Sty 6

[nggallery id=107]

Dla Kościoła wschodniego uroczystością Bożego Narodzenia było święto Epifanii, którego nazwa oznacza objawienie. W antycznej literaturze tym terminem określano zbawiające ukazanie się bóstwa albo władzy. Chrześcijanie na Wchodzie świętem Epifanii nawiązali do pogańskiego święta narodzin słonecznego bóstwa Aiona, którego narodziny z dziewicy Kory, obchodzono w Aleksandrii w nocy z 5 na 6 stycznia. Wówczas całą noc czuwano, śpiewano hymny i grano na fletach. Podczas porannego piania koguta wstępowano do ciemnej jaskini i wynoszono stamtąd dziecko. Zamiast małego dziecka – słońca, chrześcijanie czczą narodziny Jezusa – Dziecka w grocie w Betlejem. Epifania była dla Greków dniem narodzin bóstwa. Wcielenie Chrystusa jest najjasniejszą epifanią Boga i największym wydarzeniem, o jakim ludzkość mogła pomyśleć.

Można się domyślać, że świętem Epifanii młody Kościół dał też odpowiedź na greckie święto Dionizosa, boga upojenia. W przeddzień święta, 5 stycznia nocą, ustawiano w świątyni trzy dzbany wody, które następnego ranka znajdowano pełne wina. Chrześcijanie pierwszych pokoleń nie wspominali Mędrców, którzy do Betlejem przyszli oddać cześć małemu Jezusowi, ale chrzest Jezusa i wesele w Kanie Galilejskiej. Objawienie Bożej chwały całemu światu (pokłon Mędrców), w żywiołach stworzenia (chrzest Jezusa w Jordanie) i w ludzkiej miłości (wesele w Kanie) jest odpowiedzią na tęsknotę starożytnych Greków, znajdującą swój wyraz w filozofii, a także w uwielbieniu przez nich słonecznego bóstwa Aiona i w kulcie Dionizosa. Ten ostatni jest symbolem upojenia, przenoszącego człowieka ponad tym, co ziemskie, smutne i śmiertelne, jednocześnie nadającego ludzkiemu życiu nowego, wybornego smaku.

Podobnie, aczkolwiek dużo skuteczniej, dzieje się w Betlejem, gdy Bóg staje się człowiekiem. Przez narodziny Jezusa nasze życie otrzymuje nowa jakość, woda ludzkiego życia zostaje przeminiona w wino, o czym możemy przeczytać w Ewangelii wg Jana. Pierwotny Kościół nawiązał zatem do tęsknoty greckiej religii i w taki sposób obwieścił wieść o przyjściu Chrystusa, aby ówcześni ludzie odczuli, że w Jezusie z Galilei zostają spełnione ich najgłębsze tęsknoty i pragnienia. Gdy na znaczeniu stracił kult dionizyjski, zapewne zbyt okrutny i nieokiełznany, cześć stracił również boski śpiewak, Orfeusz, który przez chrześcijan pierwszych wieków był przedstawiany jako typ Chrystusa. Podczas śpiewu Orfeusza kładły się bowiem obok siebie tygrysy i lwy, owce i wilki.

Czy w Jezusie ta rajska obietnica nie została urzeczywistniona? Czy betlejemska grota Bożego Narodzenia nie jest miejscem powszechnego pokoju? Czy nieopodal żłóbka Zbawiciela nie ułożyły się do snu wół z osłem? Jezus śpiewa więc nową pieśń. Pieśń o miłości, w której rozdartemu człowiekowi obiecuje harmonię, zaś całemu stworzeniu wieczny pokój.[nggallery id=106]

Wszystkim, śpiewającym dziś kolędę, proponuję tekst, który napisałem do melodii znanej z pieśni: „Bóg jest miłością”.

Proszę śpiewać delikatnie i z radością, a wyjdzie pięknie!

1. Już na choince światełka płoną,

I gwiazdka świeci nad domem mym.

Więc śpiewam z radością: Bóg jest Światłością,

Bóg jest światłością, ratuje mnie.

2. Dwaj aniołowie z niebios przybyli,

I ogłosili radosną wieść.

Więc śpiewam z radością: Bóg jest Światłością,

Bóg jest światłością, ratuje mnie.

3. Dziecina Boża w Betlejem leży,

Pokojem darząc zwaśniony ród.

Więc śpiewam z radością: Bóg jest Światłością,

Bóg jest światłością, ratuje mnie.

4. Za oknem w ciszy spadają płatki,

W sercu swym tulę cudowność Świąt.

Więc śpiewam z radością: Bóg jest Światłością,

Bóg jest światłością, ratuje mnie.

5. Obrusa czerwień i uśmiech Mamy,

Ten obraz budzi dzieciństwa czar.

Więc śpiewam z radością: Bóg jest Światłością,

Bóg jest światłością, ratuje mnie.

6. Wszyscy szczęśliwi za stołem siedzą,

W modlitwie prosząc o światła dar.

Więc śpiewam z radością: Bóg jest Światłością.

Bóg jest światłością, ratuje mnie.