Lut 28
Głęboka, życiowa zmiana przede wszystkim zawsze jest rozciągnięta w czasie. Jest destrukcyjna, bo obejmuje procesy poznawcze, ogranicza przekonania, narracje życiowe, wspomnienia, fantazje. Obejmuje także procesy emocjonalne, ogranicza zdolność kontaktowania się z samym sobą w zakresie rozpoznawania, nazywania i adekwatnego przeżywania emocji. Wielu doświadcza wówczas czegoś na kształt emocjonalnego paraliżu, głębokiego do tego stopnia, że ludzie religijni często tracą zdolność samodzielnej modlitwy i żeby mimo wszystko utrzymywać modlitewny kontakt z Bogiem modlą się gotowymi for-mułami. Dlatego, gdy nadciąga życiowy kryzys, większość z nas ma ochotę zaszyć się w swoim domu-twierdzy, żeby przeczekać i ponieść jak najmniejsze straty. Zaczynamy bać się przyszłości i mamy wrażenie, że wpadamy w czarną dziurę a najpiękniejsze chwile życia są za nami. Najrozsądniejszym wydaje się zaparzenie ziół na uspokojenie nerwów. Czy na pewno?

tumblr_lkmr61pQHD1qfjc32o1_500

Mimo wszystko w efekcie głębokich zmian i w dłuższej perspektywie czasu okazuje się, że życie zaczyna inaczej smakować; że może być ciekawsze i bliższe oczekiwaniom. Kto jest świadomy własnej cielesności, ze zdziwieniem zauważa, że dotychczasowe napięcia mię-śni znikają, a kręgosłup i stawy zdrowieją. Niektóre nawyki znikają całkowicie, a inne się zmieniają. Poza tym znacznie poszerza się spektrum możliwych zachowań. Oznacza to większą wolność wyboru, brak przymusu i konieczności nieustannego sięgania po wsparcie używek i lekarstw, lekarzy i przyjaciół. Zmieniają się również relacje, ponieważ znika napięcie i lęk. Pojawia się za to zdolność wypowiadania słowa „nie”, ale i słowa „tak” dla nowych smaków, pomysłów, rozwiązań. Rozszerza się świadomość i mnogość doznań, a to powoduje, że najwięcej nowych sposobów na rozwiązywanie pojawiających się problemów znajdujemy odtąd w sobie.
Czy więc na pewno, gdy na horyzoncie pojawia się kryzys i wywołana nim życiowa zmiana, powinniśmy zaparzyć sobie ziółka na uspokojenie? W żadnym wypadku! Gdy dopada nas kryzys, pierwszym pomysłem, jaki powinien nam przyjść do głowy, jest kupienie butelki dobrego wina albo szampana, i wypicie go na własne szczęście. Bo gdyby nie ów kryzys tkwilibyśmy w starych strukturach, nawykach i wzorcach, a nasze życie zamierałoby. Skoro nadciąga kryzys, na pewno zmieni się życie. Jednak to, w którą stronę się rozwinie, zależy wyłącznie od każdego z nas. Dlatego wówczas nieporównywalnie lepiej jest czuć się niczym król, któremu nikt nie może narzucić rozwiązań i za niego zdecydować, jak ma się zachować w godzinie kryzysu, aniżeli chory, czekający w kolejce na wizytę u lekarza bądź terapeuty.

tumblr_nz422eHzgf1qfqsk1o1_500

Czy Jezus z Galilei, który dla wielu z nas jest życiowym inspiratorem oraz źródłem życia, nazwał siebie herbatką z melisy albo może naparem z rumianku na żołądkowe dolegliwości? Co najwyżej byłby wówczas przyczyną mdłości i złych wspomnień u tych, którym te herbatki zbrzydły. Tymczasem On jest krzewem winnym, na którym rodzą się owoce do fermentacji, a kielich, pełen wina, czyni znakiem uczestnictwa w Jego duchu i Bożym życiu. Jezus z Galilei, nikt inny, wodę potrzebną do rytualnych obmyć w Kanie Galilejskiej zamienia w najlepsze wino, a dniu wylania Ducha Świętego apostołów zmienia do tego stopnia, że zachowują się tak, jakby upili się młodym winem. A przecież byli ludźmi, przeżywającymi wówczas kryzys życia, zagrożony cierpieniem i śmiercią. Zresztą chrześcijanie zawsze, zwłaszcza wtedy, gdy czuli się zagrożeni, zbierali się na dziękczynieniu, czyli eucharystii, którą zwiemy Sakramentem Ołtarza, aby pić wino i poczuć się Bożymi dziećmi, a więc dziedzicami Królestwa.
Czyli kim? Królami właśnie!
Gdy więc nadchodzi kryzys i życie zaczyna się zmieniać, kup najlepsze wino i napij się, bo w Chrystusie jesteś królem. Napij się na swoje szczęście i poddaj się zmianie, skoro wierzysz w to, że cokolwiek się wydarzy i tak wszystko dobrze się skończy. Weź pod uwagę, że zmiana rzeczywiście wymaga pokonania wewnętrznych blokad, typu: „Mnie się nie uda”; „Jestem do niczego”; „A może jutro?”; „To nie ma sensu”; „To się nigdy nie zmieni”. Pamiętaj, że zbyt długie rozmyślanie może być niebezpieczną pułapką, ponieważ rozum podsuwa wciąż nowe i tylko pozornie racjonalne wymówki, jednak w rzeczywistości kłamie Cię. Jeśli rzeczywiście odczuwasz paraliżujący lęk przez zmianą na gorsze, prawdopodobnie dlatego, że dotąd nigdy żadnej zmiany nie doprowadziłeś(łaś) do końca, a chociaż zmiana jest rozwojowa, początki zawsze bywają trudne i w pierwszym etapie jest destrukcyjna.
Zmiana jest trudna także dlatego, że wymaga dużego wysiłku od zaraz, a na efekty będziesz musiał(a) poczekać. Zmiana jest jak długoterminowa inwestycja, której bilans poznaje się po jakimś czasie. Dlatego sama zmiana nie wystarczy, trzeba jeszcze zgodzić się na to, co przynosi, i zaakceptować cenę, którą trzeba za nią zapłacić. Tylko nie trać wiary, że cokolwiek się dzieje na końcu wszystko dobrze się skończy.