Paź 30

[nggallery id=146]

Zdjęcie: Join Hands, Kalendarz 2011, wydawnictwo Tushita

Dłoń stworzona jest do pracy. Dłoń sieje ziarna, zbiera zboże, młóci kłosy, piecze chleb.

Dłoń stworzona jest do rozdawania. Dłoń bierze chleb i błogosławi, potem łamie go i dzieli: „I rozkazał ludowi usiąść na trawie, wziął pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, pobłogosławił, potem chleby łamał i dawał uczniom, a uczniowie ludowi” (Mt 14,19). W świecie zwierząt równowagę biologiczną zapewnia nieprzerwany łańcuch pokarmowy. W świecie ludzi równowagę społeczną zapewnia nieprzerwany łańcuch dłoni, które karmią. Pierwsza jest dłoń z nieba, ostatnia jest Wasza, wyciągnięta do tych, którym ciężko rozkazać, aby rozsiedli się na zielonej trawie.

Jednak nie miejsce do siedzenia jest najważniejsze. Najważniejszy jest sposób, w jaki wyciągam swoją dłoń. „Masz, jedz mi z ręki, i bądź moim niewolnikiem”: „Lecz gdy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych chromych, ślepych. I będziesz błogosławiony, bo nie mają ci czym odpłacić” (Łk 14,13).

Można też inaczej: „Bierz i jedz. Daję ci pokarm z nieba, który łączy nas we wspólnotę dziękczynienia”. Dłonią, która karmi, można człowieka uczynić wolnym, ale można też w najgorszy sposób zniewolić. Czy z jadłodajni Waszych dłoni, ci, których karmcie, odchodzą rozradowani na podobieństwo wróbli, tak zadowolonych z kilku znalezionych ziaren, że aż irytujących swoją radością bycia? Albo inaczej: Czy Wasze dłonie są znakiem betlejemskiej jadłodajni?

„Nie troszczcie się o życie swoje, co będzie jedli albo co będziecie pili, … . Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; …” (Mt 6,25n).

Dłoń, która karmi, uwalnia od troski, rozdaje radość i pokój. Karmić w ten sposób nie jest łatwo. Dłoń musi być zwrócona ku niebu, otwarta na dar, a jednocześnie jakby narażona na ryzyko, że ktoś niespodziewanie ukradnie położony na niej chleb. Ale inaczej się nie da. Z zamkniętej dłoni co prawda nikt niczego nie ukradnie, ale też nikt się nie nasyci. Kto nie potrafi zaryzykować, nigdy nikogo nie nakarmi. Podobnie do siewcy, któremu wiele ziaren spada poza dobrą glebę, a on sieje mimo wszystko, z nadzieją stokrotnego plonu, karmiąca dłoń nie może liczyć okruchów, które spadają pod stół: „Lecz ona przyszła, złożyła mu pokłon i rzekła: Panie, pomóż mi! A On, odpowiadając, rzekł: Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom. Ona zaś rzekła: Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich” (Mk 15,25-27).

Dłoń, która karmi, nie może liczyć okruchów. Musi karmić wielkim naddatkiem chleba. Nie wolno liczyć strat. Trzeba liczyć nakarmionych, szczęśliwych, obdarowanych życiem.