Lut 7

tumblr_m5gj1h0Z9K1qdfusyo1_500yes11

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,30-37) jest jedną z szeregu autobiograficznych, którymi Jezus z Galilei pomaga zrozumieć swoje decyzje i zachowania. Co prawda pochodzi z Galilei, o czym wielu wiedziało, a inni mogli się domyślać po dialekcie, którym posługiwali się Galilejczycy, niemniej zwłaszcza wśród szczególnie nienawidzących Go przeciwników mógł uchodzić za Samarytanina, o czym wzmianka zachowała się w Ewangelii wg Jana. Pobożni Żydzi, związani z jerozolimską świątynią, uważali Samarytan za społeczno-religijny margines, którego unikali, więc można przypuszczać, że w ten sposób mogli dyskredytować Jezusa. Ten jednak, swoim zwyczajem nie tylko się tym nie przejmował, ale być może nawet sam się tak przedstawiał, aby identyfikowano Go z ludźmi, którym pomagał.
Opowiadając, interesującą nas przypowieść, Jezus co prawda nawiązuje do historycznego napięcia, towarzyszącego wzajemnym kontaktom Judejczyków z Samarytanami, aby słuchaczom uświadomić, że miłość znosi prawne i kultowe ograniczenia, czyniąc człowieka wolnym w czynieniu dobra, jednak tę narrację współcześnie możemy wykorzystać na wiele sposobów, zachowując podstawową intencję autora. Spróbuję zatem, wykorzystując przeciwieństwo postawy kapłańskiej i tzw. samarytańskiej, zachęcić Was do równoważenia w codziennym życiu przeciwieństw, które zabsolutyzowane czynią człowieka nerwowym, nieszczęśliwym i chorym. Zresztą podobną funkcję terapeutyczną może pełnić także przypowieść o miłosiernym ojcu (Łk 15,11-32).

tumblr_m4485cypmm1roez34o1_500tumblr_o0oyhki1eI1ry5naio1_500

Odpowiedź na pytanie, dlaczego kapłan z lewitą nie pomogli pobitemu człowiekowi, sugerująca brak empatii, zobojętnienie, a być może nawet złe serce, jest prawie na pewno błędna. Prawdopodobnie szli do Jerozolimy, aby zwolnić kolegów ze służby i w trakcie swojej zmiany służyć w świątyni. Gdyby dotknęli pobitego, o którym nic nie wiedzieli, straciliby fundamentalny warunek do rozpoczęcia swojej zmiany, a mianowicie kultową czystość. Trudno przypuszczać, aby nie chcieli pomóc. Oni po prostu nie mogli pomóc umierającemu, aby móc służyć Bogu. Są zatem obrazem tego wszystkiego co w świecie, ale też wewnątrz człowieka jest strukturalne, sztywne, określone prawami i poddane wyobrażeniom religijnym, w których najważniejszą rolę pełnią przepisy kultowe.
Tymczasem Samarytanin był od nich wolny. Z punktu widzenia kapłana i lewity całkowi-cie niepobożny człowiek, bo nie służący Bogu w ramach ich struktury religijnej, mógł bez najmniejszych obaw pomóc umierającemu człowiekowi. Stał się przysłowiowym miłosiernym Samarytaninem, ponieważ nie obowiązywała go reguła, norma, schemat, a struktura nie wymagała określonych zachowań.

tumblr_m1wb9nKbsS1rt1xqfo1_1280tumblr_m3ygryce1k1qzd1nwo1_1280

Będzie z pożytkiem dla każdego, jeśli tę autobiograficzną przypowieść Jezusa, a szczególnie obie metafory, więc kapłana z lewitą oraz Samarytanina, zdoła zastosować do własnych życiowych doświadczeń i potrzeb. Przy czym wcale nie sugeruję jedynie samarytańskich zachowań wobec oczekujących pomocy. Otóż każdy z nas co jakiś czas znajduje się w życiowej sytuacji, którą na podobieństwo Jezusowej narracji można opisać, jako pobicie i umieranie.
Wówczas, jakby poranieni przez złych ludzi albo życiowe sytuacje, czujemy, że wycieka z nas życie. Często w takich sytuacjach próbujemy sobie pomóc w sposób standardowy, schematyczny, jakby miał do nas podejść kapłan i podać nam rękę. Wydaje nam się, że wiemy, jak powinniśmy sobie pomóc, bo do tej pory działało. Mamy gotowy scenariusz wyjścia z niebezpieczeństwa. Dla przykładu albo zastosujemy presję na samego siebie i usztywnimy swoje stanowisko i pogląd, albo postanowimy, że jakiegoś zachowania nie powtórzymy i słowa nie wypowiemy. Tymczasem tym razem schemat po prostu nie działa i życie dalej wycieka, depresja się pogłębia, ciemność zyskuje na intensywności.

tumblr_ncym7bnlwA1qesf6mo1_500bbffc1686638716032814a05f20327b3

Są po prostu sytuacje, w których musimy sobie pozwolić na zachowanie niestandardowe, nieoczekiwane, być może nawet całkiem niepobożne w ocenie własnej albo innych ludzi, ale jedynie skuteczne. Wcale nie rzadko potrzebny jest miłosierny Samarytanin, który to wszystko, co jest strukturalne, ujęte w kodeksy i normy, a z religijnego punktu widzenia pobożne, będzie miał w nosie i poda nam pomocną dłoń, abyśmy znowu stanęli na nogach.
Takiego miłosiernego Samarytanina trzeba w sobie mieć i o niego dbać, pozwalając sobie czasem na miłosierne zachowania wobec samego siebie. Inaczej za progiem kolejnego dnia przyczai się choroba, nieszczęście i śmierć. Dlatego warto równoważyć w sobie oba elementy, bo oba są potrzebne do zdrowego i usatysfakcjonowanego życia. Niech nie rządzi nami kapłan, ale też nie bądźmy dla samych siebie tylko miłosiernym Samarytaninem, lekceważąc zobowiązania i powinności, a będziemy szczęśliwi i radośni.