Paź 30

[nggallery id=139]   Zdjęcie: Join Hands, Kalendarz 2011, wydawnictwo Tushita

Gdy otwarte dłonie trafią w otwarte dłonie, tworzą… No właśnie co? Może kwiat wiosennego tulipana? A może: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest społecznością krwi Chrystusowej? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest społecznością ciała Chrystusowego?” (1 Kor 10,16).  Potrzeba dłoni przynajmniej dwóch ludzi, aby stworzyły kielich pełen darów nieba. Dłonie jednego człowieka nie wystarczą. Wtedy wszystko wycieka. Napełnione mogą być jedynie dłonie wspólnoty. Tylko w nie Bóg wkłada kłos nadziei, chleb dla błogosławionych głodnych, którzy będą nasyceni.

Wtedy z Psalmistą można zawołać: „Namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się” (Ps 23,5).

A jeśli rzeczywiście to jest kielich tulipana? Cóż za różnica? Człowiek utulić musi człowieka, wziąć jego dłonie w swoje dłonie i w wiosennym geście tulipana poprosić niebo o rosę z nieba, aby wyrósł plon, niebywale i zaskakująco zwielokrotniony kłos, pełen ziaren przyszłego świata. „Podniosę kielich zbawienia i wzywać będę imienia Pana” (Ps 116,13).

Oto nadzieja dla świata: dłonie bliźnich splecione w geście tulipana. Wspólnota utulona darem nieba.

„Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie” (Łk 22,42). Zawsze istnieje możliwość ucieczki. Nie trzeba podnosić dłoni i nie trzeba brać dłoni bliźniego, aby stworzyć kielich błogosławieństwa. Można samemu próbować napić się życia i błogosławieństwa: „A pewien mąż, imieniem Ananiasz, ze swoją żoną Safirą, sprzedał posiadłość. I za wiedzą żony zachował dla siebie część pieniędzy, a resztę przyniósł i złożył u stóp apostołów. I rzekł Piotr: Ananiaszu, czym to omotał szatan serce twoje, że okłamałeś Ducha Świętego i zachowałeś część pieniędzy za rolę? (…) Nie ludziom skłamałeś lecz Bogu. Ananiasz zaś, słysząc te słowa, upadł i wyzionął ducha” (Dz 5,1-5). Co wówczas pozostaje?  Śmierć.

Dłonie ludzkiej wspólnoty tworzą kielich, gdy nie ma rozdźwięku, kłamstwa, próby przechytrzenia bliźniego. W geście otwartego kielicha dłonie muszą razem pracować nad darem ziarna, z którego powstaje pokarm. Wspólna praca, uczciwie dzielenie się chlebem – to jest najważniejszy gest prawdziwej eucharystii, dziękczynienia i błogosławienia Boga za dar życia.

Prawdziwy chleb nie rośnie na polu zwaśnionych sąsiadów a życie nie obfituje w dłoniach, które nie potrafią się spleść w geście pojednania: „Jeślibyś więc składał dar swój na ołtarzu i tam wspomniałbyś, iż brat twój ma coś przeciwko tobie, zostaw tam dar swój na ołtarzu, odejdź i najpierw pojednaj się z bratem swoim, a potem przyszedłszy, złóż dar swój” (Mt 5,22n).

Splecione dłonie wspólnoty, a w nich ziarno życia i błogosławieństwa –  to obraz wiarygodnego sakramentu Chrystusa w świecie. Czy jesteście wiarygodni tam, gdzie wiarygodność weryfikuje siła argumentów prokuratora i adwokata? Czy jest szansa na sakrament Chrystusa tam, gdzie dłonie są od siebie oddzielone murami i kratami? Czy macie szansę na Bożą grypserę? Dłonie tak wiele mówią i wyrażają. Czy w więzieniu dajecie radę wyrazić najważniejsze słowo: eucharystia, dziękczynienie za dar życia i błogosławieństwa?