Paź 11

[nggallery id=90]

Zbliżają się czasy, a może już nastały, gdy chrześcijanin – uczeń Jezusa z Galilei – ­nie będzie mógł być namiastką samego siebie. Nie będzie mógł być „w połowie”. Albo będzie całym sobą, albo będzie nikim!

Współczesność znosi bowiem połowiczność. W ramach świata, w którym pozostało mało wartości samych w sobie, jest się człowiekiem w pełni albo pełnym zaprzeczeniem człowieka. Chrześcijanin, świadomie uczestniczący w nurcie życia, podobnie musi być całym sobą albo ryzykuje, że szybko stanie się nikim. Mówiąc inaczej, zostaje wezwany w świat totalnego człowieczeństwa, bądź totalitarnego zaprzeczenia człowieczeństwa, nie tylko dlatego, że jest cząstką społeczeństwa obywatelskiego, ale przede wszystkim dlatego, że czuje w sobie powołanie do bycia człowiekiem wobec tych, którzy mają być świadkami totalnego człowieczeństwa.

We współczesnym świecie oczekują po nas obecności nie nominalnej, ale chrystokształtnej. Czyli takiej, której słowem jest samoświadectwo: Ja jestem. Do wypowiedzenia tego słowa wiedzie długa droga od samoświadomości, kim jest się w ogóle, a jako uczeń Jezusa Chrystusa w szczególe, po odwagę zatrzymania się w samym środku ludzkiej ciemności, w kręgu bezładu i beznadziejności; pomiędzy ludźmi, wobec których ma się odwagę powiedzieć: Ja jestem. To samoświadectwo znaczy bowiem, że nie jestem połowicznie; że część mojej osoby, mojej jaźni, mojej świadomości, mojej egzystencji pozostała gdzieś indziej, ale jestem cały dla drugiego człowieka, aby odnalazł oparcie i punkt odniesienia dla zbudowania własnego życia.

Obecność przestała być kategorią społeczną, religijną i psychologiczną. We współczesnym świecie jest tez przedmiotem filozoficznego namysłu nad tajemnicą człowieka. Jako chrześcijanie wiemy, że na miarę Chrystusa. Człowiek w pełni obecny jest osobą zdolną do afirmacji i samoświadectwa: Ja jestem.

Ewangelista, autor czwartej  ewangelii kanonicznej, często wkłada w usta Jezusa z Galilei zdanie: Ego nimi (Ja jestem), w którym Żydzi słyszeli słowa objawienia się Boga na Horebie. Bóg dał się wówczas rozpoznać, mówiąc o sobie: Jestem obecny, aby was ratować. W życiu Jezusa to Ja jestem realizuje się w sposób wyjątkowy i niepowtarzalny. Tym stwierdzeniem wyraża, że jest tym, kim jest i że definiuje się ze swojego punktu widzenia, a nie z punktu widzenia innych, ani prostych ludzi, ani pobożnych faryzeuszy, ani uczonych w Piśmie. Jest sobą. Ma odwagę być sobą bez względu na opinię innych. Jest jedyny w swoim rodzaju. Jest po prostu kimś, kto jest dla innych.

U Łukasza ten sam obraz Jezusa został wyrażony innymi słowami. Zmartwychwstały Jezus Chrystus mówi bowiem do swoich uczniów: Ego eimi autos (To Ja jestem) (Łk 24,39). Autos to pojęcie z filozofii stoickiej. Dotyczy wewnętrznej świętości człowieka, jego prawdziwej wewnętrznej istoty, przestrzeni ciszy, do której nie wdziera się żaden hałas, do której nie ma też dostępu żaden człowiek. To jest przestrzeń, gdzie Bóg mieszka w człowieku. To jest to  miejsce najświętsze, w którym człowiek spotyka się z Bogiem, czyli prawdziwa świątynia, nie zależna od czasu i przestrzeni. W niej, dzięki spotkaniu z Bogiem, człowiek odnajduje samego siebie.

Gdy na tym tle rozważamy słowa Jezusa, staje się zrozumiałe, że poprzez swoje zmartwychwstanie, Chrystus prowadzi nas ku naszemu najgłębszemu „ja”, abyśmy w Nim odrodzeni i odnowieni zyskiwali dostęp do samych siebie, do źródeł życia, i stawali się wreszcie tym, kim powinniśmy się stać. Dlatego miejmy świadomość, że Jezusowe: Ego eimi autos jest najprostszą drogą do odnalezienia samych siebie i zdefiniowania swojego życia we współczesnym świecie. Musimy zdobyć się na totalną obecność. Współcześni potrzebują naszej odwagi, aby wobec nich przedstawić się: Ego eimi autos (To Ja jestem).

To nie znaczy, że mamy od siebie uzależniać. Mamy po prostu uzdalniać ludzi do tego, aby odważyli się na bycie sobą. Inaczej nigdy nie staną się wolni i szczęśliwi. Nasze bycie słowem; nasze: Ja jestem ma ich przybliżać do totalnego człowieczeństwa, do osiągnięcia chrystokształtnego obrazu.