wrz 16

Od zimowych miesięcy Europa z niepokojem obserwuje ukraińskie harce cara Rosji, Wł. Putina. W związku z czym panowie: B. Obama, J. Biden i J. Kerry jeżdżą po świecie i swoimi słowami oraz sankcjami próbują wymóc porozumienia genewskie, aby doprowadzić do uspokojenia sytuacji, której geopolityczne konsekwencje wykraczają poza granice środkowej Europy. Słuchając przywódców Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale też większości polityków z Europy, odnoszę wrażenie, że albo nie potrafią zinterpretować postaci i zachowań Wł. Putina, albo dość oczywistej interpretacji po prostu do siebie nie dopuszcza-ją. Tymczasem warunkiem wypowiadania odpowiednich słów i zajmowania skutecznych postaw wobec Moskwy, która rości sobie prawo do bycia trzecim Rzymem, jest uwzględnienie religijno-kulturowych warunków, w których działa rosyjski prezydent.

Obawiam się, że w amerykańskich oczach Wł. Putin uchodzi za azjatyckie wcielenie archetypu kowboja, z którym on sam nie ma nic wspólnego. To, że z nagim torsem jeździ na koniu, ujeżdża kłady, pozuje na silnego mężczyznę, niczego nie przesądza. Nawet obawa, że próbuje odbudować imperium carów i Stalina, nie usprawiedliwia infantylnego traktowanie Wł. Putina, którego nie zachęci się do zachowań, typowych dla amerykańskiej wyobraźni, czyli na przykład do pojedynku. Czy podskórne i zamaskowane wykorzystywanie rosyjskich najemników na terenie Ukrainy nie podpowiada, że Wł. Putin kowbojem nie jest ani nie chce nim być? Paradoksalnie to właśnie mężczyzna o typowej mentalności kowboja, czyli J.W. Busch, dużo sprawniej poradziłby sobie z prezydentem Rosji, ponieważ natychmiast zauważyłby, że ma do czynienia z kimś, kto funkcjonuje według zupełnie innego mitu założycielskiego.

tumblr_mvgkcqxobs1rrk7mso1_500

Skoro ewentualność, że mamy do czynienia z putinowską wersją wojskowego maczyzmu odpada, może warto uwzględnić wpływ archetypu włoskiej cammory, na co z kolei gotowi są przystać politycy z Europy? Absolutnie nie. Putinowi daleko do mężczyzn z Palermo, z pożółkłymi od nikotyny wąsami, pogrążonych w myślach i oczami nieruchomo wpatrzonymi w niejasną przyszłość, którzy odzywają się tylko wtedy, gdy już nie ma innej możliwości. Co prawda Putinowi jakby udawało się być dyskretnym i ukrywać emocje, będące klasyczną piętą Achillesa mężczyzny z Palermo, jednak w rzeczywistości, mimo zachowywania niewzruszonego wyrazu twarzy, jego oczy ujawniają namiętności i bardzo łatwo wyprowadzić go z równowagi.
Kim więc jest Wł. Putin? Dla teologa odpowiedź jest dramatycznie oczywista. Dramatycznie, ponieważ niepoprawna politycznie, i dlatego nie pozwala się jej zaistnieć w publicznym dyskursie. Ale po kolei.
Znaczna część kulturowej tradycji Europy i Ameryki ukształtowała się pod wpływem ewangelickiego etosu nauki i pracy. Odkąd bowiem ludzie zostali zwolnieni z troski o własne zbawienie, bardziej zainteresowali się światem. Człowiek, aby rzeczywiście mógł okazał się pobożnym, nie musiał opuszczać świata i uciekać przed konsekwencjami życia w świecie, wkraczając w klasztorne mury. Odtąd świat stał się klasztorem. To znaczy, że Boga nie tylko można, ale wręcz należy czcić w codziennym życiu, odnajdywać Jego twarz w obliczu bliźniego. Praca rolnika i rzemieślnika nie jest mniej pobożna od modlitw mnicha. Dla duchowości oznaczało to zwrócenie się w stronę wielu nowych aspektów życia, a przede wszystkim, że odtąd duchowość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla elit, ale zajmuje należne jej miejsce w samym środku przestrzeni i czasu ludzkiej egzystencji.

tumblr_m5vuwtwCa71qg205no1_400
Dzięki Reformacji ludzie nauczyli się służyć Bogu świeckim powołaniem i doświadczać błogosławionych skutków bycia pobożnym człowiekiem w każdej dziedzinie życia społecznego. Ewangelicka duchowość nie jest umiejscowiona pomiędzy niebem a ziemią, ale stała się formą przeżywania Bożej obecności w codzienności bycia człowiekiem. Jej konsekwencją jest świecka odpowiedzialność za własne życie i los bliźniego. W dużej części Europy i Ameryki Północnej nie oczekuje się Bożej interwencji z zewnątrz, czyli rozwiązania problemów przez cudowną zmianę sytuacji życia, ale doświadcza spotkania z Bogiem wewnątrz swej istoty, dzięki czemu człowiek staje się mocny i świadomy siebie, a przez co samodzielnie kształtuje swoją życiową sytuację. Ta religijna zmiana wyobrażeń Boga jest jednym z fundamentów zachodniej cywilizacji.
Tymczasem w prawosławnej Rosji mamy do czynienia z zupełnie innym obrazowaniem Boga, a więc innymi skutkami światopoglądowymi. Wł. Putin nie jest kowbojem ani mężczyzną z Palermo, ale typowym patriarchą, uwikłanym w religijne wzorce, nawet jeśli sam nie jest zbyt religijny, ponieważ są wzorcami kulturowymi i społecznymi. Jego zachowania, pozy, gesty i słowa, utrwalają wizerunek patriarchy z typowego systemu teokratycznego, którego zadaniem jest przekazywanie życia (stąd pozy jurnego mężczyzny, o którym powinny marzyć Rosjanki), dbanie o przetrwanie klanu w trudnych warunkach środowiskowych czy geopolitycznych, przestrzeganie prawa (stąd pozy praworządnego sędziego), oraz prawo do wymierzania śmierci dla dobra całej wspólnoty.

Wł. Putin nie wyrósł ponad religijną kulturę swego ludu, nie jest więc żadnym wybitnym mężem stanu, a jedynie sprawnym administratorem w społeczeństwie, które nie wyobraża sobie, że mogłoby samo wziąć odpowiedzialność za siebie. Będąc więźniem religijnych wyobrażeń, których nie rozumiemy, nigdy nie będzie politykiem, odpowiadającym wzorcom tzw. zachodniej demokracji. I dlatego trzeba uważać, bo w patriarchalnej mentalności wojna jest oczywistą i stosunkowo prostą metodą przetrwania, co patriarcha jest winien swojemu klanowi.

W tym obrazowaniu religijnym Bóg nie zmienia człowieka od wewnątrz, aby radził sobie w codziennym byciu, ale zmienia świat dla człowieka!

 


wrz 11

tumblr_m1wv3qXsPO1qz8619o1_1280

Pokonani i zrezygnowani bardzo często czekamy na cud. Szukając uzasadnienia niepowodzeń i beznadziei, która wkradła się w nasze myśli, wmawiamy sobie, że świat oszalał a życie jest okrutne. Na pytanie, czy chcemy być zdrowi, radośni, spokojni, mieć ochotę na zmianę swojego położenia, niemal automatycznie wskazujemy winnych: a to ktoś nas nienawidzi, inny źle nam życzy, ktoś nie pomógł, a jeszcze inny tak źle urządził nasz świat, że żyć się w nim nie da. Co wówczas pozostaje? Oczywiście czekanie na jakiś bliżej nieokreślony cud, który szczęśliwym trafem pomoże wyrwać się z nieszczęścia.
Tymczasem te sądy najczęściej są wygodnymi kłamstwami, którymi udaje nam się usprawiedliwić bierność, ale uwaga: WYŁĄCZNIE PRZED INNYMI! Samych siebie w ten sposób nie wyprowadzimy w pole. W głębi naszego sumienia wiemy, że są to tylko zmyślne kłamstwa, które nas pognębiają. Powtarzając je, w istocie nie osiągamy żadnego dobra, a ich negatywną konsekwencją jest to, że tracimy szacunek do samych siebie i coraz bardziej toniemy w rozpaczy.

tumblr_m3qkrnOfnV1qg205no1_500

Cud się nie zdarza, jeśli nie pojawiają się dwa warunki jego zaistnienia! Czy pod-stawowym warunkiem cudu jest wiara? Owszem, ale w tym wypadku rozpisana na dwa bieguny, ujawniające strukturę cudu. Idzie mianowicie o wolę i działanie. Jeśli mamy odpowiednio zmotywowaną wolę oraz konsekwentnie działamy, aby osiągnąć wyselekcjonowany cel, w języku świata bywamy nazywani skutecznymi ludźmi. Tymczasem, jeśli motywuje nas wiara, dynamizujemy naszą życiową sytuację do tego stopnia, że Bogu nie pozostaje nic innego, tylko ujawnić swoje błogosławieństwo pod postacią cudu.
Gdyby przez pustynię nie prowadził Izraela człowiek z niezłomną wolą i żelazną konsekwencją, cały lud z uczuciem ulgi powróciłby w niewolę. Ponad wszelką wątpliwość nie wydarzyłyby się te wszystkie cuda z okresu wyjścia, jak i późniejsze, gdyby nie odpowiednio zmotywowany i działający Mojżesz, człowiek wielkiej wiary, który nie oszukiwał siebie ani ludu kłamstwami w stylu: nie da się, sprzysięgli się przeciwko nam, tylko w godzinie próby spokojnie i z przekonaniem rozmawiał z Bogiem, negocjując warunki kolejnych cudów.

Więc nie okłamujmy samych siebie, próbując usprawiedliwiać brak wiary w pomyślne rozstrzygnięcia niepowodzeń i przezwyciężanie kryzysów. Ani przed światem, ani tym bardziej przed sobą nie uratujemy twarzy, posługując się kłamstwami, które nas kaleczą i oszpecają. Poniżej, dla przykładu analizuję dziesięć z nich. Przemyślmy ich konsekwencje, czy rzeczywiście w czymś nam pomagają? Jeśli nie, a jestem przekonany, że tak właśnie jest, czym prędzej przestańmy je powtarzać, żeby uwol-nić się spod ich wpływu.

tumblr_m4onaicrQA1qg205no1_500

- Jeśli osiągnę coś (co wydaje mi godne pożądania) albo będę miał coś (co wydaje mi się niezbędne), zostanę szczęśliwym człowiekiem

To jedno z największych kłamstw współczesnego pokolenia, dlatego coraz mniej ludzi jest szczęśliwych. Czy nie na tym polegał grzech Ewy z Adamem w Ogrodzie Życia, skutkiem którego doświadczyli skrajnego nieszczęścia? Szczęście bowiem nie nadejdzie wraz z tym, czego pragniesz. Szczęście jest teraz, bo teraz żyjesz i teraz jesteś tym, kim jesteś. Tylko szczęśliwi ludzie osiągają naprawdę wielkie ciele.

tumblr_manvhyMj961qd8ajzo1_500

- Jestem mało wartościowy, ponieważ nie odniosłem sukcesu.

Kolejna wielka bzdura, skoro w porządku świata i w ocenie ludzi, umierający na krzyżu Jezus z Galilei nie odniósł co prawda sukcesu, a i tak uznajemy Go za najwartościowszego człowieka. Więc lepiej odpuścić sobie oczekiwania własne oraz innych na nasz temat, jak powinno rozwijać się nasze życie, a zacznijmy koncentrować się na tym wycinku życia, w którym akurat uczestniczymy. Żyjmy świadomie chwilą, która się dzieje, a wówczas odkryjemy, że nie tylko w oczach Boga jesteśmy bardzo wartościowi.

tumblr_m8neakA7qt1qg205no1_500

- Ludzie mnie nie rozumieją.

To jest kłamstwo, które ma nam pomóc rozładować napięcie, związane z samotnością. Tymczasem warto zgodzić się na samotność, akceptując jej pozytywny wpływ na rozwój relacji z Bogiem i poznanie samego siebie, a kłamstwa unikać, ponieważ nie rozwiąże problemu samotności a jedynie wyobcuje nas z każdej wspólnoty. Wyobcowanie i samotność to naprawdę dwa różne doświadczenia. Pierwszemu najczęściej sami otwieramy drzwi do naszego życia, uznając się za niezrozumiałych. Więc zamiast pogłębiać to doświadczenie, sądząc, że inni nie zgadzają się z Tobą, po prostu zacznij być wdzięcznym za swoją niepowtarzalność i wyjątkowość.

tumblr_mmz74d9Dvf1qfgwwmo1_500

- Moja przeszłość nie pozwala mi się rozwijać.

Kolejna, tragiczna nieprawda. Przeszłość, bez względu na to, czy oceniamy ją pozytywnie czy negatywnie, uczyniła nas tym, kim dziś jesteśmy. Mówiąc inaczej, jesteśmy rozpoznawalni po naszej przeszłości. Jeśli więc uważasz, że popełniłeś błędy, które skutkują tym, że dziś w twoim życiu nie pojawiają się w nowe możliwości, samego siebie zapytaj: czego się z nich nauczyłeś; jakie wnioski możesz z nich wyciągnąć, abyś wreszcie odwrócił się od przeszłości, a zwrócił ku przyszłości. Chrześcijańskie pojęcie usprawiedliwienie jest tego rodzaju, uwalniającym doświadczeniem, umożliwiającym pożegnanie się z konsekwencjami własnej przeszłości.

tumblr_mgrb8ogsEq1r11hw1o1_500

- Moje życie jest bezcelowe.

To z kolei jest kłamstwo, które sprawia wrażenie nie-zwykle pobożnego, jakby idealnie pasującego do chrześcijańskiej koncepcji człowieka. Ale to jest nieprawda. Już sam fakt, że masz tego rodzaju świadomość, ujawnia, że właśnie w tym doświadczeniu chybienia celu, być może jak nigdy dotąd nadajesz życiu odpowiedni sens i jesteś bliski swojemu celowi. Skoro o tym myślisz, więc masz życiowy cel i chcesz go osiągnąć. Mniej więcej to samo przeżywa-ją religijni ludzie, którzy boją się, że oddalili się od Boga, a tymczasem są z Nim w dużo lepszej relacji, aniżeli ci, którzy mają się za pobożnych. Więc zamiast się ka-leczyć, skupiaj się na dobru, a nie na złu, i osiągaj życiowy cel na bezdrożach świata i własnego życia.

tumblr_mvrvwapwZk1s3u542o1_500

- Nie kontroluję życia, nie mogę wpływać na jego przebieg.

Nieprawda. Nic nie jest dziełem przypadku i nie jesteśmy zdeterminowani. Niezwykle twórczo możemy kształtować własne życie, angażując w nie wolę i działając, jeśli oczywiście wierzymy, że ma to sens. Ludzie wiary są więc uprzywilejowani. Chrześcijanie dla przykładu oddają swoją pracę, relacje i decyzje Chrystusowi, wierząc, że wszystko, co przynależy do porządku świata, w Nim staje się dla nich źródłem satysfakcji i błogosławieństwa. To oznacza, że nie absolutyzują swojej woli i działania, a jednocześnie dokładają starań, aby to, co jest do zrobienia, uczynić jak najlepiej na chwałę Zbawiciela. Dlatego w życiu wszystko możesz zmienić, a jeśli coś ci się nie podoba, nie narzekaj, ale wstań i z wiarą zacznij działać.

tumblr_mywqoc4l1r1qd8ajzo1_500

- Moi rodzice są winni moich niepowodzeń.

Kłamstwo, które z upodobaniem rozpowszechniają niektórzy terapeuci, mający prawdopodobnie problem, żeby pojednać się z własnymi rodzicami. Rodzice najpewniej zrobili wszystko, na co było ich stać w ich miłości, więc wychodząc z tego punktu widzenia nie należy ich obwiniać, ale usprawiedliwić. Z jednej strony zdać sobie sprawę ze zranień, a z drugiej uczynić z nich atut i nauczyć, czego nie robić, aby nie ranić. Najlepsze, co w takiej sytuacji możesz uczynić, to pojednać się z przeszłością, usprawiedliwić wszystkich, którzy Cię skrzywdzili i zacząć myśleć o przyszłości.

tumblr_n2cy02TaPL1qg205no1_500

- Jeżeli mnie kocha, zrobi to, czego oczekuję.

To kłamstwo, raniące każdą relację i niszczące związki. Miłość nie stawia warunków, ale otwiera perspektywy. Stawiając warunki, myślimy wyłącznie o sobie, o swoim domniemanym szczęściu, zamykając możliwość wspólnego rozwoju, a więc też wspólnej drogi ku przyszłości. Ten sposób myślenia, skazuje miłość na porażkę i sprawia, że stajemy się ofiarami losu, to znaczy ofiarami własnych niespełnionych oczekiwań. Zamiast tego, ukochaną osobę obdarzaj wolnością, a samemu sobie daj prawo do miłości, która nie będzie się wypełniać na Twoich warunkach. Niech miłość zaskakuje!

tumblr_m6f9qgTp601r5fw38o1_500

 – Moje ciemne strony są wyjątkowo paskudne.

Ależ nie! Najprawdopodobniej to wszystko, co w sobie nienawidzisz, jest tym, co cię różni od innych, a więc wyróżnia, czyniąc wyjątkowym i pięknym. Więc nie zwalczaj swoich ciemnych stron, ale pojednaj z nimi i zobacz w nich siebie. Rozwijaj w nich swoją indywidualność, bez której nigdy nie byłbyś sobą i nie byłbyś w stanie zaowocować pełnią swojego osobowego potencjału. Nie walcz z częścią siebie, ale przyjmij siebie w całości i rozwijaj wdzięczność za to, że jesteś niepowtarzalny.

tumblr_mayfk3x7QF1r9pmrio1_250

- Muszę zmusić się do większego wysiłku.

To kolejne wyniszczające kłamstwo, którym próbujemy ukryć nieprzyzwoite lenistwo. Najczęściej wcale nie trzeba zmuszać się do większego wysiłku, a po prostu wystarcza efektywnie i mądrze zarządzać czasem i skutecznie wykonywać zadania. Kto myśli w ten sposób, łatwo może wpaść w chorobę perfekcjonizmu albo pracoholizmu. Najważniejsze w takiej sytuacji jest to, abyś przestał porównywać się z innymi, a energię przeznaczył na wykonywanie zadania, które w tej chwili masz do zakończenia. Powoli, małymi krokami, idź do przodu. Krok po kroku, konsekwentnie realizuj kolejne przedsięwzięcia, a nagle okażesz się tytanem pracy.

 

 

 


wrz 9
DSC_8561

Zdjęcia: Michał Uglorz

Przepraszam moich Czytelników, że od kwietnia byłem nieaktywny. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że w maju podjąłem się trudnego i ryzykownego zadania naprawienia jednej z bielskich uczelni wyższych. Dziś z ulgą mogę wyznać, że widać szczęśliwe zakończenie. Jeśli za niespełna miesiąc rozpoczniemy kolejny rok akademicki i będę mógł przystąpić do realizacji swoich planów rozwoju uczelni, zaintonuję pieśń pochwalną na cześć Najwyższego, bo cuda czyni, o jakich nie śnili nasi przodkowie. Niemniej w międzyczasie stało się coś jeszcze, czego zapowiedzią jest tytuł wpisu. 11 sierpnia otworzyliśmy w Pszczynie kawiarnię i uczymy się gastronomii oraz budowania nowych relacji z ludźmi, którzy w kawiarni są naszymi klientami. A gdzie spotykają się ludzie, toczy się życie, prowadzone są rozmowy, można cieszyć się nowymi smakami i wzajemnie budować dobrymi słowami, tam Boża obecność jest w nas i pośród nas. Więc zachęcam Was – moi Przyjaciele – nie tylko do odwiedzenia Kawiarni w Stajniach Książęcych, która w niedługim czasie doczeka się własnej strony, ale też lektury poniższego tekstu, który wszystko czyni jasnym.

DSC_8518

Michał Uglorz

Duża część współczesnego pokolenia ma coraz mniejszą świadomość pochodzenia i religijno-kulturowej tożsamości, czyli tzw. korzeni. W związku z tym lawinowo rośnie rzesza ludzi zafascynowanych innymi religiami i kulturami. Czy słusznie? Być może pragnienie uczestniczenia w innych nurtach cywilizacyjnych wcale nie wiąże się z potrzebą poznawania nowego, a po prostu ujawnia słabości? Wystarczyłoby głębiej poznać własną kulturę i tradycję duchową, a także świadomie wprowadzać w nią swoje dzieci, żebyśmy pozbywali się kompleksów. Chodzi więc o to, abyśmy mieli świadomość skąd jesteśmy, jaka jest tradycja naszej kultury, jakie są najgłębsze źródła duchowości naszej rodziny, a one między innymi ujawniają się w zwyczajach i rytuałach, czyli czymś, co byłoby nazwać rodzinną liturgią.
Słowo, kawa i ciasto – być może po zamknięciu powiek i przypomnieniu sobie jakiegoś do-świadczenia, z relaksem i przyjaciółmi ktoś połączy inne zapachy i smaki? Jakieś znajdą się na pewno, ponieważ atmosfera wypoczynku, spaceru i spotkania pełna jest bodźców, działających na wszystkie zmysły. Relaks niedzielny czy świąteczny, a może popołudniowy albo z książką w ręku mocno zapada w pamięć, żłobiąc wyraźne ślady w naszej osobowości, ponie-waż jest czasem słuchania, widzenia, dotykania, smakowania i wąchania, czemu popularnymi sądami często z uporem zaprzeczamy.

DSC_8526

Michał Uglorz

Słowo, kawa i ciasto – tworzą osobistą, rodzinną i przyjacielską aurę relaksu, której zawdzięczamy niepowtarzalność życiowego doświadczenia. Prowokują do wspomnień z rodzinnego domu i świątecznych spotkań, ale też zachęcają, aby znaleźć miejsce, w którym mogą zaistnieć jednocześnie i wyzwolić dobrą energię.

DSC_8546

Michał Uglorz

Ożywieni tym pragnieniem, Marianna, Halina i Marek, postanowili w Pszczynie otworzyć kawiarnię, której najważniejszą właściwością jest aura słowa, pachnącej kawy i smacznego ciasta. Wybór padł na stajnie książąt pszczyńskich, które należą do najciekawszych osiemnastowiecznych zabytków na Śląsku i są jednym z najcenniejszych zabytków w Pszczynie. Znajdują się w kompleksie obejmującym Muzeum Zamkowe w Pszczynie i park w stylu angielskim, który został zaprojektowany przez księżną Daisy. Tak nazywano słynną z urody Angielkę Marię Teresę Cornwallis-West, księżnę von Pless, która w 1891 roku poślubiła Jana Henryka XV Hochberga.

DSC_8544

Michał Uglorz

Najstarsza wzmianka o stajniach w pobliżu pszczyńskiego zamku pochodzi z 1629 roku. Obecnie istniejący kompleks stajni książęcych został wzniesiony w drugiej połowie XIX wie-ku przez Hochbergów. W 1864 roku wybudowano powozownię, a dwa lata później także siodlarnię, w której znajduje się kawiarnia, swą nazwą nawiązująca do miejsca Kawiarnia w Stajniach Książęcych.

DSC_8537

Michał Uglorz

Jednak nie tylko wnętrza kawiarni, w której mają królować słowo, kawa i ciasto, nawiązują do historii. Zamknąwszy oczy, będzie można wybrać się w podróż do dalekiej Italii, a jedynym jej warunkiem jest wyobraźnia sprzężona ze smakiem. W Kawiarni w Stajniach Książęcych oferowane są ciasta i torty Consonni, wielopokoleniowej i międzynarodowej marki, której rodowód sięga Lombardii.
Młodzi małżonkowie – Francesco i Ernesta Consonni – w 1911 roku otworzyli własną piekarnię i sklep spożywczy w miejscowości Vedano al Lambro. „Latteria”, bo tak nazywane są we Włoszech sklepy tego typu, została pieszczotliwie nazwana „Cecca”, od pseudonimu Ernesty, którego używał zakochany Francesco. „Latteria Cecca” stała się ulubionym miejscem spotkań, zwłaszcza wczesnym popołudniem. Na przekąskę można było zamówić sery i kanapki, zaczęto też podawać uwielbianą przez Włochów kawę. Pieczywo i wypieki rodziny Consonni zdobyły serca mieszkańców najpierw w Lombardii, a później w miejscowości Villasanta, w której piekarnię uruchomił syn. I tak kolejne pokolenia rodziny Consonni przejmowały rodzinną firmę, wnosząc w nią nowego ducha.

DSC_8530

Michał Uglorz

Polska historia marki „Consonni” rozpoczęła się w roku 1991, gdy do kolejnych właścicieli z propozycją współpracy zgłosiło się młode małżeństwo z Polski – szwagierka Giovanniego Consonni wraz z mężem – Halina i Zdzisław Bartelak. Zapragnęli uruchomić piekarnię i lodziarnię w Polsce. Po rodzinnej naradzie babcia Marucia i Francesso, widząc entuzjazm i za-angażowanie Polaków, zdecydowali się powierzyć im rodzinny skarb – zeszyt z przepisami. I to właśnie ów zeszyt pełen włoskich smaków, gwarantuje niepowtarzalność wypieków rodzinnej firmy Bartelak, w prowadzenie której zaangażowało się już kolejne pokolenie rodziny.

DSC_8556

Michał Uglorz

Nie trudno zauważyć, że zarówno za włoską, jak i za polską historią marki Consonni stoją dwie rodziny, bo tylko związane ze sobą wspólnoty tworzą odpowiednie środowisko, w którym może pojawić się wyjątkowy produkt i niepowtarzalne miejsce. Kawa i ciasto pojawiają się co prawda w przestrzeni naznaczonej makdonaldyzacją kultury, jednak, aby zaistniały w połączeniu ze słowem, potrzebują odpowiedniej przestrzeni i dobrej atmosfery, którą dla Państwa chcą tworzyć Marianna, Halina i Marek Uglorz.

Serdecznie zapraszamy do Kawiarni w Stajniach Książęcych, aby ciastem i kawą nadawać życiu odświętny charakter. A żeby słowo rzeczywiście dobrze miało się wespół z ciastem i kawą od jesieni zapraszamy na tematyczne Wieczory w Stajniach Książęcych.

Kawiarnia jest czynna każdego dnia od godz. 11-tej do godz. 19-tej.


kwi 26

Polecam kwietniowe wydanie The Poland Times:

http://issuu.com/banki18/docs/tpt_kwiecien


kwi 26

Człowiek w krainie Mc Donalda jest aktywistą, żałującym czasu na rozkoszowanie się smakiem życia. Jedynym zajęciem, któremu oddaje się z prawdziwą pasją, jest szybkie przemieszczanie się z miejsca w miejsce, stałe zmienianie przedmiotu swojego zainteresowania, ślizganie się po powierzchni smaku życia i tajemnicy egzystencji. No cóż, jak gdyby nie ma się czemu dziwić, skoro ikoną jego istotności jest komiks oraz krótkie informacje, czytane na tablecie. Bogowie dwudziestowiecznego Olimpu – specjaliści od produkcji i reklamy –wmówili mu, że eliksirem życia jest Red Bull, ułatwiający szybką podróż w czasie i przestrzeni życia.

W mieszkaniach coraz trudniej znaleźć prawdziwe stoły, z wygodnymi krzesłami, przy których bez pośpiechu i we wspólnocie można spożywać zdrowe potrawy, przygotowane przez domowników. Kuchenne wyspy, różnego rodzaju blaty, niskie stoliki, ustawione w towarzystwie foteli, zastępują centralny mebel domu, przy którym domownicy powinni każdego dnia gromadzić się na najważniejszej i świętej czynności, którą jest wdzięczne spożywanie pokarmów.

W końcu to właśnie ze wspólnotowego spożywania jedzenia przy Stole Pańskim chrześcijanie uczynili najważniejszy gest religijny, którym jest Sakrament Eucharystii, a więc znak dziękczynienia za życie i zbawienie. Co dzieje się w trakcie świątecznego nabożeństwa nie może być oderwane od codziennego bycia uczniem i przyjacielem Jezusa Chrystusa. Najbardziej zbliżone do liturgicznego, doświadczenie wspólnoty stołu zachowało się w wieczór 24 grudnia. Świąteczna kolacja kojarzy się bowiem nie tylko ze śpiewem i modlitwą, ale także łamaniem opłatka, czyli chleba, symbolizującego Chrystusa. W rzeczywistości przyzwolenie, aby osoba, której składamy życzenia, ułamała część naszego opłatka, oznacza że jesteśmy gotowi dać się tak łamać i spożywać, a więc naszą gotowość bycia chlebem, czyli służenia pomocą, a nawet darowania własnego życia. Inaczej życzenia byłyby tylko pustymi słowami. Czytaj więcej »


kwi 26

Polecam marcowe wydanie The Poland Times:

http://issuu.com/banki18/docs/tpt_marzec_861f338ece61c8

 


lut 24

W codziennym życiu, precyzyjna i szczera komunikacja ułatwia relacje i umacnia związki. Umożliwiając realizację uczciwych celów, powinna być pozbawiona podtekstów, wynikać z woli wszystkich rozmówców, należy ją prowadzić z pomocą słów, adekwatnych do emocji, świadomości oraz wiedzy.

Nie wolno chować się za poglądami innych, nawet jeśli są prawdziwe, dlatego zwroty, typu: „Przecież każdy widzi, że…”, „Wielu jest zdania, że…”, są niedozwolone. Można wypowiadać się tylko we własnym imieniu, używając form: „Ja mogę”, „Ja wiem” albo „Ja uważam, że…”.

Jesteśmy odpowiedzialni za klimat stosunków z innymi ludźmi, więc uznajmy, że sami potrafią dokonywać wyborów i odpowiadać nam „tak” bądź „nie”. Nie bawmy się w zgadywanki, nie owijajmy w bawełnę, nie stosujmy podchodów, aby coś od innych uzyskać. Prośmy o to, co chcemy otrzymać i wyrażajmy swoje życzenia oraz potrzeby jasno i precyzyjnie. Sami znamy je najlepiej, a wyrażając je, opowiadamy o sobie innym.

Jeżeli myślimy „nie”, nie mówmy „tak”. Jeżeli myślimy „tak”, nie mówmy „nie”. Nie udawajmy, że wybaczamy, kochamy, rozumiemy jeżeli nie możemy lub nie chcemy wybaczyć, kochać, zrozumieć. Nie mówmy, że coś popieramy, jeżeli nie chcemy tego uczynić. Unikajmy fałszu, pamiętając o tym, że zdecydowanie wypowiedziane „nie”, mówi o nas coś istotnego.

Nie mówmy: „Denerwujesz mnie”. Najczęściej bowiem jest tak, że denerwuje nas coś, co druga osoba robi, a nie ona sama. Mówmy więc o swoich uczuciach. Co prawda możemy powiedzieć: „Jestem na ciebie wściekły”, ale to niewiele zmieni. Jeżeli powiemy: „W tej chwili jestem na ciebie wściekły, ponieważ uważam, że to jest niewłaściwe, że ty…” wówczas otwiera się szansa porozumienia i pójścia do przodu,  ponieważ o tym, co naszym zdaniem jest niewłaściwe, będziemy mogli porozmawiać.

Oczywiste jest, że należy wybaczać, jednak praktyka szybkiego przepraszania za coś, co złego uczyniliśmy albo wypowiedzieliśmy, jest z gruntu fałszywa i cwana. Umożliwia bowiem uniknięcia konfrontacji i poznania prawdy. To sposób manipulacji, który przenosi uczucia i winę ze szkodzącego na poszkodowanego. Nie chcemy mieć poczucia winy za złe postępowanie, więc szybko przepraszamy i tym samym druga strona jakby nie mogła już być na nas zła. A jeśli mimo tego wciąż będzie zła, powinna mieć poczucie winy. Zamiast ustosunkować się do tego, co zrobiliśmy złego, natychmiastowymi przeprosinami próbujemy uniknąć odpowiedzialności oraz pozbawiamy się szansy na zmiany.

Unikajmy ogólników, bądźmy konkretni. Nie mówmy: „Wszystko jedno”, bo to nie jest prawda. Opowiedzmy raczej o tym, co jest nam obojętne, i wymieńmy parę rzeczy, które mają dla nas znaczenie. Nie używajmy zwrotów, typu: „Wszyscy się na mnie uwzięli”, „Nikt się ze mną nie liczy”. Raczej konkretnie wymieniajmy tych, którzy się na nas uwzięli, bo wtedy powstaje szansa, że zastanowimy się nad tym, czy na pewno na nas, a może uświadomimy sobie, kto rzeczywiście się z nami nie liczy?

Nie pytajmy o sprawy, które znamy. Często zadajemy pytania nie po to, by otrzymać odpowiedzi, ale by samemu coś osiągnąć, na przykład zakomunikować: „Nie zgadzam się z tobą”. Nasze pytania często mają wpędzać naszych rozmówcę w pułapkę, zapędzać ich w kozi róg, peszyć albo pokazywać, że wiemy coś lepiej. Zamiast zadawać takie pytania, sami opowiadamy o tym, co wiemy, czujemy i myślimy.

Bywa, że w trakcie rozmów serca nam walą, gardła mamy wyschnięte, odczuwamy skurcze, ale zachowujemy się tak, aby rozmówcy nic nie widzieli, a to jest złe. Jesteśmy nauczeni grać role, sprawiać wrażenie spokojnych i wszystko wiedzących, nawet gdy wątpimy i nie mamy pojęcia, co zrobić. W wyniku takich zachowań przestajemy być sobą, sami prowokujemy groźne choroby, sprowadzamy na siebie stres, niszczymy nerwy. W wyrażaniu siebie ważna jest harmonia. Komunikaty, uczucia i czyny muszą być zgodne. Wtedy dla innych będziemy autentyczni i wiarygodni, a sami będziemy zdrowi i szczęśliwi.


lut 18

W powszechnym przekonaniu doświadczenie szczęście jest tak ulotne, a ono w swej istocie do tego stopnia niedefiniowalne, że nawet najbardziej ogólne próby opisania szczęścia nie mogą się powieść.

Jak to często bywa, mam odmienne zdanie. W moim przekonaniu najprostszą i najskuteczniejszą receptę na szczęście proponuje chrześcijaństwo, oczywiście w wersji pogłębionej duchowo, w której życiowe wybory oraz intelektualny wymiar bycia uczniem i przyjacielem Jezusa, nie funkcjonują tylko w sferze publicznej i społecznej, w postaci przynależności do kościelnej instytucji, ale są realizowane w wewnętrznym doświadczeniu Bożej obecności, z istotnym udziałem emocji, wśród których, obok miłości, trzeba umieścić wiarę.

Chrześcijański przepis na szczęście nie jest egalitarny ani nie wymaga szczególnych ćwiczeń duchowych bądź cielesnych. Jest przejrzysty i łatwy do zrealizowania. Opiera się na słowach i czynach Mistrza i Nauczyciela, Jezusa z  Galilei, czyli na Jego duchowości, chociaż nie bez późniejszych wpływów. Składa się z czterech elementów, których nie należy traktować jako kolejnych stopni wewnętrznego rozwoju. Razem wzięte, bez wewnętrznej hierarchii ważności, umożliwiają zwyczajnie ludzkie doświadczenie szczęścia.

Wdzięczność

Skoro najważniejszym gestem chrześcijaństwa jest eucharystia, czyli sakrament dziękczynienia, który nie pozostaje bez wpływu na duchowość uczestniczących w nim ludzi, bez cienia wątpliwości uznaję, że jednym z komponentów szczęścia jest wdzięczność za wszystko, co człowieka kształtuje i co dzieje się w historii jego życia. Wdzięczność, bez cienia podejrzenia, że jest się wystawionym na zły los i nie ma się wpływu na własne życie, czyli emocjonalny stan dziękczynienia za dobro, którego jedynym źródłem i celem jest uśmiechnięty, zbawiający i miłosiernie leczący Bóg, sama w sobie już jest jakimś doświadczeniem szczęścia, aczkolwiek ono jest większe i wprowadza człowieka w pewien sposób istnienia, zwany przez chrześcijan Królestwem Bożym, którego sama wdzięczność nie jest w stanie zapewnić.

Wybaczenie

Skoro człowiek dziękuje za wszystko, co jest jego udziałem, i nie czuje żalu do nikogo ani niczego, chociaż z powodu wielu przykrych doświadczeń mógłby sobie przyznać do niego prawo, a tym samym zgorzknieć i stać się źródłem wielu nieodpuszczonych zranień, które generowałyby negatywne i chorobotwórcze relacje oraz były źródłem złych emocji dla niego samego, więc staje się istotą wewnętrznie wolną. Tym samym, wszystkim i wszystkiemu, z uczuciem ulgi i z radością potrafi wszystko wybaczyć, co z adamicznego (egoistycznego, związanego z grzechem i pragnieniem zachowania samego siebie ze wszelką cenę) punktu widzenia życiowych potrzeb mógłby uznać za szkodę. Nienawiść jest zmarnowaną energią życia, a w wielu wypadkach wręcz źródłem nieszczęścia i wielu chorób, nie tyle w człowieku, który zawinił, ile paradoksalnie w tym, który nie potrafi albo nie chce odpuścić i wybaczyć. W efekcie człowiek wciąż powraca do zranienia, poczucia niesprawiedliwości, i tworzy w sobie negatywne wyobrażenia krzywdy, które uniemożliwiają mu zwrócenie się ku przyszłości i podążenie ku wciąż rozszerzającej się perspektywie życia. Kto nie wybacza, żyje przeszłością, tymczasem doświadczenie szczęścia jest związane z tym, co się dzieje; co się staje; co jest nowe.

Hojność

Pogłębioną formą wybaczenia jest hojność, kolejny element chrześcijańskiego przepisu na szczęście. Należy ją jednak osadzić w wyważonym i ewangelicznie mądrym kontekście miłości, która nie uzależnia obdarowanego od obdarowującego ani sama siebie nie uzależnia od przedmiotu miłowania. Mamy bowiem wówczas do czynienia z postawą, często opisywaną przez biblijnych autorów, z którą często spotykał się Jezus z Galilei, a mianowicie absolutyzowania czegokolwiek (mało istotne co to jest) poza Bogiem, czyli z grzechem w sensie ścisłym. Uwzględniając ludzkie pragnienie bycia szczęśliwym, życie w grzechu oznacza, że niepotrzebnie uzależniamy szczęście od tego, co jest stworzone, a więc przemijające. Tym samym pozbawiamy się szczęścia, a sprawiamy sobie nieszczęście w postaci niepewności, lęków i chorób. Hojność jest aktem czystej miłości, bezinteresownej i nie kalkującej. Jest darowywaniem dobra tym, których się kocha. Dodajmy, że nie można być hojnym, ofiarowując jedynie to, czego ma się w nadmiarze. Hojność jest wyrzeczeniem się tego, czego w szczególny sposób się pragnie. W tym sensie jest aktem ofiary w najczystszej postaci. Dlatego szczęśliwi ludzie potrafią ofiarowywać zarówno siebie, jak i dobra, które mają do dyspozycji.

Harmonia

Postawa hojności jest pewnym znakiem, że w życiu człowieka panuje harmonia, czwarty element chrześcijańskiego przepisu na szczęście. Taki człowiek wie, co jest dla niego najważniejsze, jaki jest cel życiowej drogi i w czym powinien upatrywać sensu swojej egzystencji. Człowiek szczęśliwy czuje się ocalony od wewnętrznego chaosu niespełnienia i braku wiedzy o tym, co jest dla niego najważniejsze, a scalony z zewnętrznym światem umie trafnie i odpowiednio do swojego potencjału określać życiowe cele i je realizować. W tym sensie doświadczenie szczęścia jest bliskie, a być może tożsame z pewnością zbawienia, czyli o-calenia z otchłani śmierci i s-calenia człowieczeństwa, pomimo demonicznych prób odwracania człowieka od źródła życia, czyli od Boga.

 


lut 18

Brąz

Marek Uglorz | Aktualności, Tęcza życia | 18.02.2014 |

Brąz uważany jest za najbrzydszy kolor, ponieważ naturalnie towarzyszy naszemu codziennemu życiu. Składając się z czerwieni, żółci oraz odrobiny czerni, mimo wszystko należy do kolorów ciepłych i przywołuje na myśl to wszystko, co jest związane z przyrodą, na przykład ziemię, drzewa albo drewno. Kojarzy się ze spokojem, harmonią i równowagą. Przywołuje obrazy świeżo zoranej roli, ściółkę w iglastym lesie i kawałki gruntu wyłaniające się wiosną spod pierzyny śniegu.

Brąz to wypoczynek na wiklinowej kanapie, wśród zapachu jesiennego lasu i wypalanej glinki. To kolor bezpieczny i ciepły Daje stabilizację, poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Jest domeną tego wszystkiego co wiąże się z żywiołem ziemi, a mianowicie z praktycznością, sumiennością, ciężką pracą i konkretem.

Dlatego brąz, będąc symbolem ziemi (humus), jest też symbolem człowieka (humanitas) oraz pokory (humilitas), często także biedy. Stąd niektórzy zakonnicy noszą się właśnie na brązowo. W konsekwencji brąz, jak czerń, ma w sobie wiele powagi, jest jednak cieplejszy. Dodaje otuchy i pozytywnego wsparcia, nie tylko tym, którzy uwielbiają ów kolor pod postacią pysznej i zdrowej czekolady.

Ludzie, poszukujący tego koloru, są osobami ciepłymi i rodzinnymi, którym brakuje stabilizacji. Są uczciwi, odpowiedzialni, sumienni i pracowici, dlatego zawsze można na nich liczyć. Niekiedy wykazują się sztywnością poglądów i konserwatyzmem. Często boją się przyszłości, a każda niewiadoma budzi w nich lęk. Chcieliby znaleźć pod stopami silne oparcie, które pozwoliłoby im spokojnie iść przez życie. Pragną zmienić swój charakter i nieco go wzmocnić, lecz przychodzi im to z trudem.

Osoby, lubiące brąz, chciałyby znaleźć oparcie w sobie samych, bo przecież moc i wartość człowieka jest związana z osobowością i możliwościami, które potrafi wykorzystywać. Tymczasem zwolennicy brązu nie wierzą we własne siły. Obawiają się, że nie są wystarczająco dokładni i sumienni, dlatego dokładają starań, aby w pracy być perfekcjonistami. Ich niepewność najczęściej bierze się z problemów w relacjach prywatnych, gdzie nie sprawdzają się jako partnerzy i w konsekwencji uciekają w inne dziedziny życia, w których mają szansę się wykazać. Rezygnując ze sfery osobistej, skupiają się na działalności zawodowej, poświęcając jej wiele czasu i energii. To sprawia, że osoby, które chętnie ubierają ten kolor są postrzegane z reguły jako odpowiedzialni i rzetelni pracownicy, na których zawsze można polegać.


lut 8

Książka pt. Barwny świat gołębi rasowych, (Tom I, Jasienica 2014)

wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu hodowców gołębi, którzy w swojej biblioteczce chcą mięć opracowanie, dotyczące hodowanych przez siebie gołębi, ale bez zbędnych informacji, które dla wielu są interesujące, warte zebrania i utrwalenia, ale dla większości zbędne i nieważne. Chodzi o historię powstawania poszczególnych ras, szczególnie o taką, która – zdaniem wielu hodowców – nie jest pewna, a oparta jedynie na skąpych przekazach i przypuszczeniach. Niewątpliwie praca, w której zebrane zostaną informacje na temat historii gołębiarstwa jest potrzebna, aby przyszłym pokoleniom przekazać informacje historyczne, oparte na źródłach pisanych, lub na ustnych przekazach. Starzy hodowcy umierają i nie­raz zabierają z sobą do grobu wiadomości, które nie powinny ulec zapomnieniu.

Książka pt. Barwny świat gołębi rasowych jest zbiorem zwięzłych opisów wielu hodowanych ras gołębi rasowych. Nie należy jej traktować jako obowiązujący wzorzec, ponieważ zgodnie z wytycznymi Europejskiej Federacji Gołębi, Drobiu i Królików, wzorzec musi być napisany według ściśle ustalonych reguł i zawierać konkretne dane.

W książce, obok polskiej nazwy rasy podany został numer, pod którym rasa została zarejestrowana na liście Europejskiej Federacji, zrzeszającej narodowe związki hodowców zaś bezpośrednio pod polską nazwą podane zostały nazwy w językach urzędowych Federacji, a więc w języku niemieckim, francuskim i angielskim.

Każdy opis rasy, znajdujący się w książ­ce, zawiera najpierw krótką informację na temat pochodzenia rasy, następnie opis budowy wzorcowego gołębia, należącego do danej rasy. Istotnym elementem opisu jest także wyliczenie odmian barwnych w rasie, krótka ich charakterystyka i opis istniejących rysunków uznanych przez wzorzec danej rasy. Opis rasy kończy się kilkoma uwagami dotyczącymi hodowli rasy. Podana została też średnica obrączki, jaka przewidziana jest dla danej rasy.

Książka nie zastępuje wzorca. Sędziowie muszą posługiwać się wzorcami oraz instrukcjami – o ile one istnieją – do konkretnych wzorców. Niniejsza książka jest przeznaczona głównie dla hodowców go­łębi, którzy nie są sędziami i dla tych, którzy po jej lekturze zdecydują się hodować gołębie rasowe. Oczywiście książka oparta jest na aktualnych wzorcach gołębi rasowych w języku polskim, niemieckim, angielskim, czeskim, węgierskim i rosyjskim oraz na dostępnych w internecie informatorach Europejskiej Komisji Standaryzacyjnej.

Praca pt. Barwny świat gołębi rasowych początkowo była pomyślana jako książka licząca nieco ponad 400 stron. W trakcie jej pisania, ilość stron gwałtownie się zwiększała i okazało się, że ze względów technicznych, lepiej będzie dodać nowe opisy i podzielić ją na trzy części, z których każda liczyć będzie niewiele ponad 200 stron.

Pierwszy tom pracy Barwny świat gołębi rasowych składa się z Wprowadzenia  i czte­rech rozdziałów. Wprowadzenie zawiera krótką historię udomowienia dzikiego gołębia skalnego oraz zwięzłą historię rozwoju hodowli udomowionego gołębia na terenie Azji i Europy, aby uświadomić hodowcom gołębi, jak bardzo stara jest miłość do gołębi. Ostatnia część pt. Wprowadzenie zawiera kilka uwag, dotyczących selekcji, którą należy przeprowadzić po każdym sezonie lęgowym i wstępnego przygotowania gołębi na wystawę.

We wzorcach powstałych przed 2006 rokiem brak jest jednolitej terminologii, co utrudnia ich interpretację. Po roku 2006 roku konsekwentnie wprowadza się wcześniej uzgodnione terminy i systematycznie aktualizowane są stare wzorce. Praca ta potrwa jeszcze przez pewien czas. Książka wpisuje się w ten kontekst, a autor jej ma nadzieję, że w najbliższym czasie hodowcy gołębi w całej Polsce posługiwać się będą terminami występującymi we wzorcach i niniejszej książce, głównie na określenie rysunków i kolorów.

Pierwszy rozdział tomu I poświęcony jest rasom gołębi należących do grupy I (ufor­mowane). W drugim rozdziale omówione zostały gołębie należące do grupy II (bro­dawczaki), w trzecim należące do grupy III (kuraki), a w czwartym do grupy IV (dęte). Na pierwszej stronie każdego rozdziału znajdują się niezbędne wia­domości na temat danej grupy oraz spis ras, które zostały opisane w rozdziale.

Książka jest bogato ilustrowana. Nie wszystkie zdjęcia przedstawiają wysokiej klasy gołębie, a więc znajdujących się na nich gołębie nie można traktować jako wzorcowe. Rysunki wzorcowe  gołębi znajdują się we wzorcach.

Na końcu każdego tomu książki, tej, którą niniejszym oddaję do ręki Czytelników, jak też i tych części, które się dopiero ukażą, Czytelnik znajdzie alfabetyczny indeks ras opisanych w danej części, z podaniem strony, na której rozpoczyna się opis.

Na końcu części III zamieszczony zostanie wybór najnowszej literatury, publikowanej głównie w języku polskim, niemieckim, czeskim i rosyjskim.

Zdjęcia gołębi, poddane obróbce graficznej, pochodzą z albumu Zdzisława Jakubanisa, pt. Album gołębi rasowych, Lublin 2013.

Z Przedmowy

Kontakt z autorem:

e-mail: mku842@escobb.com.pl; tel. stacjonarny: 33 8 152 026; kom. 600 236 361

 

 


« Wcześniesze wpisy