Kwi 22

Mój ulubiony tekst biblijny

Marek Uglorz | Cosi o mnie | 22.04.2011 |

[nggallery id=122]

Jak matka pociesza syna, tak Ja będę was pocieszał. Iz 66,13

Byłoby trzeba wyrażać się poetycznie, aby w kilku zdaniach przedstawić ulubiony fragment Biblii, a może też uzasadnić wybór. Wszakże warto spróbować.

Wiele jest tekstów, bliskich memu sercu, począwszy od chrzestnego a skończywszy na tych, które tworzą hermeneutyczny obraz mojego ludzkiego świata. W nim jestem, żyję, kocham, służę, zmagam się o godność, spodziewam się szczęścia, dojrzewam do starości i modlę się: Przyjdź Panie Jezu. Zdecydowałem się jednak na słowa, które pomagają mi być farorzem.

Moje księżowanie nie jest przecież dodatkiem do smutnego i beznamiętnego życia, ani służbą, poza którą jestem kimś innym. Dziś jest cząstką mojej osoby, mojej egzystencji, mojego świata, mojego sposobu kochania i rozumienia, mojej modlitwy i mojego ustawicznego dojrzewania do pełni piękna, której znakiem jest brzydka śmierć. Tego, co jest służbą Słowu Bożemu nie da się oddzielić od tego, co jest kruchym naczyniem Słowa! Farorzem się jest także w porannej służbie własnemu dziecku, które wybiera się do szkoły, a nie tylko podczas usilnej modlitwy o pocieszenie dla tych, którzy mają się źle i są smutni.

Co to znaczy, że ja – Marek Uglorz – jestem farorzem? Odpowiedź na to pytanie, co jakiś czas formuję na nowo. Może tylko po to, żeby nie było nudno? Na pewno także dlatego, że chcę, aby było głębiej, piękniej, spokojniej i radośniej.

Dziś wiem, że Bóg jest dla wszystkich ludzi nieprawdopodobnie i nieracjonalnie miłosierny, ponieważ zrodził nas niczym mamusia. Jesteśmy z łona Bożej miłości i dlatego na każdy smutek, grzech i niedostatek ma dla nas tyle pocieszenia, ile tylko zmieściło się na krzyżu Chrystusa.

Jakże inaczej mógłbym ja? Zwłaszcza, że jestem farorzem! Jestem więc po to, aby pocieszać, a moja miłość ma przypominać Boże rahamim (miłosierdzie, które zrodziło się w Bogu do mnie, zanim wygramoliłem się na świat).

Czego o pocieszaniu by nie pomyśleć, poza wszelką wątpliwością jest to prawdziwie boska umiejętność, której nigdy nie posiądę. Jakże więc mogę ją doskonalić? Tutaj dochodzę do sedna! Dla mnie farorz (posługuję się śląskim określeniem, ponieważ źródła mojej samoświadomości są po pierwsze biblijne, a po drugie archetypiczne, ale zawsze po śląsku) jest kimś, kto – idąc przez świat i życie – pod jedną pachą mocno dzierży Biblię, a pod drugą portret kobiety.

Przecież poza Biblią najobfitszym w miłosierdzie źródłem pocieszenia jest kobieta. Z obrazu kobiety, jako matki i oblubienicy, poznaję piękno miłości i według niego modeluję służbę pocieszania. Ów obraz jest kodem ocalenia.

Jeśli zatem przez cały dzień mam pocieszać, o świcie nie mogę zapomnieć o Biblii i portrecie kobiety!

Niech nas Pan Bóg pociesza, abyśmy innych pocieszać mogli.