Kwi 5

Ekumeniczna teologia

Marek Uglorz | Mądrość życia | 05.04.2012 |

Czy chrześcijańska teologia może być nieekumeniczna? W moim przekonaniu współcześnie taką być nie może, w przeciwnym wypadku nie jest teologią w sensie ścisłym, a jedynie substytutem chrześcijańskiego słowa Boga, słowa do Boga, i słowa o Bogu, i to nawet nie naukowym, ponieważ każda dziedzina nauki jest cząstką holistycznego opisu rzeczywistości, służy więc temu, co jest uniwersalne. Dodajmy do tego, że to chrześcijańskie słowo, biorąc pod uwagę hebrajskie źródło, ma powstawać pomiędzy sercem a nerkami, zaś ze względu na greckie dopowiedzenie powinno angażować głowę. A jeśli teologia ma rodzić się pomiędzy sercem a nerkami, więc musi też odczuwać i współodczuwać, służyć zaufaniu i miłości, i także w tym sensie spełniać ekumeniczną rolę.

To ludzka hybris, przejaw niezwykle aroganckiej ludzkiej natury, poddanej mocy grzechu, uczyniła z teologii, czyli z dynamicznego słowa teofanii, dziejącej się na różnorodnych płaszczyznach ludzkiej egzystencji, także w całej złożoności ludzkiej osoby, o czym przekonuje nas współczesna psychologia, i wreszcie nadającej nowe znaczenia złożonym relacjom pomiędzy ludźmi, narzędzie przemocy, zawłaszczającej myślenie, sumienie i prawo do oceny ludzkich dziejów. Tymczasem prawdziwa teologia chrześcijańska jest ekumeniczna przynajmniej z dwóch powodów:

Po pierwsze dlatego, że jej podstawowym źródłem jest słowo Boga, jednego i jedynego, jedynie Żywego. Jeśli jest jeden Bóg, Jahwe, który historycznie objawił się w dziejach Izraela i osobie Jezusa z Galilei, a poza Nim Boga nie ma, wobec tego jak w ogóle można pomyśleć i uprawiać teologię nieekumeniczną, to jest taką, która nie integruje ludzi w doświadczeniu Słowa, które stało się ciałem, aby wszyscy byli jedno.

Po drugie dlatego, że jej adresatem jest człowiek, czyli istota, rozpoznająca w Bogu Ojca wszystkich ludzi, zamieszkujących jedną planetę, którą Stwórca uczynił na mieszkanie, czyli dom, dla wszystkich bez wyjątku. Greckie słowo oikos, oznaczające dom, jest tymczasem źródłosłowem dla naszego pojęcia ekumenizm. Więcej nawet, jest nim także dla dwóch innych, równie ważnych pojęć, które wespół z ekumenizmem integrują ludzki świat, teologicznie nadając mu sens chrześcijańskiego domu, w którym wszyscy doświadczają błogosławionej i zbawiającej obecności Boga w Jezusie Chrystusie. Te pojęcia to: ekonomia oraz ekologia. Nieekumeniczna teologia podważa więc ideę wspólnego domu i nie ma najmniejszego prawa do formułowania wypowiedzi, domagających się pogłębionego rozumienia problemów ekonomicznych bądź ekologicznych. Służy wówczas jedynie arbitralnym rozstrzygnięciom o jakości oraz intensywności doświadczenia Bożej obecności przez jednostkę bądź wspólnotę, która na skutek grzechu zatraciła pokorną pamięć o ziemi, jako domu wszystkich ludzi.

Dziś ponad wszelką wątpliwość wiemy, że teologia, która samą siebie nie pojmuje ani pod względem podmiotowym, ani przedmiotowym jako ekumeniczną, nie jest teologią chrześcijańską, bo nie rodzi się z Chrystusowego Ducha. Jako wyraz ludzkiej hybris, zamierzającej zawłaszczyć przestrzeń ziemi na użytek jednej wspólnoty i na jej wyłączną chwałę, podobnie jak w biblijnym opowiadaniu o budowniczych babilońskiej wieży, zamiast cześć oddawać Bogu, taka teologia służy ludzkiej czci, i dezintegruje ludzką wspólnotę do takiego stopnia, że porozumienie staje się niemożliwe, a cywilizacja przeżywa poważny kryzys, jak miało to miejsce w Europie w skutek niektórych działań reformacyjnych i kontrreformacyjnych, czego najtragiczniejszym przejawem była wojna trzydziestoletnia.

Byłoby naiwnością sądzić, że współczesna teologia zyskała ekumeniczną samoświadomość i przestała służyć introwertycznemu doświadczeniu religijnemu wyłącznie dzięki ekumenicznemu otwarciu, którego byliśmy świadkami w XX wieku. Sama teologia też bezustannie się rozwija, ulepsza swoją metodę i poszukuje nowych locus theologicus. Teologia ekumeniczna w pierwszym rzędzie stała się możliwa dzięki szybko rozwijającej się biblistyce. Pogłębione i precyzyjne badania tekstów biblijnych, zapoczątkowane wystąpieniem J. Ph. Gablera 30 marca 1787 r., w którym przedstawił podstawy do rozdzielenia teologii biblijnej od dogmatycznej, w tradycji ewangelickiej zwyczajowo mają być wolne od założeń dogmatycznych i wyznaniowych, oczywiście poza środowiskami fundamentalnymi, zaś w tradycji rzymskokatolickiej takimi stały się dzięki Soborowi Watykańskiemu II. Współczesna biblistyka jest w pełnym tego słowa znaczeniu teologią ekumeniczną.

Kolejnym katalizatorem zmian była i wciąż jest nowa hermeneutyka, która ewangelicyzmowi umożliwiła przemyślenie roli symbolu i jego związku ze słowem, a także napięcia, występującego pomiędzy wydarzeniem a interpretacją, czyli słowem a tradycją, zaś katolicyzmowi uświadomiła inne znaczenie wypowiedzi dogmatycznej, odpowiadające tradycyjnemu ujęciu ewangelickiemu, jako wypowiedzi o charakterze dynamicznym a nie statycznym, której celem jest nie tylko historyczny opis stanu wiary, ale przede wszystkim inspiracja do nowego przemyślenia stanu wiary przez kolejne pokolenia, co uwidacznia już sama nazwa.

Dlatego jestem przekonany, że współcześnie nie można uprawiać teologii nieekumenicznej. Tak pod względem źródeł, z których teolog czerpie inspiracje do przemyśleń i tez, jak też przewidując ich skutki w otwartym i krytycznie słuchającym świecie, teolog musi wypowiadać się ekumenicznie, mając świadomość, że chociaż tworzy w duchu własnej tradycji teologicznej i duchowej, mimo wszystko służy nie tylko swojemu Kościołowi, ale wszystkim mieszkańcom jednego domu, którzy mają prawo do uniwersalnej wspólnoty ziemian (adamitów) pomimo, że Bożą obecność doświadczają na różne sposoby.

Mówiąc jeszcze inaczej, współczesna teologia  nie powinna dłużej stawiać pytań w  rodzaju: „Gdzie jest Bóg?”, ponieważ odpowiedzią najczęściej zawłaszcza przestrzeń egzystencji na potrzebę jednej wspólnoty religijnej, która identyfikuje się z miejscem przebywania Boga i rodzajem kultu, właściwym temu miejscu. Mamy wtedy do czynienia z teologią centralizującą kult i doświadczenie wiary, próbującą podporządkować wszystkich jednemu ośrodkowi religijnemu; teologią absolutnie nieekumeniczną. Przeciwnie, współczesna teologia powinna stawiać pytania w rodzaju: „W jaki sposób jest Bóg?” i uczyć się formułowania odpowiedzi, które wreszcie – po dwóch tysiącach lat – poważnie zaczną traktować słowa Jezusa z Galilei, skierowane do Samarytanki przy studni Jakuba: „Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będzie oddawali czci Ojcu. (…) lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; …” (J 4,21-23). Pytanie o rodzaj Bożej obecności i sposób jej doświadczania, w większym stopniu będzie służyło umacnianiu ekumenicznej wspólnoty ziemian. Współczesna teologia musi zatem przestać służyć cywilizacji technologicznej, zawłaszczającej przestrzeń, a koniecznie powinna zacząć tworzyć cywilizację ducha, ucząc ludzi życia w czasie, a także właściwego wykorzystywania czasu, jako daru łaski i zbawienia. Dzięki czemu będzie nie tylko teologią ekumeniczną, ale i ekologiczną, mającą też prawo do wypowiedzi, diagnozujących problemy ekonomiczne i wskazujących możliwą drogę ku przyszłości.