Paź 3

W ewangelickich kręgach przez długie czas rozpowszechniony był pogląd, że reformacja uratowała Kościół przed całkowitym upadkiem i po wiekach ciemności przywróciła zachodniemu chrześcijaństwu światłość Ewangelii. W takiej optyce wszystko, co w wiekach średnich działo się na Zachodnie, nie zasługuje na uwagę. Odwrotnie sądzono w Kościele rzymsko-katolickim. I chociaż od dobrych stu lat trafiają się teolodzy, którzy nie odmawiają reformacji i Kościołom ewangelickim prawa do współuczestnictwa w głównym nurcie chrześcijańskiej historii, rzesze katolików są przekonane, że to właśnie reformacja sięgnęła dna, a ewangelickie Kościoły do dziś żyją w ciemności.

Zarówno pierwszy, jak i drugi pogląd, nie dopuszcza myśli, że pomiędzy średniowiecznym Kościołem a reformacją może istnieć teologiczny i duchowy związek. Nie prosta kontynuacja, ale coś w rodzaju inspiracji bądź rozwoju pewnych idei, które pojawiły się wcześniej, jednak nie zostały dostrzeżone i właściwie rozwinięte. W teologii ks. dra M. Lutra i jego współpracowników niewątpliwie pojawiły się nowe wątki i praktyczne rozwiązania, których próżno szukać wcześniej. Mimo wszystko dalsze podtrzymywanie obu poglądów nie sprzyja merytorycznej ocenie stanu Kościoła w dniu wystąpienia ks. M. Lutra oraz samej reformacji. A to oznacza, że reformacja, która zrodziła się w przestrzeni wzajemnego oddziaływania klasztoru i uniwersytetu, być może także w sferze teologicznej, jednak na pewno pod względem duchowym nie jest zjawiskiem nowym. Jej duchowość jest konsekwencją procesu, który w sferze duchowej ustala nowe priorytety.

O jakim procesie mowa i w związku z tym, co ciekawego da się powiedzieć o duchowości średniowiecznego Zachodu? Zacząć trzeba od reguły Benedykta z Nursji (VI w.), na której oparła swój ustrój większość wczesnośredniowiecznych klasztorów. Chociaż Benedykt nie lekceważył pracy, akcent położył na modlitwie i doświadczeniu religijnym, które współcześnie określamy mianem kontemplacji. Najbardziej pouczające jest to, co później stało się z regułą Benedykta. Gdy nastała epoka cystersów, co stało się na przełomie XI w. i XII w., którzy za przykładem opactwa w Citeaux, w Burgundi, oparli swoje wspólnoty na odnowionej regule największego Mnicha chrześcijańskiego Zachodu, nastąpiło zauważalne przesunięcie akcentu z kontemplacji na pracę. Gdyby średniowieczna rzeczywistość była inna, dziś nie moglibyśmy utrzymywać, że cystersom zawdzięczamy wykarczowanie europejskich borów, osuszenie mokradeł i założenie licznych opactw.

Różnice pomiędzy regułą benedyktyńską a cysterską przemawiają za poglądem, że w średniowiecznej duchowości doszło do zainicjowania pewnego procesu. Po fazie wstępnej, w której klasztor wyznaczał środek chrześcijańskiej przestrzeni i był odpowiedzialny za duchowy ideał chrześcijanina, nastąpił ruch na zewnątrz. Klasztor zaczął tworzyć pierwsze związki ze światem. Równolegle powstawały nowe ideały duchowe.

Kolejnym objawem nawiązywania przez średniowieczny klasztor związków ze światem są powstałe na początku w XIII w. zakony dominikanów i franciszkanów. Pierwszy zajął się teologią i na powstających uniwersytetach, drugi amboną i nauczaniem prostego ludu. Jesteśmy więc świadkami kolejnego etapu wychodzenia klasztornej wspólnoty na zewnątrz. Jednak tym razem mamy do czynienia z transpozycją klasztornych ideałów nie na pracę, ale na ewangelizację i katechizację.

Jeśli dostrzegamy ów proces i jest dla nas oczywiste, że chrześcijańska duchowość nie mogła na długo dać się zamknąć w klasztornych murach, nie powinniśmy dziwić się duchowym wzorcom reformacji. Nie ulega wątpliwości, że powstały pod wpływem nowego odczytania biblijnego poselstwa, niemniej trudno wyobrazić sobie ewangelicki ideał mnicha, żyjącego w świecie i realizującego Boże powołanie codzienną pracą i założeniem rodziny, w której pełni obowiązki nauczyciela oraz duchowego przewodnika, nie traktując poważnie kierunków rozwoju duchowości średniowiecznego Kościoła.

Zasadnicze rysy duchowości luterańskiej i ewangelickiego etosu pracy są konsekwencją i kontynuacją procesu coraz szerszego otwierania klasztornej furty. Wpierw mnisi zajęli się pracą wewnątrz murów, wyznaczających świętą przestrzeń, potem wyszli na zewnątrz, aby ujarzmić wrogą przestrzeń europejskich równin. Nie minęło dużo czasu, a zajęli się nauczaniem i ewangelizacją ludu, który od V wieków pozostawał poza murami ogrodu życia. Czy wobec tych faktów można się dziwić, że po upływie kolejnych III wieków, augustiański eremita, Doktor Teologii z prowincjonalnego uniwersytetu w Wittenberdze, ks. Marcin Luter, odważył się opuścić klasztorne mury i poślubić byłą mniszkę, Katarzynę von Bora?

Przeniesienie mniszego ideału na pracę, potem na ewangelizację i katechizację oraz zadzierzgnięcie ścisłych związków z średniowiecznym uniwersytetem, mającym coraz większe znaczenie cywilizacyjne, zakończyła się powstaniem duchowości, która czyni klasztor z przestrzeni i czasu swojego bycia w świecie, zaś w przestrzeni publicznej i społecznej wykrystalizowaniem się etosu pracy.