Sty 1

mju@escobb.com.pl

Chwała Pón Bóczkowi, żech się narodził w Cieszynie, w pieknym konteczku ślońskij krainy. Po mieczu, czyli po Manfridzie, jeżech prusokiem. Po kądzieli, czyli po Annie, rodzonej Gansel, jeżech cesarokiem.

Aspoń ni miołech wyboru i musiołech se chaupe wystowić kansi kole granicy na Wiśle. Jakisi 5 km od moi chaupy stoi kamień wedle cesty, na kierym som kilometry do Wiednia, a nie do Warszawy.

No cóż: Wielu do siebie zrażam!

Między innymi tym, że za ślązaka się uważam.

Wszakże nazwisko podpowiada – taka ma słowiańska krew,

że tylko na Śląsku słyszę wszystkich stworzeń śpiew.

Od zawsze mieszkałem na farach. Pierwsze cztery lata życia spędziłem w Jaworzu, gdzie Tato był wikariuszem. Potem zamieszkaliśmy w ST. Bielsku, bo został tam proboszczem.

Starobielska fara była miejscem mojego dziecinnego snu radości i beztroski:

Amnezja

Pozostało zaledwie kilka zapachów.

W nozdrzach bardziej?

Może w sercu?

Amnezja…

Z trudem widzę,

zamkniętymi oczami uśmiech taty;

Pamiętam – dłonie Mamy radość siały.

Amnezja…

Na stoliku druty z włóczką,

Za ścianą rzędy książek,

Dom pełen znaków miłości.

Amnezja…

Reszta gdzieś się podziała.

Fotografie pamiętają więcej,

I tylko miłość pozostała.

Amnezja?

Miłość pamięta!

Jestem mężczyzną. W moich żyłach płynie krew życia, dlatego wiem, że najpiękniejsza jest kobieta. W oczach kobiety można odnaleźć niebo. W jej delikatności i piękności doświadczyć niezwykłej miłości Boga.

W pięknie kobiety przychodzi do mnie piękny Stworzyciel i dlatego wiem, że mężczyzna pod jedną pachą zawsze powinien mocno dzierżeć portret kobiety:

Pozwól być dla Ciebie

1. Nie gniewaj się

i nie odrzucaj.

Zachowaj w modlitwie

zatrzymaj we wspomnieniach

przytul do serca

pozwól klęknąć przed pięknem.

Pozwól być dla Ciebie.

2. Ani kochać nie umiem,

ani być nie potrafię.

Żyję, abyś żyła Ty.

Chcę Cię przenieść ponad lękiem

położyć w posłaniu radości

ukołysać szczęściem.

Pozwól być dla Ciebie.

Chociaż zapierałem się jak tur, że księdzem nie będę, nic z tego nie wyszło. Co prawda skończyłem techniczną szkołę ogrodniczą w Białej, jednak od 19 lat zmagam się z biblijnym obrazem JHWH, aby go opisywać w tekstach i malować słowami kazań, katechez i wykładów:

Sobotni wieczór

Od dwudziestu godzin święci się sabat –

święty odpoczynek.

Za cztery godziny powitam niedzielę –

radość zmartwychwstania.

Ślęczę w gabinecie i myślę:

– Kim jestem?

– Jak mam być?

– Czy wolno mi odpocząć?

– Może powinienem zaharować się dla „nowej ziemi”?

Sługa Słowa – a chęci nie mam do niczego.

Radość stracona…

Serce puste…

Myśli płoche i zalęknione…

W sabat walczę o resztki wiary.

Zaufam i wstanę zmartwychwstały!

Jutro na ambonie znowu będę uśmiechnięty.

Na szczęście pozostaje mi – żeby nie zwariować, albo co gorsze nie zachwycić się sobą – miłość do stworzenia.

Doprawdy nie podziwiam jedynie piękna kobiet. Zachwycają mnie też kwiaty i drzewa. Tęsknię za zapachem ziemi po pierwszym ciepłym, wiosennym deszczu. Od dzieciństwa hoduję rasowe kury i gołębie, których mam zdecydowanie za wiele. Aczkolwiek, gdy liczę kurze nogi na placu i gołębie w wolierach, chwytam się za głowę, gdy jednak zaczynam liczyć ich głowy, pewniej staję na nogach: W końcu to jest dwa razy mniej!!!

Bez przyrody moja duchowość byłaby jakaś miejska, zbyt ponowoczesna, septyczna i może mało wrażliwa?

Jesienne liście

Wczoraj zielone, dziś wyzłocone;

Jesienne liście – letniego słońca zaklęty czar.

Roztańczone w rytmie zuchwałego wiatru,

Piękne dziś ostatni raz.

Otulony srebrem porannych przymrozków,

Poczerwieniał nimi świat wokół nas.

Rozbudzonych namiętności płomień,

Ginie pod strumieniami łez.

Jesienne liście – kolorami ziemi,

Zimowej śmierci czynią znak.

Milczeniem roztańczonego przemijania,

Zapraszają na ostatni bal.

Moim mistrzem jest śląski romantyk z Łubowic pod Raciborzem, Józef von Eichendorf. Jego serce też biło po Śląsku, chociaż usta gadały po niemiecku. Ale tak to już jest w naszej śląskiej ojczyźnie, że język nie jest najważniejszy. Łączy nas pewien rodzaj wrażliwości, który obcy jest Polakowi, Niemcowi, czy Czechowi. Chociaż – nawiasem mówiąc – coraz częściej dostrzegam, że cesarokom kulturowo najbliżej do Morawian, zaś prusokom z Górnego Śląska do Czechów.

Dlatego zakończę wierszem Eichendorfa:

Strony rodzinne

Pamiętasz tam, na wzgórzu, zamek ów?

Łkał nocą róg, jak gdyby wołał ciebie,

I sarna szła na łów,

I szumiał las i srebrniał sierp na niebie –

Tak cicho… Abyś mógł usłyszeć siebie

I boleść swych dziecięcych snów.

Pamiętasz ogród? – Wiosną, świtem, wczas,

Tam dziewczę w chłodnej rosie ścieżek chodzi

Samotność siejąc w nas…

I jak kto pieśnią swą tęsknotę budzi,

Tak w śpiewie kwiatów, drzew, nas wiecznie łudzi

Nasz dawny, przepłakany los.

Korony drzew, niech brzmi wasz szumny jęk!

Ucieczka na nic – wszędy wspomnień sploty.

Jak wierny pies ten dźwięk…

Dosięgną cię ojczystej pieśni groty,

A w niej zaklęty ból nasz szczerozłoty.

Twój los jak mój: tęsknota, lęk.

Tłum. Ks. Jerzy Szymik

Podziwejcie się na mojom stroniczke i ostońcie z Pón Bóczkiem!