25.12.2013 |

Kolejne Święta Narodzenia Pańskiego radują dziecięce serca; wprawiają w osłupienie tych, którzy nie mogą nadziwić się szalonej prędkości zegarowych wskazówek; martwią wszystkich, których serca z różnych powodów są smutne i zimne, bo nadeszły dni, rozgrzewające jedynie tych, co znajdują się blisko źródła ciepła, a tym bardziej wyziębiające samotnych. Nie łatwo jest przeżyć hałas, otaczający rodzinne zakupy, gdy nie ma się nikogo, komu chciałoby się wyszukać prezent, aby wyrazić miłość i dać znać: Jak dobrze, że jesteś. Ciężko znieść życzenia rodzinnych i pełnych bliskości świąt, gdy każdej nocy dłoń szuka ramienia, a znajduje tylko zimną poduszkę… Gdy czas zabiera kolejne szanse, a samotność coraz mocniej wyziębia marzenia, po co są święta, które tylko ranią i odbierają radość?

Właśnie tak! Czy te święta rzeczywiście są rodzinne, ciepłe, pachnące miłością? A może stworzyliśmy mit, potrzebny nam tylko po to, żeby ukryć pustkę i oszukiwać świat, że jest nam tak świetnie i dobrze; że przecież mamy dla kogo żyć, a nasze życie ma dla sens, bo jesteśmy cząstką jakiegoś większego „my”, w którym nasze „ja” przeżywa swoje emocje i stabilizuje świat wartości?

Słowo stało się ciałem. Bóg stał się człowiekiem. Pełnia bytu stała się cząstką ziemskiej śmiertelności. Narodziło się Dziecię. Wszystko brzmi pięknie i ciepło, i może takie pozostałoby, gdyby nie narodziło się w biedzie (stajnia, pasterze, biedni rodzice), w dysfunkcyjnej rodzinie (Dziecię rodzi panna, a nie mężatka, zaś przyszły mąż zastanawia się, czy przyszłej żony nie zostawić), w drodze, która była ucieczką przez tyranem (Herod), w poniewierce (Egipt), dzieciństwa nie spędziło w Nazarecie (Galilea pogan, z której nic dobrego pochodzić nie może), nie czuło się lepiej w jerozolimskiej świątyni aniżeli z rodzicami, a po obraniu własnej drogi życia nie doświadczyło niezrozumienia i próby zawłaszczenia przez najbliższych.

I nad czym tu płakać? Przecież wciąż większa część dzieci doświadcza tego samego smutku dzieciństwa, a dorosłych, samotności niezrozumienia, nawet wówczas gdy pozornie są otoczeni dobrymi rodzinami. Więc po co nam te święta, których dobre, zbawienne i uzdrawiające słowo Ewangelii, zostało przez nas wykorzystane do stworzenia fałszywego obrazu, że wszyscy są szczęśliwi, poza wyjątkowo doświadczonymi traumą śmierci bliskiej osoby albo utratą pracy? Czyżby zbiorowe oszustwo? Próba zbudowania szopki, w której nie pasterze i osioł grają główną rolę, ale każdy z nas?

Kultywujemy świąteczne zwyczaje, wprowadzamy się w świąteczny trans, pogański taniec wokół wyobrażeń Boga i wmawiamy sobie: „To są twoje święta i to jest twój Bóg, samotny ludzie, samotny człowieku”, ale to w niczym nam nie pomaga, ponieważ w większości nie pojmujemy intencji i dlatego we właściwy sposób nie potrafimy zinterpretować sensu tych dni, zwyczajów i obrazów. Świętujemy rodzinne święta, a tymczasem większość z nas czuje się tragicznie samotna i często wręcz zazdrości prawdziwie samotnym ich odwagi wejścia w prawdę samotności, dzięki czemu mają większą szansę znaleźć prawdziwą relację; powtarzamy komunały o dziecięcym, zaczarowanym czasie, a tymczasem większość z nas dla samych siebie są Herodem, zabijając w sobie dziecięcą radość i lekkość życia; obdarowujemy się prezentami, a nie potrafimy pokochać samych siebie i dlatego nasze prezenty najczęściej nie są darem a zawłaszczeniem emocji obdarowanych i próbą wykorzystania ich miłości; wstawiamy do mieszkań kolorowe choinki, a w rzeczywistości już dawno zamieszkaliśmy w krainie umarłych, w której nasze „ja” zostało całkowicie rozbite i pozbawione zdolności integrowania kolejnych doświadczeń życia.

Święta Bożego Narodzenia nie są dla oszustwa. Ze swoją Ewangelią o narodzonym Jezusie, mają niezwykłą moc odnawiania i uzdrawiania naszych chorób, zranień i relacji, ale trzeba je przeżywać w prawdzie a nie na poziomie zwyczajów, które mają jedynie ukryć gorzką prawdę o większości z nas, że jesteśmy niesłychanie poharatani relacjami, tragicznie samotni i niezrozumiali przez najbliższych, nie potrafimy kochać dziecka w nas i jedyne co nam wychodzi naprawdę dobrze to, deptanie własnego „ja”, zamiast okrywanie jego piękna i godności w Chrystusie, czyli w Bogu, narodzonym w Betlejem, którego chwałą jest żywy, zdrowy, radosny i budujący dobre relacje z samym sobą oraz innymi, świętujący człowiek.

Nie okłamujmy się dłużej. Święta Bożego Narodzenia są świętami samotnych, którzy pragną prawdziwego zrozumienia i miłości; dorosłych, którzy chcieliby na nowo ożywić dziecko w sobie; osób pozbawionych szacunku do samych siebie, pełnych kompleksów, braku poczucia godności i wartości; wreszcie dusz żyjących na pograniczu dwóch światów, które muszą nauczyć się scalać swoje „ja”, aby szczęścia nie uzależniały od szacunku, akceptacji i miłości innych.

Kochani, tego Wam życzę. Odkłamcie te święta, a staną się Wam źródłem nowych relacji, szczęścia, zdrowia i poczucia wartości. Święta nadeszły na szczęście.